Rozdział 24

319 41 12
                                        


~Magnus~
Azjata chętnie muskał usta kolegi. Alec, pomimo braku jakiegokolwiek doświadczenia, oddawał pocałunki z takim entuzjazmem, że Bane musiał wstrzymywać uśmiech.

Spierzchnięte wargi Lightwooda zdradzały, że chłopak w ogóle nie używał ochronnej pomadki. A Magnusowi o dziwo się to podobało. Dlatego, że było to częścią tego człowieka, który dotknął policzka Magnusa z taką delikatnością, jakby trącał porcelanę. Bane aż poczuł się wyjątkowy.

Potem odsunął się, a usta rozłączyły się z mlaśnięciem. Dłoń azjaty opadła z karku i włosów Aleca na kanapę, a ta Lightwooda rysująca palcami po szczęce Magnusa, odsunęła się gorączkowo.

Bane z głupim zadowoleniem na twarzy rozsiadł się na poduchach.

- I co? - uniósł wysoko brwi. - Podobało się? Widzę, że tak. Czyli podobają ci się chłopcy.

Patrzył na Aleca, który wyglądał tak, jakby kopnął go prąd. Oczy miał szeroko otwarte i żywe, oddychał szybko, a włosy zdawały się stanąć dęba. Choć tak na serio spowodowane to było ich naturalnym roztrzepaniem.

- To teraz musimy sprawdzić, czy spodoba ci się też całus z dziewczyną - powiedział Magnus. - Wolisz Lily czy Cat? Albo jakąś inną?

- Nie, nie trzeba - Alexander żwawo pokręcił głową na boki. - Jestem gejem.

Magnus zaśmiał się, i to szczerze.

- Ahaa... - pokiwał w zrozumieniu głową, cały czas wesoło chichocząc. - W porządku... Podoba mi się to, że mówisz to z taką dumą. Witaj więc w tęczowej rodzinie LGBT, Alexandrze Lightwood.

Alec uśmiechnął się niewinnie i wdzięcznie. Zupełnie jakby tym gestem dziękował Magnusowi za pozwolenie spisania całego zadanego przez nauczyciela referatu, w którym nie miał pojęcia, za co się złapać, w przeciwieństwie do kolegi.

- Przeproszę cię od razu, że zabrałem ci twój pierwszy pocałunek - uprzedził azjata. - Pewnie chciałeś, żeby był wyjątkowy czy coś.

- Nie, wszystko w porządku - zapewnił uśmiechnięty Lightwood. - Nie jestem romantykiem. Jest bardzo okej.

- Mówiliście, że nie jesteście razem.

Magnus i Alec skręcili głowy w prawo. Za kanapą stał Max z komiksem w ręce i gapił się na nich jak profesor, poprawiając okulary.

- Max... - zaczął grobowym tonem Alexander. - Nikomu ani słowa...

- Matko, wiem - chłopiec wywrócił oczami. - Przez całą drogę tutaj gadałeś, żebym trzymał język na kłódkę.

- Miałeś zniknąć na kilka godzin - przypomniał Magnus i oparł głowę na dłoni.

- Zgłodniałem.

- Dopiero co jadłeś śniadanie - Alec zmarszczył brwi.

- Jestem bardzo młody i potrzebuję bardzo dużo składników odżywczych - powiedział głośno i wyraźnie Max. - Weź mnie nie denerwuj, tylko zaprowadź do kuchni twojego chłopaka.

- Nie jesteśmy parą - przy tych kilku słowach niebieskooki przełknął ślinę, przez co Bane badawczo zerknął na niego kątem oka.

- Zdecydujcie się w końcu - burknął zirytowany Maxwell i podreptał w swoje prawo. - Czy idę w stronę kuchni?

- Owszem - przytaknął Bane i podniósł się z kanapy. Posłał uśmiech Alecowi. - Chodź, nakarmimy twojego chochlika.

- Żadnego chochlika! - warknął głodny chochlik.

𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz