Rozdział 8

307 36 0
                                        

~Magnus~
- Patrzył na mnie jak na ducha... Albo jakbym rodzinę mu wymordował czy coś - myślał na głos Bane, oparty plecami o zimną ścianę szkoły, trzymając papierosa między palcami. - Tylko patrzyłem się na niego pół lekcji, a zdążyłem tym go prawie zabić.

- Mhm... - odmruknął zapatrzony w komórkę Ragnor.

- Wiesz, co było zabawne? Zwróciłem uwagę na to, jak pisał... - azjata zaciągnął się gorzkim dymem. - I skreślał prawie co drugie słowo, od kiedy zauważył, że się mu przyglądam.

- Taa...

- Dokładnie... - zmrużył oczy Magnus i pokiwał głową.

Jak dobrze, iż miał obok siebie Fella. Nie był zmuszony do cichego, depresyjnego rozmyślania. Mógł dać upust samotnym pomysłom kiełkującym w jego umyśle, których narastało z minuty na minutę zdecydowanie za dużo. Zwłaszcza wtedy, gdy był trzeźwy zbyt długo.

- Doszło do tego, że babsko wysłało go do pielęgniarki... - zaczął ponownie Magnus. Patrzył na duże i zielone korony drzew rosnących przy szkolnym murze. Majaczył przed nimi szary dym od papierosa, którego trzymał przed nosem. - I skoro mnie teraz widzisz, wiesz, że wykorzystałem sytuację, żeby skrócić sobie lekcje. Akurat to, że ten Lightwood jest nowy w szkole, bardzo się przydaje... - zauważył azjata.

- Yhy.

- Wracając... Kiedy wyszliśmy z klasy, chciałem od razu sobie pójść. Ale ten kretyn się do mnie odwrócił i tak sobie stał, patrzył i nic nie mówił... - mamrotał Bane. - A spodziewałem się tego, co zazwyczaj robiły te kujonki, które trzęsły przede mną portkami. Przepraszali, oferowali pieniądze albo to, że będą odrabiać moje prace domowe... A Alec... Kompletnie nic - mruknął Bane i wyemitował dymny wybuch, lekko odkasłując nikotynę. - A wyglądał na takiego przerażonego... Przecież sam widziałem. A się nie bronił. Można zaliczyć coś takiego pod zwykły ludzki strach?

- Magnus... - Ragnor Fell uniósł wzrok znad telefonu i spojrzał na azjatę z rozdrażnieniem w swych czarnych oczach. - Nie udało mi się ciebie nie słuchać, więc zapytam dla świętego spokoju: po cholerę w ogóle interesuje cię ten Lightwood, co?

- Jest inny - odrzekł Bane, cicho, jednak wyraźnie. A sekundę później szerzej otworzył oczy.

Zrozumiał, że właśnie podsumował całą swoją wcześniejszą paplaninę o Alecu Lightwoodzie, która omal nie podchodziła pod gorzkie żale.

Tak, zachowanie niebieskookiego względem Magnusa łudząco przypominało mechanizmy innych - wycofanie, lęk i ostrożność - a mimo to, gdyby chodziło o konkretną odpowiedź, Bane mruknąłby "nie, Alec nie jest taki jak oni." Bo nie był. A ciekawski Bane lgnął do czegoś takiego jak komar do światła, nawet jeśli w pełni nie zdawałby sobie z tego sprawy. Właśnie tutaj krył się gwóźdź do trumny.

Tylko nie wiadomo było jeszcze, czy czekała ona na Magnusa czy Aleca.

- Bo? - spytał markotnie Fell, nie wiedząc, że Bane już sobie wszystko wyjaśnił i nie potrzebował opinii żadnej innej duszy. - Dlatego, że nie chce robić za ciebie zadań domowych w zamian za to, że nie dostanie od ciebie w nos?

- Ano - potwierdził krótko azjata i ostatnim długim oddechem dopalił papierosa. Postanawiając zmienić temat, zaglądnął do komórki przyjaciela. - A ty, jeśli mogę wiedzieć, nie słuchałeś, bo romansowałeś z Santiago, hmm...?

- Pisałem, Bane, pisałem... - umęczony Fell natychmiast odsunął urządzenie od wścibskiego nosa Bane'a. - Nie romansowałem. Nie mam z nim takich staro małżeńskich problemów jak z ty z Lightwoodem.

𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz