~Magnus~
Azjata patrzył w bok, na szybko migające latarnie, mijane przez auto. Świecąc, odznaczały się na powoli ciemniejącym niebie.
Bane przekręcił głowę w drugą stronę.
- Jedziesz jak twoja własna babcia, Greg - westchnął leniwie. Odsunął swój fotel jeszcze trochę do tyłu, by wygodniej ułożyć nogi na desce rozdzielczej. - Kto to był tym najszybszym kierowcą z pachołków mojego tatusia...? Hm... Chyba Chris. Dalej razem pracujecie?
- Jestem Gavin - odparł kierowca.
- Cholernie blisko byłem - pochwalił sam siebie Magnus. Zapamiętanie poszczególnych imion pracowników ojca nie należało do łatwych zadań. Liczba ta była ogromna, ci ludzie kryli się prawie wszędzie. Na nieszczęście Magnusa.
- A Chris nie żyje - dodał Gavin.
- Ojej... - Bane oparł głowę o zagłówek i zaczął bawić się swoimi pierścionkami, przekładając je z palca na palec. - Szkoda. Lubiłem, jak przejeżdżał na czerwonym świetle, kiedy mnie woził.
Przypadek czy nie - Gavin właśnie zwolnił, widząc u góry czerwoną komendę czekania. Magnus zmrużył oczy.
- Jak zdechł? - dopytał.
- Kulka.
Magnus się skrzywił.
- Ale chyba nie w głowę? - uniósł brwi. - Przystojniak z niego był.
- Prosto między oczy - sprecyzował Gavin, kiedy ruszał z powrotem, zauważywszy żółte, a zaraz zielone światło.
- Czy ty specjalnie mnie drażnisz? - zdenerwowany Magnus ciskał gromami z oczu w kierowcę.
- Ależ skąd, paniczu Bane.
- Na przyszłość mów to, co chciałbym usłyszeć - powiedział Magnus i odwrócił wzrok na jadące obok samochody. - Bo inaczej skończysz jak Chris.
- Jak panicz sobie życzy.
Azjata westchnął i zaczął kręcić się na fotelu, który nagle zrobił się niewystarczająco komfortowy.
- I zmień przy okazji auto, skoro już tak chętnie wykonujesz moje polecenia - stęknął Bane, poddając się i mrużąc powieki w geście zirytowanego człowieka.
Kierowca nie odpowiedział. Magnus, nie zamierzając nudzić się przez całą drogę - gdziekolwiek jechał - postanowił zmienić temat rozmowy. Może i na niezbyt przyjemny, ale bardzo przydatny.
- Co tam u twojego pracodawcy? - zapytał. Skończył w pozycji prawie leżącej, będąc zbyt nisko, by patrzeć przez boczne okno, więc obserwował latarnie przez przednią szybę.
- Wszystko w porządku.
- Aha... - mruknął Magnus, ale zaraz po tym zerknął spod byka na kierowcę. - Ale nie kłamiesz teraz, żeby mnie uszczęśliwić, co?
- Dobrze wiem, że panicz chciałby usłyszeć o śmierci ojca.
Magnus uśmiechnął się szeroko.
- Racja - zgodził się. - No, racja... Dobra, to kolejne pytanie brzmi...
- Nie wolałby panicz posłuchać muzyki? - przerwał mu kierowca i wyciągnął dłoń do radia.
Jednak zatrzymał rękę tuż przed kliknięciem w dotykowy ekran, najwyraźniej nie marząc o utracie palców. Cofnął dłoń, która prawie nabiła się na scyzoryk Magnusa, wyciągnięty znikąd w mgnieniu oka.
- Nie, nie wolałbym - odrzekł nastolatek. Zamiast pierścionkami, bawił się teraz ostrzem, przyglądając się lśniącemu srebru. - Następne pytanie brzmi: gdzie jedziemy?
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Fan-Fiction🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
