~Magnus~
Magnus siedział w miękkim, ozdobnie wyrzeźbionym fotelu. Na jego kolanach mruczał zwinięty w kulkę Prezes, a kanapę obok zajmował Asmodeusz. Pierdolił coś od rzeczy, ale Magnus go nie słuchał. Nie docierały do niego bodźce z zewnątrz.
Interesował się tylko swoją ręką. Gapił się na nią jak na relikt. Pocierał o siebie palce tej dłoni, którą niedawno uderzył Aleca i której krew z twarzy chłopaka poplamiła jego dłoń. Magnus tarł palcami, teraz już czystymi, i przypominał sobie uczucie, jakie było w stanie zaczarować mózg w momencie, kiedy miałeś na rękach krew swojej miłości.
I to nie w znaczeniu odebrania życia, a w posiadaniu tak potężnej władzy nad tą drugą osobą. Tak ogromnej, że mogłeś utoczyć krwi kochankowi, któremu nawet to nie przeszkadzało. Mogłeś zrobić z tą miłością, co tylko chciałeś - wznieść na bogate wyżyny i położyć u jej stóp cały świat, ale zarazem zgnieść ją w bezradną, umierającą perełkę.
I to wszystko bez konsekwencji. Nie zmieniałeś się w oczach tej osoby. Nadal była tobie bezgranicznie oddana.
Magnus mrużył oczy, pocierając palcami. Wyobraził sobie ciemną krew Aleca, trzymaną w garści. Zastanawiał się, czy trochę żałował swojego czynu, czy raczej wpływało to pozytywnie na jego ego, czy może było mu to obojętne. Nie miał w tej chwili pojęcia. Pozostawał neutralny.
Uniósł wzrok, postanawiając wrócić do tego, czym się aktualnie zajmował.
- Możesz powtórzyć? - przerwał Asmodeuszowi wpół słowa.
Ojciec przestał paplać jęzorem. Przyjrzał się Magnusowi, ale nie skomentował swojego zmarnowanego czasu. Uśmiechnął się pobłażliwie i zmrużył złoto-zielone oczy.
- Cóż... - odchrząknął gładko. - To może przejdę do sedna i...
- Czyli nic mnie nie ominęło, kiedy nie słuchałem? - wciął się po raz drugi Magnus. Przestał pocierać palcami i zaczął głaskać kotka na kolanach. - Dlaczego zawsze tak dużo mówisz? Nie wydajesz się wtedy mądry, tylko przemądrzały.
Oczy Asmodeusza zaszły blaskiem. Zagryzł wargę. Magnus dumał nad tym, czy możliwe było, żeby ojciec rzucił w niego kubkiem niedopitej kawy.
Zaraz Magnus zrozumiał, że ojciec był dumny, a nie wkurzony.
- Idzie coraz lepiej... - mówił Asmodeusz ze smakiem. Nie odrywał wzroku od Magnusa, jakby próbował wyssać jego duszę niczym dementor. - Robi się z ciebie porządny biznesmen, synu. Jesteś spostrzegawczy, przekonujący, panujesz nad sobą i nie dajesz się zwieść emocjom... W dodatku nie jesteś nudny i wiesz, jak wbić szpilę - mężczyzna uśmiechnął się milutko. - Wiele razy ci mówiłem, że jesteś moim ulubionym dzieckiem, ale powtórzę to znowu. Naprawdę jesteś niesamowity.
Magnus patrzył, jak Prezes na jego kolanach rozciąga się i przypomina włochaty lisi ogon.
- Tatku... - podjął, wzdychając cicho. - Może i jestem narcyzem, ale wolę, kiedy Alexander się mną zachwyca. Możesz zostawić takie twoje przemówienia na mój pogrzeb, a teraz darować sobie podlizywanie, i ubić ze mną interesy? Nie przyszedłeś do mnie tylko po to, żeby napić się kawki. A jeśli chciałeś pogłaskać mojego kota, to możesz to zrobić, ale licz się z tym, że wyskoczy na ciebie z pazurami. Prezes jest ostrym prezesem.
Asmodeusz uprzejmie słuchał Magnusa i wyglądał wtedy jak zwyczajny ojciec, który z radością w oczach poświęcał uwagę dziecku, opowiadającemu o swojej pasji czy dobrym dniu w szkole.
- A więc przejdźmy do interesów - zgodził się Asmodeusz i uśmiechnął tkliwie. - Wiesz, podoba mi się, że traktujesz nasze prywatne sprawy jak naszą pracę, jak interesy. Coraz bardziej przekonujesz się do tego zawodu, mam rację? Aż wchodzi ci w krew - uśmiech ojca zalśnił piekielną iskrą. - No więc... Pierwszą sprawą jest to, że ujawnienie Bernarda miało być dla ciebie niespodzianką, ale ten powiedział mi, że już coś o tym tobie wspomniał... Dlatego, Magnusie... - uśmiechnął się miło Asmodeusz. - Jak ci ze świadomością, że masz przyrodniego brata? Lubisz Bernarda, prawda? Chwalił mi się, że jest twoim przyjacielem.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Fanfic🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
