~Alec~
Chłopak mruknął przeciągle. Obudził się i nieco uniósł głowę. Dotarło do niego dzienne światło wpadające z okna. Na parapecie z zewnętrznej strony, z szybą migdaliła się warstwa śniegu.
Rozleniwiony Alec zaczął powolnie rozprostowywać kości, wyciągając się pod kołdrą. Niestety wtedy zauważył, że był w łóżku sam. Nie poczuł ciepła drugiego ciała ani tego, że wcześniej zajmowało ono pół małego łóżka, na którym musieli się mieścić, i że z tego powodu Lightwood po prostu na to drugie ciało wpełzał.
Niczym bestialski budzik z samego rana, głowę Aleca nagle zalała fala zamglonych wspomnień z minionej nocy; moment, kiedy się obudził, i kiedy zobaczył Magnusa z pistoletem w dłoni. Bane odjechał, a Alec zaczął dramatyzować. Gdy później azjata wrócił, odrobinę się posprzeczali, a po wszystkim jak gdyby nigdy nic poszli do łóżka. Przed snem po prostu się... "Poprzytulali."
Alec uniósł głowę, marszcząc brwi. Ten ciąg wydarzeń był tak krótki, że jedną, szybką błyskawicą przecinał jego umysł. W dodatku ten piorun zdawał się odległy i zamglony. Alexander miał nawet wrażenie, że ta lodowata pora o drugiej w nocy była zwykłym snem.
Alec zaczął jednak panikować, kiedy usiadł i zobaczył na własne oczy, że Magnusa nie było z nim w łóżku. Może tylko część nocnej przygody była snem, i tak naprawdę Bane nie wrócił do niego po tym, jak odjechał z bronią pod płaszczem?
Lightwood chrząknął. Ledwo co zachował zimną krew, po czym krzyknął jak przerażony, mizerny człowieczek zgubiony po środku pustyni:
- MAGNUS?!
Ku jego uldze, nie był na tej pustyni sam.
- Korytarz, pterodaktylu - odparł Bane, wcale nie głośno, ponieważ był tuż za ścianą, tak jak powiedział.
Alec najpierw opadł z powrotem na łóżko. Kiedy jego serce na chwilę się zatrzymało, a dopiero później z powrotem zabiło, pełen życia nastolatek wstał z łóżka. Zamiast wciągnięcia na siebie ubrań, chwycił kołdrę.
Przypominając ciemny kokon, kiedy owinął nagie ciało w kołdrę, podreptał do uchylonych drzwi pokoju. Spacerował małymi kroczkami, żeby przypadkiem nie nadepnąć na swój nowy kokon i nie wywinąć orła.
Gdy wyszedł na korytarz, odczuł dziwny chłód. Przekręcił głowę jak ciekawski peryskop. Pierwszym, co zobaczył, były odsłonięte plecy Magnusa.
Bane miał na sobie tylko spodnie. Lekko pochylał się nad parapetem otwartego okna i palił papierosa. Jego nagie ramiona były napięte, odważnie (oraz głupio, w mniemaniu jego chłopaka) przyjmując na siebie zimowy wiatr. Alec podszedł do niego kroczkami pingwina.
Najpierw nachylił się i pocałował skórę na ramieniu Bane'a. Ten westchnął, wypuszczając z siebie szary dym od używki. Cały czas obserwował przykryte śniegiem osiedle przed sobą. Mróz połaskotał Aleca po twarzy.
- Jest zimno - odezwał się Lightwood, opatulony kołdrą po samą głowę, patrząc na półnagiego Bane'a nachylającego się w otwartym oknie ze śniegiem na parapecie.
- Bo jest zima.
Alec postanowił wykorzystać wielkie mądrości swojego chłopaka i spytał:
- Magnus, w nocy ty naprawdę gdzieś pojechałeś, potem wróciłeś, pokłóciliśmy się trochę, a później poszliśmy do łóżka, zrobiliśmy TO, i zasnęliśmy? - wyczekującym spojrzeniem skanował spokojną twarz azjaty. - Czy to mi się tylko śniło?
Magnus uśmiechnął się delikatnie.
- Tak było, nie zmyślasz - odpowiedział, po czym przystawił papierosa do ust.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Fiksi Penggemar🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
