~Alec~
Lightwood ziewnął sennie. Zastanawiał się, ile spał, a jak długo leżał i gapił się w sufit. Stracił poczucie czasu. Próbował także nie rozważać zbyt długo na temat swoich snów - przyśniło mu się kilka bardzo niefajnych rzeczy. Mrożących krew w żyłach, jeśli miałby być szczery. Każda z ponurych, podświadomych "fantazji" dotyczyła Magnusa oraz pistoletu, bądź noża.
Alec budził się więc co najmniej kilka razy, a później leżał pod kołdrą jak pożółkły liść, który spadł z drzewa do obłoconej kałuży, i powoli konał. Jednakże, było coś... W tym wszystkim, w tym mozolnie ciągnącym się poranku tylko jeden aspekt był znośny - Magnus.
Magnus, który smacznie spał, przytulony do Aleca. W takiej pozycji Lightwood mógł umierać tyle czasu, ile Maggie potrzebował na sen i spokojny powrót do siebie. Nawet pomimo tego, że Alecowi coraz głośniej burczało w brzuchu.
Jeszcze go obudzę... - pomyślał przestraszony Alec, kiedy jego żołądek znów zaryczał. - Nie chcę go budzić...
Ale, niestety - wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Alec za nic nie chciał Magnusa zbudzić, a azjata był do niego przyklejony, więc prędzej czy później burczenie wygłodniałego Lightwooda wytrąciłoby go ze snu. Alec westchnął ze smutkiem.
- Przyniosę nam śniadanie do łóżka... - zaczął szeptać, ostrożnie jak nigdy w życiu wyplątując się z łóżka, kołdry i Magnusa. - Zaraz wrócę, Maggie... Tylko chwileczkę...
Alexander wypełzł z łóżka. Poprawił kołdrę na śpiącym Magnusie, i wtedy zapatrzył się na jego twarz. Spokojną, rozluźnioną, pogrążoną we śnie. Dobrym, Alec miał wielką nadzieję. Pomimo nocnego piekła, w chwili obecnej Magnus wyglądał uroczo i Alec sobie nie życzył, żeby nagły koszmar go zbudził. Bane nacierpiał się już dość.
- Niedługo wrócę... - powtórzył cicho Alec, całując Magnusa w czoło. - Kocham cię, pamiętaj.
***
Alec zbiegł ze schodów. Zaczepił się ręką o ramę wejścia do jadalni, żeby wykonać drift i wystrzelić prosto do stołu. Na krzesłach siedziało już jego rodzeństwo oraz Van, Clary i Simon. Dziadkowie krzątali się po kuchni obok, co było widać nad półwyspą oddzielającą kuchnię od jadalni.
- Obyś się wywrócił! - okrzyknęła z uśmiechem Izzy, widząc sprint Aleca, ale nie szczerzyła się długo.
- Co ci się stało? - wyręczył jej pytanie Jace.
W jednej chwili oczy wszystkich śniadaniowiczów runęły na Alecu, a konkretniej na białym opatrunku okrywającym wzdłuż jego policzek. Cóż, Alecowi przeszkadzało tylko to, że rana była na tyle długa, iż nie mógł zakryć jej zwykłym plastrem.
- Nic - odparł, wzruszając ramionami. Zawrócił się, żeby wejść do kuchni i odezwał się od razu do stojących przy ladzie dziadków: - Dacie mi tackę? Chcę wziąć śniadanie do pokoju i zjeść z Magnusem.
Feba i Andrew odwrócili się w jego stronę. Dziadek uśmiechnął się na powitanie, od razu przystępując do poszukiwań tacki. Nie skomentował opatrunku Aleca, choć chłopak zauważył, że dziadek wiedział, o co chodzi. Babcia z pewnością opowiedziała mu nocną ploteczkę.
Dziadek szukał tacki, ale jednocześnie słuchał radia. Było ściszone, chociaż Alec wyłapał słowa odnośnie wypadku, który miał miejsce w nocy. Mówiono o zamordowanej rodzinie. Lightwood nie zdążył się przysłuchać, ponieważ babcia Feba zajęła go pytaniem:
- A jak się Magnus czuje? - spytała, uśmiechając się do Aleca. - Już mu lepiej?
- A coś się stało? - Izzy wstała od stołu, żeby lepiej widzieć Aleca i dziadków nad półwyspą.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Fanfiction🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
