~Alec~
Przy czwartkowym śniadaniu w domu Lightwoodów domownicy zachowywali się spokojnie... No, może subtelnie pomijając jednego z dzieci.
Alexander Lightwood starał się poskromić swoje ciało, które przez drgawki ekscytacji zachowywało się tak, jakby młodemu chłopakowi zbliżał się napad padaczkowy. Co sekunda zerkał też w dół, na swoje nogi, gdzie spoczywał telefon. Alec klikał na urządzenie co jakiś czas, aby nie zgasło z bezczynności. Na ekranie wyświetlał się numer Magnusa i SMS-y z nim.
A, uściślając - tylko kilka wczorajszych SMS-ów.
Wiadomość z wczoraj od: M.B.:
Heeeeeej (✷‿✷) mam propozycję. Zostanę jutro u Cat żeby trochę odpocząć. Chcesz posiedzieć ze mną??? Nikogo nie będzie. Tylko my.
W tamtej chwili, gdy Lightwood bez wahania podał Clary swój numer telefonu, by ta przekazała go Bane'owi, a w następnej sekundzie już otrzymał nową wiadomość od nieznanego numeru, przeszły go sympatyczne dreszcze.
Magnus w swojej wiadomości wydawał się taki ożywiony. Zdawało się, że naprawdę chciał spędzić cały jutrzejszy dzień z Alekiem. Zupełnie jakby byli dobrymi przyjaciółmi. Alexandrowi zrobiło się wtedy bardzo miło. Jakby ktoś dostrzegł go pomiędzy Jacem, którego wszyscy kochają, i Izzy, z którą każdy chętnie wyszedłby na huczną imprezę.
Alec uśmiechał się w tamtej chwili tak jak swoja siostra, która otrzymała śliczny komplement. Albo adoptowany brat, kiedy uszło mu na sucho naganne zachowanie.
Po odczytaniu magnusowej propozycji Alec zgodził się od razu, jakby szedł w ogień z opaską na oczach. Czuł żar, ale nie przestawał kroczyć na przód. Nie pomyślał w tamtej chwili nad szkołą czy innymi obowiązkami. Albo rolą przykładnego starszego brata.
Kiedy Alec wysłał "zgoda", zaraz Bane dopisał mu adres, w razie gdyby zapomniał. I jeszcze dodał emotkę emitującą buziaka. Alec aż wstrzymał oddech.
Więc teraz, siedząc przy śniadaniu i obmyślając plan dostania się do Magnusa tak, by wszyscy sądzili, że jest w szkole, nie mógł usiedzieć z dupą na miejscu. Ciągle się wiercił.
Przynajmniej sprawnie szło mu ignorowanie rodzeństwa. Iz i Jace posyłali mu spojrzenia nasycone nienawiścią. Wczoraj Alec spławiał ich do końca dnia i nie wydusił z siebie jakichkolwiek wyjaśnień co do swoich wagarów lub tego, o czym potajemnie gawędził w kuchni z Clary.
- Alec? - odezwała się nagle Maryse.
Zaskoczony syn oderwał wzrok od komórki i uniósł głowę.
- Tak?
- Zostaniesz w domu? - spytała, patrząc na niego. - Max się rozchorował. Zająłbyś się nim.
Alexander rzucił okiem na prawo i dopiero teraz zauważył, że na krześle, gdzie powinien siedzieć najmłodszy brat, dumnie prezentował się Church. Jace rzucał mu kawałki kiełbaski.
- Eee... Ja... - zawahał się Alec, a proces myślowy jego mózgu ruszył jak z kopyta.
Powinienem zostać? - zastanawiał się, podgryzając wargi. - Z jednej strony to dobrze, że nie muszę iść do szkoły, bo zwyczajnie poczekam, aż reszta sobie pojdzie, i wtedy czmychnę do Magnusa... Ale przecież miałem zająć się Maxem... Nie mogę go tak zostawić...
Mało brakowało, aby najstarszy z rodzeństwa nie dostał wrzodów od nadmiernego analizowania.
- Ja mogę zostać - wtrącił się nagle Jace.
- A nie, bo ja - ogłosiła Izzy. - Lepiej zajmuję się dziećmi.
Kurczę, walczą o dzień wolny... - zauważył Alec.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Fanfic🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
