~Alec~
Alexander uśmiechnął się z rozbawieniem. Zamknął oczy, rozluźniając ciało i umysł.
- Magnusie... - mruknął pogodnie. - Ratunku... Do oczu mi leci.
- Bo jesteś idiotą - skomentował Bane, ale wedle prośby przetarł czoło Aleca, ratując jego oczy przed strumieniem piany cieknącej z włosów. - Mówiłem, żebyś spłukał.
Głupkowato wyszczerzony Alec zaciągnął się gorzkim papierosem.
- A ja mówiłem, że chcę spać.
- W wannie? - mruknął gardłowo Magnus. Wydmuchał tytoniowy dym wprost na ramię Aleca. - Wiedziałem, że kiedyś zaczniesz mnie naśladować, ale nie sądziłem, że aż tak.
- Mam nadzieję, że jesteś z tego powodu zadowolony - odparł uśmiechnięty Lightwood.
Pokręcił się, by odnaleźć maksimum komfortu i wygody na gorącym ciele swojego chłopaka, w wannie wypełnionej ciepłą wodą, pianą i pachnącymi olejkami, prawdopodobnie należącymi do Isabelle albo Maryse.
W takiej leniwej pozycji - w wannie, Alec opierawszy się tyłem ciała o Magnusa - chłopcy wypili poranną kawę, po której teraz puste kubki stały na małym stołku przy wannie. Towarzyszyła im popielniczka, czekająca, aż papieros Magnusa albo Aleca wypełni ją wypalonym tytoniem.
Od coraz większej ilości dymu łazienka przypominała duszną palarnię. Zwłaszcza z zamkniętymi drzwiami; Alec nie chciał, żeby zaśmierdła reszta domu. Przecież rodzice wracali wieczorem. Na bank nie podskoczyliby ze szczęścia na przesiąknięty nikotyną dom, zwłaszcza, że oni sami nie palili.
- Tak, jestem bardzo zadowolony - odpowiedział Alecowi Magnus. Wystawił rękę i ścisnął niedopałek swojego fajka w popielniczce. - Mógłbym z tobą tak częściej i dłużej, słodki groszku. Tylko się pieprzyć, jeść i spać. Coś wspaniałego.
Alec zgodził się kiwnięciem głowy. Ręką, która była pod wodą, posunął po nodze Magnusa, głaszcząc gładką skórę. Azjata chyba golił nogi. Lightwood uśmiechnął się pod nosem. Ścisnął udo Bane'a, a dzięki drugiej ręce wpuścił szkodliwy dym do płuc. Wzdychał, niczym smok wydmuchując z siebie szary dym. W tym samym czasie rozmyślał o swoim chłopaku.
Od wczoraj Magnus wydawał się taki... Spokojniejszy. Alec, przyzwyczajony do kapryśnego Bane'a z łobuzerskim uśmiechem pod nosem, nie mógł stwierdzić, czy stoicka wersja azjaty była czymś, czym powinien się martwić.
Prawdopodobnie nie. Magnus mógł najzwyczajniej w świecie się wyluzować i niczym nie przejmować, zagnieżdżony w pustym domu Lightwoodów, sam na sam z Alekiem i kotem. Dlatego jego emocje opadły i dlatego przypominał śpiącego, seksownego zombie... Tak, z nich dwóch zdecydowanie przesadzał Alexander. Wszystko było w jak najlepszym porządku, a on, nadmierny myśliciel, szukał dziury w całym.
Zaciągnął się papierosem, by skupić myśli na czymś innym. Udało się - momentalnie sobie przypomniał, że mimo tego, iż jego chłopak zachowywał się nadzwyczaj opanowanie, tak w tych intymnych sprawach spuszczał swoją dziką bestię ze smyczy i robił z Alekiem to, co tylko chciał... A Lightwood, zaabsorbowany, tylko się nadstawiał.
Alec uśmiechnął się jak podstępny goblin. Na jego policzkach wykwitły rumieńce, których gorąc w obecnej chwili nie doskwierał chłopakowi tak bardzo. Nie próbował już się z tym kryć.
Zgniótł fajka w popielniczce, a potem, w bardziej sugestywny sposób, dwoma rękoma zmacał pod wodą uda swojego chłopaka.
- Hmm...? - mruknął zaatakowany Magnus.
Jego chrypkę Alec poczuł na skórze w postaci oddechu. Zaraz po tym, tuż za uchem wylądowało muśnięcie, kiedy Bane przyłożył usta do jego szyi, przy włosach. Uśmiechnięty Lightwood przejechał palcami po nogach Magnusa, napierając na skórę i traktując Bane'a jak piłeczkę antystresującą, do ściskania.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Fanfiction🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
