~Magnus~
Azjata chętnie muskał usta kolegi. Alec, pomimo braku jakiegokolwiek doświadczenia, oddawał pocałunki z takim entuzjazmem, że Bane musiał wstrzymywać uśmiech.
Spierzchnięte wargi Lightwooda zdradzały, że chłopak w ogóle nie używał ochronnej pomadki. A Magnusowi o dziwo się to podobało. Dlatego, że było to częścią tego człowieka, który dotknął policzka Magnusa z taką delikatnością, jakby trącał porcelanę. Bane aż poczuł się wyjątkowy.
Potem odsunął się, a usta rozłączyły się z mlaśnięciem. Dłoń azjaty opadła z karku i włosów Aleca na kanapę, a ta Lightwooda rysująca palcami po szczęce Magnusa, odsunęła się gorączkowo.
Bane z głupim zadowoleniem na twarzy rozsiadł się na poduchach.
- I co? - uniósł wysoko brwi. - Podobało się? Widzę, że tak. Czyli podobają ci się chłopcy.
Patrzył na Aleca, który wyglądał tak, jakby kopnął go prąd. Oczy miał szeroko otwarte i żywe, oddychał szybko, a włosy zdawały się stanąć dęba. Choć tak na serio spowodowane to było ich naturalnym roztrzepaniem.
- To teraz musimy sprawdzić, czy spodoba ci się też całus z dziewczyną - powiedział Magnus. - Wolisz Lily czy Cat? Albo jakąś inną?
- Nie, nie trzeba - Alexander żwawo pokręcił głową na boki. - Jestem gejem.
Magnus zaśmiał się, i to szczerze.
- Ahaa... - pokiwał w zrozumieniu głową, cały czas wesoło chichocząc. - W porządku... Podoba mi się to, że mówisz to z taką dumą. Witaj więc w tęczowej rodzinie LGBT, Alexandrze Lightwood.
Alec uśmiechnął się niewinnie i wdzięcznie. Zupełnie jakby tym gestem dziękował Magnusowi za pozwolenie spisania całego zadanego przez nauczyciela referatu, w którym nie miał pojęcia, za co się złapać, w przeciwieństwie do kolegi.
- Przeproszę cię od razu, że zabrałem ci twój pierwszy pocałunek - uprzedził azjata. - Pewnie chciałeś, żeby był wyjątkowy czy coś.
- Nie, wszystko w porządku - zapewnił uśmiechnięty Lightwood. - Nie jestem romantykiem. Jest bardzo okej.
- Mówiliście, że nie jesteście razem.
Magnus i Alec skręcili głowy w prawo. Za kanapą stał Max z komiksem w ręce i gapił się na nich jak profesor, poprawiając okulary.
- Max... - zaczął grobowym tonem Alexander. - Nikomu ani słowa...
- Matko, wiem - chłopiec wywrócił oczami. - Przez całą drogę tutaj gadałeś, żebym trzymał język na kłódkę.
- Miałeś zniknąć na kilka godzin - przypomniał Magnus i oparł głowę na dłoni.
- Zgłodniałem.
- Dopiero co jadłeś śniadanie - Alec zmarszczył brwi.
- Jestem bardzo młody i potrzebuję bardzo dużo składników odżywczych - powiedział głośno i wyraźnie Max. - Weź mnie nie denerwuj, tylko zaprowadź do kuchni twojego chłopaka.
- Nie jesteśmy parą - przy tych kilku słowach niebieskooki przełknął ślinę, przez co Bane badawczo zerknął na niego kątem oka.
- Zdecydujcie się w końcu - burknął zirytowany Maxwell i podreptał w swoje prawo. - Czy idę w stronę kuchni?
- Owszem - przytaknął Bane i podniósł się z kanapy. Posłał uśmiech Alecowi. - Chodź, nakarmimy twojego chochlika.
- Żadnego chochlika! - warknął głodny chochlik.
CZYTASZ
𝕎𝕚𝕝𝕝 𝕐𝕠𝕦 𝕊𝕞𝕚𝕝𝕖 𝕋𝕠 𝕄𝕖 𝔸𝕥 𝕋𝕙𝕖 𝔼𝕟𝕕?
Fanfiction🄼🄰🄻🄴🄲 🄵🄰🄽🄵🄸🄲 Magnus Bane robi wszystko, by uciec spod skrzydeł ojca. Jednak nie jest to takie proste. Asmodeusz, znany mafioza, widzi w swoim synu gangstera, który mu się przyda. Zsyła przez to na niego same problemy. Magnus każdego dnia...
