Pociski – niczym burza śnieżna – atakują ich teraz z każdej możliwej strony. Trudno jest się przed nimi ukryć, szczególnie że są coraz bardziej natarczywe, a oni sami podani są wrogowi jak na srebrnej tacy. I choć tarcze tworzone przez czarodziejów usilnie próbują ratować walczących po tej jasnej stronie mocy, to z czasem niestety słabną. Są przecież tylko ludźmi, co oznacza, że energii nie starczy na zbyt długo. Znajdują się więc w pułapce, bez żadnych szans na przeżycie.
Poza tym jeszcze ta przeklęta zapora, która nagle pęka, a dotychczas spokojna rzeka Hudson, wydaje się teraz prawdziwym mordercą, pragnąc zatopić ich wszystkich, co do jednego. Stephen całą moc poświęca na to, aby powstrzymać przeznaczenie, okrutny los, który pragnie zabić ich w tej nierównej walce. Josephine od razu dostrzega zmagania mężczyzny; jej trzecie oko, jakby mimowolnie, skierowane jest od samego początku bitwy właśnie na czarodzieja. Ogłuszywszy jednego z żołnierzy Thanosa szybkim wystrzałem ze zbroi, kobieta podrywa się kilka metrów ponad ziemię, po czym leci prosto do czarodzieja.
– Dam sobie radę, Jo – cedzi przez zęby Strange, co wcale nie przychodzi mu łatwo. Kropelki potu występują na jego czoło, podczas gdy oddech jest urwany. Stephen wydaje się na granicy własnych możliwości, ale ani myśli o tym, żeby się poddać. – Oszczędzaj moc na wypadek potrzeby przetrwania.
– Chyba nie sądzisz, że cię zostawię, co? – odpowiada ona, lądując tuż u jego boku. Na powrót pozbywa się żelaznych rękawic i unosi dłonie. – Mów mi, co mam robić.
Niespodziewanie cała ziemia przestaje drżeć od ostrzału. Teraz wszystkie pociski kierują się już nie w ich stronę, a w całkiem przeciwnym kierunku, w... powietrze. Wywołuje to niemałą konsternację na twarzach drużyny Avengers, ale też i pozostałych. A potem przychodzi wyjaśnienie, w postaci Carol Danvers, a raczej Kapitan Marvel, która pojawia się na placu broni niczym działo ostateczne, zapowiedź szybkiego rozwiązania konfliktu, z wygraną po ich stronie. A przynajmniej taką nadzieję ma Steve, Tony i Thor, kiedy dostrzegają złotowłosą istotę, migoczącą na niebie jak spadająca gwiazda.
Na jej widok każdemu przez głowę przebiega to samo życzenie: wygrana z Thanosem.
Z kolei Rękawica Nieskończoności jest teraz w centrum zainteresowania absolutnie wszystkich, jakby była prawdziwym Złotym Graalem. Krucjaty poszczególnych obozowisk starają się dostać ją w ręce, aby sprowadzić na Ziemię własną wizję przyszłości. Każdy jest gotów oddać życie, żeby wejść w jej posiadanie, choć udaje się to zaledwie nielicznym, i to nie na zbyt długo. Bo kiedy Tony traci prowadzenie, trofeum trafia w ręce Thanosa, który zaraz potem zostaje znokautowany przez Kapitan Marvel, tracąc przy tym z trudem zdobytą Rękawicę.
Nikt jednak nie zyskuje znacznej przewagi, a cała bezsensowność tej walki zaczyna irytować Tony'ego.
I właśnie wtedy spojrzenia Starka i Strange'a się spotykają. Choć całkiem nieoczekiwanie, to jednak tak, jakby świat właśnie tego pragnął. Niemego porozumienia, wsparcia, zdrady najpilniej skrywanej tajemnicy. Stephen wie, że nie ma już innego wyjścia. Musi powiedzieć mężczyźnie o rozwiązaniu ich sprawy. Przez te wszystkie lata tak usilnie pragnął przed tym uciec, a ostatecznie i tak poniesie spektakularną klęskę. Strange, z rezygnacją patrząc prosto w twarz Tony'ego, nieznacznie unosi drżący palec wskazujący. Tym samym daje Iron Manowi znak, że to właśnie ta wizja. Wizja, w której wygrywają, jeśli któreś z nich się poświęci, a tym kimś ma być właśnie Stark.
Ale Tony wydaje się całkiem pogodzony z nieuchronnością śmierci. Zaprojektował przecież swoją zbroję tak, aby wytrzymała metafizyczny ciężar Kamieni, a nie żeby go uratowała. Podświadomie wiedział, że nie wyjdzie z tego cało, nawet jeśli przekonywał innych, że będzie inaczej. Zdawał sobie sprawę, że jego podróż najprawdopodobniej skończy się właśnie tu i teraz, w tym miejscu. I choć przez ostatnie godziny ogromnie łudził się, że uda mu się przeżyć, wrócić do Pepper i Morgan, to teraz wie, że świat nigdy nie miał zamiaru podarować mu tej szansy. A on niczego bardziej nie pragnie, jak szczęścia swoich bliskich; a żeby to osiągnąć, muszą oni żyć w świecie pozbawionym okrucieństwa tego fioletowego tyrana.
CZYTASZ
mercy ∆ avengers
FanfictionKiedy w drzwiach siedziby Avengers stają Thor, Bruce i... Loki, Tony może szczerze przyznać, że tego zdecydowanie się nie spodziewał. Nawet w najśmielszych snach. Niemniej jednak faktem jest, że trójka zagubionych wędrowców trafia z powrotem do Nowe...
