~Alec~
Lightwood patrzył, jak sylwetka Magnusa znika za zakrętem po drugiej stronie ulicy. Głos syren policyjnych zagłuszył jego myśli, a on sam, nie rozumiejąc przyczyny dźwięku, odwrócił się do swoich.
- Nic ci nie jest, chłopcze? - starsza kobieta stała przy zdezorientowanym blondynie. - Dzięki Bogu zdążyłam wykręcić numer na pomoc! Tyle tych chuliganów w tych czasach, doprawdy!
- Wszystko z nim w porządku - powiedział Alexander, podchodząc bliżej. Położył dłoń na ramieniu Jace'a. - To tylko ukłucie, sama pani widzi.
- Ale mogło skończyć się gorzej! - dramatyzowała staruszka. - Nie wiadomo, co tamten miał w głowie!
- Nie za wiele - wzruszył ramionami Jace.
- Dzień dobry państwu - spomiędzy małej gromadki ludzi otaczających licealistów wyszło dwóch stróży prawa. - Podobno miał tu miejsce napad nożownika.
Poważnie? - mruknął w duchu podirytowany Alec.
- Tak! - odezwała się szybko starsza pani. - Ale uciekł, panie policjancie. O, w tamtą stronę! - wskazała "uciekinierską" wędrówkę Magnusa. - Taki wysoki, i brokatowy, umalowany jak do cyrku! Źle mu patrzyło z tych skośnych oczu...!
Alec opuścił rękę kobiety, przerywając jej wywody.
- Pani przesadza - powiedział uprzejmie.
Jednak na próżno; jeden z funkcjonariuszy spojrzał na staruszkę.
- Powie mi pani dokładniej, jak wyglądał? - spytał, odchodząc na bok z kobietą, która ponownie zaczęła głośno trajkotać.
- Ej, ale... - zaniepokojony Alec wyrwał się za dwójką, ale daleko nie zaszedł, gdyż pozostały policjant wysunął mu rękę naprzeciw.
- Babcia przesadza? - mężczyzna ze znużeniem spojrzał na Aleca. - Bronisz go?
- Nie, po prostu nic takiego się nie stało, mówię przecież... - wymamrotał nieco zestresowany Lightwood.
- Ale nożem groził?
- Scyzorykiem - poprawił Jace i wskazał na małą szramę na swojej szyi. - Ale brat ma rację. Nic się nie stało, wszyscy żyją i mają się świetnie. Marnuje pan czas. Nie woli pan wybrać się na pączka?
- Język, młody człowieku - upomniał go policjant i notował coś w swoim notesie.
Alec westchnął, i gdy tylko przewrócił oczami, dostrzegł skołowane, ale jednocześnie zdenerwowane spojrzenie siostry. Najwyraźniej zdziwionej, iż Alec, który sam Magnusa uderzył, teraz próbuje go bronić.
Jednak co innego miał Alexander zrobić? Za nic nie chciał większych kłopotów. A to, co się stało, było po części jego winą. Teraz miał okazję to odkręcić.
- To naprawdę nic takiego... - upierał się do skutku, jednak jęknął, widząc, jak jeden z radiowozów odjeżdża i kieruje się ulicą, przy której szedł Bane, a zadowolona z siebie staruszka wraca do swojego życia, zmierzając w inną stronę.
- Ale jednak pomoc się wezwało, to pomoc się otrzyma... - mamrotał policjant. - Uspokój się, dzieciaku.
- Ale... - sapnął bezsilny Alec. Wzrok utkwił w zakręcie po drugiej stronie asfaltowej drogi.
Dziwił się jednemu uczuciu, które się w nim wzbudziło - silna chęć ostrzeżenia Bane'a przed nadjeżdżającą policją. Miał ochotę pobiec jakąś krętą uliczką, znaleźć Magnusa i przeczekać z nim w jakiejś kryjówce. Azjata pewnie często to robił, więc nie byłby zaskoczony.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Fanfikce🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
