Rozdział 50

371 29 48
                                        


~Alec~
Lightwood rysował serduszka na piórniku Magnusa, kiedy nauczycielka wstała od biurka i zaczęła paplać:

- No dobrze... - mówiła pani Sophia, rozglądając się po klasie. - Pora na pracę w grupach. Rozerwiecie się troszeczkę, bo pewnie za krótkie macie te przerwy na pogaduszki. Dobierzcie się po kilka osób, moi drodzy. Proszę po trzy albo cztery główki na jedną ławkę.

Alec nie zdążył spojrzeć na Magnusa, a ten już wybudził się ze swojego lekcyjnego snu, podczas którego wszystko słyszał. Uniósł głowę z ławki, a potem rękę, wysoko do góry.

- Można w parach, prawda? - spytał.

- Magnusie... - zaśmiała się lekko nauczycielka. - Powiedziałam przed chwilą, że w grupach. Na pewno nie masz z tym większego problemu. Rozbudzisz się przy okazji.

- Mam z tym ogromny problem, proszę pani - sprzeciwił się Bane. - I nie, nie rozbudzę. Bardziej się zanudzę i zasnę na sto lat. Mój chłopak będzie cierpiał.

Nauczycielka nie zdążyła odpowiedzieć, a Alec skinąć głową na potwierdzenie, kiedy z morza uczniów łączących się w grupy, z krzesełkiem w rękach wstał Bernard Cult.

Odszedł od swoich kolegów, którzy łypnęli na niego zdezorientowani, potem spode łba, podejrzliwie mu się przyglądając. Na końcu gałki oczne prawie im wypadły, kiedy Bernard dosiadł się do ławki Magnusa i Aleca.

- O, widzisz, Magnusie? - ucieszyła się nauczycielka. - Już macie z Alekiem trzy osoby. Dobrze, wracając do tego, co macie dla mnie zrobić...

Nauczycielka zaczęła tłumaczyć ich nadchodzącą pracę, nie zwracając uwagi na to, że mało kto z rozgadanych uczniów jej słucha. Alec, z nieufnością spoglądając na Bernarda grzecznie patrzącego na panią Sophię, przysunął się na krzesełku do swojego chłopaka.

- Wracaj do swojego upośledzonego stada - powiedział Magnus do Bernarda, bardzo spokojnie.

Cult zerknął na niego tylko na chwilę.

- Cicho, bo nie będziemy wiedzieć, co mamy robić - po tym znowu zawiesił wzrok na nauczycielce. Wygodnie siedział na krześle, opierając się łokciem o podwójną ławkę pary, siedząc naprzeciwko nich.

Alec chciał pomóc Magnusowi i spróbować przegonić Bernarda, ale azjata nagle dotknął jego ramienia.

- Niech zrobi za nas tą pracę, skoro taki z niego życzliwy kujon - mówił Magnus. - Nie zwracaj na niego większej uwagi.

Alec był pewien, że Cult to słyszy. Mimo to, wciąż skrupulatnie słuchał nauczycielki i jej objaśnień.

- No dobra... - westchnął Alec.

Może i nie będzie musiał nawet z Bernardem rozmawiać, ale nawet nie miał ochoty na niego patrzeć. Dlaczego Cult się do nich przyczepił? O co mu chodziło? Nie bał się, że straci kolegów?

Idiota... - warknął w duchu Alec, krzyżując ręce na piersi i opierając się na krześle. Czujnie patrzył na Bernarda, jak pies pasterski wypatrujący podejrzanego drapieżnika, który zagrażałby dla jego stada owiec.

Ciemne i ulizane włosy Culta odbijały się w słońcu, które wyłoniło się zza śnieżnych chmur. Mało kto nosił się po szkole z taką ilością żelu, w dodatku użytego po to, by wyglądać na człowieka łysego. Nie lepiej było mu użyć zwykłej maszynki?

Alec momentalnie zerknął na Magnusa. Pominął to, że Bane wwiercał się ognistym spojrzeniem w Bernarda tak, jak on chwilę temu, i zwrócił uwagę na włosy azjaty. Połyskujące brokatem, ale nie wyrzeźbione w irokez czy koronę z kolców. Może i roztrzepane, jednak z pewnością ułożone w artystyczny nieład. Każdy kosmyk był tam, gdzie miał być.

𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz