Rozdział 55

314 30 11
                                        


~Alec~
Alexander latał po domu jak samolot odrzutowy. Szybciej, niż jeszcze kilkanaście minut temu do opuszczenia domu zbierała się jego rodzina. Alec wbiegł do kuchni, by wrzucić wszystkie brudne naczynia do zlewu, a wtedy - odrzut, i poleciał do salonu, zgarniając z podłogi poszczególne ubrania czy poduszki, które popełniając samobójstwo skoczyły z kanapy.

Biegał po korytarzu, prawie odbijając się od ścian. Gdy ogarnął mały bajzel we własnym pokoju, znowu - odrzut, i wpadł do łazienki, postanawiając wziąć szybki prysznic. Woda ukoiła jego zestresowaną gorączkę w małym stopniu.

Nie miał pojęcia, ile zostało mu czasu do zobaczenia zielono-złotych oczu. Magnus mógł przyjechać do niego od razu po SMS-ie, albo równie dobrze najpierw zawieźć do szkoły Raphaela i Ragnora, a dopiero później udać się na osiedle Lightwoodów. W dodatku wzmagał się śnieg i Alec nie mógł się zdecydować, czy jego chłopak zwolni w śnieżnej zamieci, czy, jak mówił, tak się rozpędzi, że uderzy Bugatti w niczemu winny hydrant.

Kiedy Alec się opłukał, goły wyszedł spod prysznica i dorwał się do szafeczek przy lustrze. Szukał perfum Jace'a albo ojca. Na szczęście był na tyle rozgarnięty w rzeczywistości, że miał zamiar użyć męskich. Inaczej spryskałby się konwalią własnej siostry albo matki.

Gdy znalazł zwykłą wodę kolońską, z brzękiem odstawił szklany flakonik na umywalkę, po czym goły i wesoły (gdyby tylko nie przeżywał palpitacji serca, to tak, można by powiedzieć, że wesoły) wybiegł z łazienki do swojego pokoju. Otworzył szafę i zaczął w niej dramaturgicznie grzebać. Ha, kto by pomyślał, że sweterkowy Alec z rozczochranymi włosami przypominałby w ten sposób swoją siostrzyczkę.

Wsunął na siebie bokserki, po czym znalazł koszulkę bez żadnej dziury, w miarę wyprasowaną, całą czarną. Rzucił ją za siebie, na łóżko. Moment później przełknął ślinę, kiedy niemalże drżącą ręką chwycił spodnie... Była to nowa para, których jeszcze Alec nie miał na sobie.

I to dlatego, że dostał je od siostry. Te spodnie były czarne, z dziurami na kolanach. Może i nie zaliczały się do rurek emitujących drugą skórę, gdyż Isabelle zdawała sobie sprawę, iż jej braciszek nie założyłby niczego niewygodnego, ale... Czy teraz zdecyduje się on na te właśnie modne gacie?

Dla Magnusa... - westchnął w duchu Alec z nowymi spodniami w rękach, zamykając szafę.

Ubrał się w mgnieniu oka - prawie, ponieważ kilka razy nakładał koszulkę na złą stronę, a spodnie okazały się ciaśniejsze, niż przewidywał - a potem na nowo odpalił silniczek w dupie i pobiegł do łazienki. Uczesał włosy, ale wtedy w lustrze zobaczył, że były... Jakieś takie przyklepane, tak nieestetycznie. Na szczęście wystarczyło tylko pokręcić odrobinę głową, żeby rozwichrzyły się jak przy pomocy wiatraka.

Kiedy Alec użył wody kolońskiej, jeszcze raz otworzył szafkę i zdecydował się na dodanie perfumy Jace'a. Pamiętał, że blondyn opowiadał mu, jak na sam ten zapaszek wyrwał kilka lasek. Oby tylko chłopak Aleca także lubił tego rodzaju perfumki. I, oby, na wszystkie anioły, oby Alec nie przypominał wówczas Magnusowi Jace'a.

W momencie, gdy Lightwood uniósł flakonik, drzwi na dole przyjęły na siebie serię uderzeń. Wytrąciło to Aleca z równowagi - psiknął się perfumą po twarzy. Zapiekły mu oczy. Przybił sobie mentalne brawo. Kaszlnął, na głos przeklinając osobę stojącą na wycieraczce, a wówczas przypomniał sobie, kto to taki mógł być. Na pewno nie Święty Mikołaj.

Alec szybko przetarł oczy wodą, wytarł buzię w ręcznik i tym razem jak samolot odrzutowy z kilkoma silnikami popędził przez korytarze, schody i przedpokój. Serce już mu stanęło, kiedy chwytał za klamkę i otwierał drzwi...

𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz