~Magnus~
- Patrzył na mnie jak na ducha... Albo jakbym rodzinę mu wymordował czy coś - myślał na głos Bane, oparty plecami o zimną ścianę szkoły, trzymając papierosa między palcami. - Tylko patrzyłem się na niego pół lekcji, a zdążyłem tym go prawie zabić.
- Mhm... - odmruknął zapatrzony w komórkę Ragnor.
- Wiesz, co było zabawne? Zwróciłem uwagę na to, jak pisał... - azjata zaciągnął się gorzkim dymem. - I skreślał prawie co drugie słowo, od kiedy zauważył, że się mu przyglądam.
- Taa...
- Dokładnie... - zmrużył oczy Magnus i pokiwał głową.
Jak dobrze, iż miał obok siebie Fella. Nie był zmuszony do cichego, depresyjnego rozmyślania. Mógł dać upust samotnym pomysłom kiełkującym w jego umyśle, których narastało z minuty na minutę zdecydowanie za dużo. Zwłaszcza wtedy, gdy był trzeźwy zbyt długo.
- Doszło do tego, że babsko wysłało go do pielęgniarki... - zaczął ponownie Magnus. Patrzył na duże i zielone korony drzew rosnących przy szkolnym murze. Majaczył przed nimi szary dym od papierosa, którego trzymał przed nosem. - I skoro mnie teraz widzisz, wiesz, że wykorzystałem sytuację, żeby skrócić sobie lekcje. Akurat to, że ten Lightwood jest nowy w szkole, bardzo się przydaje... - zauważył azjata.
- Yhy.
- Wracając... Kiedy wyszliśmy z klasy, chciałem od razu sobie pójść. Ale ten kretyn się do mnie odwrócił i tak sobie stał, patrzył i nic nie mówił... - mamrotał Bane. - A spodziewałem się tego, co zazwyczaj robiły te kujonki, które trzęsły przede mną portkami. Przepraszali, oferowali pieniądze albo to, że będą odrabiać moje prace domowe... A Alec... Kompletnie nic - mruknął Bane i wyemitował dymny wybuch, lekko odkasłując nikotynę. - A wyglądał na takiego przerażonego... Przecież sam widziałem. A się nie bronił. Można zaliczyć coś takiego pod zwykły ludzki strach?
- Magnus... - Ragnor Fell uniósł wzrok znad telefonu i spojrzał na azjatę z rozdrażnieniem w swych czarnych oczach. - Nie udało mi się ciebie nie słuchać, więc zapytam dla świętego spokoju: po cholerę w ogóle interesuje cię ten Lightwood, co?
- Jest inny - odrzekł Bane, cicho, jednak wyraźnie. A sekundę później szerzej otworzył oczy.
Zrozumiał, że właśnie podsumował całą swoją wcześniejszą paplaninę o Alecu Lightwoodzie, która omal nie podchodziła pod gorzkie żale.
Tak, zachowanie niebieskookiego względem Magnusa łudząco przypominało mechanizmy innych - wycofanie, lęk i ostrożność - a mimo to, gdyby chodziło o konkretną odpowiedź, Bane mruknąłby "nie, Alec nie jest taki jak oni." Bo nie był. A ciekawski Bane lgnął do czegoś takiego jak komar do światła, nawet jeśli w pełni nie zdawałby sobie z tego sprawy. Właśnie tutaj krył się gwóźdź do trumny.
Tylko nie wiadomo było jeszcze, czy czekała ona na Magnusa czy Aleca.
- Bo? - spytał markotnie Fell, nie wiedząc, że Bane już sobie wszystko wyjaśnił i nie potrzebował opinii żadnej innej duszy. - Dlatego, że nie chce robić za ciebie zadań domowych w zamian za to, że nie dostanie od ciebie w nos?
- Ano - potwierdził krótko azjata i ostatnim długim oddechem dopalił papierosa. Postanawiając zmienić temat, zaglądnął do komórki przyjaciela. - A ty, jeśli mogę wiedzieć, nie słuchałeś, bo romansowałeś z Santiago, hmm...?
- Pisałem, Bane, pisałem... - umęczony Fell natychmiast odsunął urządzenie od wścibskiego nosa Bane'a. - Nie romansowałem. Nie mam z nim takich staro małżeńskich problemów jak z ty z Lightwoodem.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Hayran Kurgu🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
