Rozdział 11

287 34 7
                                        


~Magnus~
Azjata patrzył w bok, na szybko migające latarnie, mijane przez auto. Świecąc, odznaczały się na powoli ciemniejącym niebie.

Bane przekręcił głowę w drugą stronę.

- Jedziesz jak twoja własna babcia, Greg - westchnął leniwie. Odsunął swój fotel jeszcze trochę do tyłu, by wygodniej ułożyć nogi na desce rozdzielczej. - Kto to był tym najszybszym kierowcą z pachołków mojego tatusia...? Hm... Chyba Chris. Dalej razem pracujecie?

- Jestem Gavin - odparł kierowca.

- Cholernie blisko byłem - pochwalił sam siebie Magnus. Zapamiętanie poszczególnych imion pracowników ojca nie należało do łatwych zadań. Liczba ta była ogromna, ci ludzie kryli się prawie wszędzie. Na nieszczęście Magnusa.

- A Chris nie żyje - dodał Gavin.

- Ojej... - Bane oparł głowę o zagłówek i zaczął bawić się swoimi pierścionkami, przekładając je z palca na palec. - Szkoda. Lubiłem, jak przejeżdżał na czerwonym świetle, kiedy mnie woził.

Przypadek czy nie - Gavin właśnie zwolnił, widząc u góry czerwoną komendę czekania. Magnus zmrużył oczy.

- Jak zdechł? - dopytał.

- Kulka.

Magnus się skrzywił.

- Ale chyba nie w głowę? - uniósł brwi. - Przystojniak z niego był.

- Prosto między oczy - sprecyzował Gavin, kiedy ruszał z powrotem, zauważywszy żółte, a zaraz zielone światło.

- Czy ty specjalnie mnie drażnisz? - zdenerwowany Magnus ciskał gromami z oczu w kierowcę.

- Ależ skąd, paniczu Bane.

- Na przyszłość mów to, co chciałbym usłyszeć - powiedział Magnus i odwrócił wzrok na jadące obok samochody. - Bo inaczej skończysz jak Chris.

- Jak panicz sobie życzy.

Azjata westchnął i zaczął kręcić się na fotelu, który nagle zrobił się niewystarczająco komfortowy.

- I zmień przy okazji auto, skoro już tak chętnie wykonujesz moje polecenia - stęknął Bane, poddając się i mrużąc powieki w geście zirytowanego człowieka.

Kierowca nie odpowiedział. Magnus, nie zamierzając nudzić się przez całą drogę - gdziekolwiek jechał - postanowił zmienić temat rozmowy. Może i na niezbyt przyjemny, ale bardzo przydatny.

- Co tam u twojego pracodawcy? - zapytał. Skończył w pozycji prawie leżącej, będąc zbyt nisko, by patrzeć przez boczne okno, więc obserwował latarnie przez przednią szybę.

- Wszystko w porządku.

- Aha... - mruknął Magnus, ale zaraz po tym zerknął spod byka na kierowcę. - Ale nie kłamiesz teraz, żeby mnie uszczęśliwić, co?

- Dobrze wiem, że panicz chciałby usłyszeć o śmierci ojca.

Magnus uśmiechnął się szeroko.

- Racja - zgodził się. - No, racja... Dobra, to kolejne pytanie brzmi...

- Nie wolałby panicz posłuchać muzyki? - przerwał mu kierowca i wyciągnął dłoń do radia.

Jednak zatrzymał rękę tuż przed kliknięciem w dotykowy ekran, najwyraźniej nie marząc o utracie palców. Cofnął dłoń, która prawie nabiła się na scyzoryk Magnusa, wyciągnięty znikąd w mgnieniu oka.

- Nie, nie wolałbym - odrzekł nastolatek. Zamiast pierścionkami, bawił się teraz ostrzem, przyglądając się lśniącemu srebru. - Następne pytanie brzmi: gdzie jedziemy?

𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz