XLI

7K 471 123
                                        

Nauczycielka numerologii całą noc nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Rozmyślała o wszystkim, przerastał ją to i doprowadzało do szału. Jej myśli szczególnie krążyły wokół Severusa Snape'a. Dlaczego się nie domyśliła? Dlaczego on jej nic nie powiedział? Przede wszystkim, przeszkadzało jej to, że wielokrotnie okazał przy nim słabość. Nie mogła pozwolić sobie na coś takiego przy jakimkolwiek śmierciożercy. Liczyła na to, że mężczyzna pomoże jej o tym wszystkim zapomnieć, zostawić to w tyle, przynajmniej do czasu. Bardzo się myliła. W końcu nie wytrzymała, postanowiła wyjść, zaczerpnąć świeżego powietrza. Bardzo długo przemierzała korytarze, gdy zaczęło świtać wróciła do siebie i w końcu poczuła lekką ulgę. Odświeżyła się i zabrała za książkę. Potrzebowała chwili relaksu. Na szczęście była sobota i mogła sobie na nią pozwolić. Udało jej się całkowicie wyciszyć i pogrążyć w czytanym utworze. Jak zwykle przerwało jej pukanie, chwilę milczała wpatrując się w drzwi z niesmakiem. Ostatecznie jednak postanowiła przerwać czytanie i otworzyć. Poprawiła czarną suknię i podeszła do drzwi. Gdy je uchyliła zobaczyła mistrza eliksirów. To dziwne, ale tym razem spodziewała się każdego, ale nie jego. Szczególnie, że do wieczora, brakowało jeszcze kilku dobrych godzin. Kobieta spojrzała na mężczyznę i uniosła brew. 

-Wpuścisz mnie? - Spytał jedwabiście, jednak z nutką złośliwości w głosie, mężczyzna o czarnych oczach. 

-A powinnam?

-Równie dobrze, możemy tutaj rozmawiać. - Mruknął, spoglądając na grupkę puchonów, jedzących ciastka na końcu korytarza. Havens odsunęła się, wpuszczając niechętnie mężczyznę do środka i zamykając za nim drzwi. Przez chwilę stali i nic nie mówili. W końcu Elizabeth przerwała głuchą ciszę. 

-Siadaj. Jak oparzenia?

-Nie ma ani śladu. Zdążyłaś z eliksirem. - Znowu zapanowała chwila niezręcznej ciszy, w końcu Elizabeth usiadła na fotelu, również profesor zajął fotel na przeciw niej. Gdy w końcu stwierdziła, że mężczyzna jednak nie zamierza się odezwać, postanowiła zrobić pierwszy krok, przecież jej zachowanie wczoraj, też nie było takie jak powinno.

-Musiałam to wszystko przemyśleć. 

-Rozumiem. Nie ukrywałem tego przed tobą, ani przed nikim innym, wszyscy wiedzą kim jestem. 

-Wiedziałeś, że ja nie. - Nauczycielka w końcu spojrzała na mężczyznę świdrującym spojrzeniem - Tak trudno było ci się przyznać?

-Nie, ale wolałaś nie wiedzieć.

-Skąd to założenie?

-A nie mam racji? 

-To bez znaczenia. - Po tych słowach znowu zamilkli, Snape nie umiał dobrać odpowiednich słów, a Elizabeth była dużo bardziej nieufna niż zwykle i nie chciała niczym pogorszyć swojej sytuacji. 

-Nikogo nie udawałem, Havens. Cały czas jestem tą samą osobą. Jedyne co się zmieniło, to twoja świadomość tego, że jestem jednym z was.

-Po czyjej ty w ogóle stronie jesteś? - Kobieta nieco podniosła ton.

-A ty? Bo wydaje mi się, że nie tylko ja pracuję dla Dumbledore'a.

-Ale ja nie jestem jego pieskiem, Snape. - Powiedziała kpiąco, nie spuszczając wzroku z nauczyciela. 

-Mam z tobą do czynienia od miesięcy, Havens. Widziałem cię w różnych sytuacjach. Możesz mówić co chcesz, ale niewiele się różnimy.

-Co ty mi próbujesz zarzucić, Snape? - Kpiący uśmiech nie znikał z jej twarzy. 

-Próbuję tylko powiedzieć, że niezależnie od sytuacji, nie jestem twoim wrogiem. - Wycedził przez zęby, po czym spojrzał głęboko w oczy kobiety. Ta poczuła jak przeszywa ją to spojrzenie i momentalnie uśmieszek zniknął z jej twarzy. Teraz ich oczy prowadzili rozmowę, pełną wyznań, pytań, próśb i obietnic. Rozmieli się dużo lepiej, niż gdyby wymawiali nieskończenie wiele słów. Gdy kobieta poczuła, że łzy napływają do jej oczu, szybko odwróciła wzrok.

Czarne szaty ||Severus SnapeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz