~Magnus~
Azjata mocno zaciągnął się papierosem. Jego serce biło powoli i słyszał je bardzo dokładnie. Inne zmysły także się wyostrzyły. Chłodny wiatr przejeżdżał po skórze jak papier ścierny, a rany pod bandażem szczypały.
Magnus stał przy okrągłym wejściu do kanału. Wlot zabezpieczono zardzewiałą, szeroką kratą. U boku się złamała i dzięki temu do środka ciemnego, mokrego tunelu mógł przedostać się dorosły człowiek. Jakiś czas temu zrobili to Raphael i Ragnor.
Magnus został w otwartym ściekowym korycie nie tylko z celów odbywania warty strażnika, ale także dlatego, że zwyczajnie nie chciał taplać się w zanieczyszczonej wodzie przypominającej wymiociny.
Był też kolejny powód. Pożegnał się z Alekiem spory czas temu i właśnie dlatego aktualnie miał ochotę wskoczyć pod tramwaj. Albo nawet utopić się w tej brudnej wodzie, cokolwiek.
Telefon mu zabrzęczał. Azjata się uspokoił. Raphael z Ragnorem przemieszczali się po kanałach od dłuższego czasu, dlatego co jakiś czas Bane dostawał SMS od Fella, że nic im nie jest. I że jak na razie nie wciągnął ich żaden ściekowy potwór.
- Durny Richard... - Magnus szczękał zębami. - Durny ojciec... Durne życie...
- Wracamy! - z kanału przyszło do niego echo. Głos należał do Ragnora. Rozbrzmiał też chlupot wody oraz zamigotały blade światła latarek.
- Nareszcie! - burknął Bane i wyrzucił papierosa do zielonkawej rzeki. Wcisnął dłonie do kieszeni i próbował nie zamarznąć na kość.
Nadszedł chłodny i ciemny wieczór. Tak, trójka przyjaciół miała wybrać się pod kanał od razu po lekcjach, ale Santiago koniecznie musiał pomóc w czymś rodzinie. Magnus i Ragnor popędzili mu na ratunek.
Nie podejrzewając, że chodzi o zwykłe posprzątanie mieszkania i nakarmienie młodszych braci Raphaela, którzy wrócili ze szkoły. Guadelupe zdecydowała się na kolejną zmianę w pracy i nie była w stanie się tym zająć.
Porządki i upichcenie czegoś (także sobie) zajęło im trochę czasu. Potem równie długo przemierzali Nowy Jork, by dostać się pod konkretny otwór ścieków kanalizacyjnych.
W międzyczasie Magnus rozmawiał z Catariną przez telefon, wypruwając z siebie flaki, by przekonać przyjaciółkę, że nie, nie musi u niej dzisiaj nocować i że poradzi sobie sam. I że wcale nie robi się zimno i że nie trzęsie się jak osika.
- Szybciej! - jęknął Bane, podskakując w miejscu, by się rozgrzać.
- Te, Bane, bo sam przejdziesz się po tym wychodku szczurów! - warczał Raphael.
Magnus podskoczył do granicy śmierdzącej rzeki, by wyciągnąć pomocną dłoń do przyjaciół. Na szczęście pierwszy kroczył Ragnor. Santiago nie dotknąłby azjaty z czystego wrodzonego chamstwa.
Ragnor Fell rozkraczony na bocznych ściankach okrągłego tunelu złapał się czarnych metalowych krat. Dołączył prawą nogę do lewej, gdzie znajdowała się dziura w kracie, i przecisnął się do przodu. Chwycił ręke Magnusa i z jego pomocą skoczył na betonowe ścieżki ciągnące się po bokach ściekowej rzeki.
- Nic? - zapytał Bane.
Ragnor odwrócił się, by w ten sam sposób pomóc Raphaelowi, który skrupulatnie zatykał nos.
- Nic - odparł pomrukiem Fell. - Tylko butelki po piwie, paczki po prochach i pety. Mówiłem, że nie zdążymy na czas.
- Oj tam... - Raphael ścisnął dłoń Ragnora i pozwolił wciągnąć się na brzeg. - Richard jest obsrany i niechętnie wróci na Brooklyn albo chociażby naszą dzielnicę. Myślałem, że kretyn będzie siedział w kanałach.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Fiksi Penggemar🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
