1. NOBODY ELSE WILL BE THERE

460 69 63
                                        

Tony Stark zdecydowanie się tego nie spodziewał.

W porównaniu do piekła, w jakim właśnie się znajduje, jego dawne koszmary okazują się zaledwie ponurym żartem. Z dala od domu, od ukochanych mu osób, od tego, co dotychczas definiowało mu poczucie bezpieczeństwa. Praktycznie sam, będąc na granicy życia i śmierci, za towarzysza mając wyłącznie sadystyczną nieznajomą z obcej planety. Zdany na pastwę własnych, paskudnych myśli i tego cholernego poczucia winy, które od dziesiątek pieprzonych lat jest jego wiernym cieniem.

To zdecydowanie nie jest dobry sposób na umieranie, ale obecnie Tony nie ma większego wyboru. W gruncie rzeczy nie ma już żadnego wyboru. Świat postawił go przed faktem dokonanym, a jego jedynym zadaniem – ostatnim zadaniem – jest wyłącznie jego akceptacja. Wydaje się to dziecinnie proste, a jednocześnie niezwykle trudne w realizacji. Bo przecież jest Tonym Starkiem, wiecznie walczącym Tonym, zmagającym się nie tylko z demonami zsyłanymi na Ziemię, ale także tymi, jakie nosi w sobie samym, głęboko w duszy, skrytej w żelaznym pancerzu. Tonym, który nigdy się nie poddaje, który zawsze znajduje wyjście z sytuacji, nawet tej najgorszej. Ale nie tym razem, nie tym cholernym razem. Tutaj jest mu pisane po prostu umrzeć. Zagubionemu wędrowcowi, w mroku kosmosu, za świat, jaki tak naprawdę nigdy go nie kochał. Co najwyżej jego pieniądze, bo tak, przecież we wszystkim zawsze chodzi o pieniądze.

Jego osobista podróż musi kiedyś dobiec końca, prawda?

Jedzenie skończyło się równo cztery dni temu. Woda tak samo. Tlenu z kolei zostało mu na zaledwie parę godzin. Dokładnie do rana. Każda z tych rzeczy brzmi teraz jak pieprzony wyrok niemiłosiernego wszechświata. A on potrafi tylko siedzieć w kokpicie martwego statku, jakim wcześniej przylecieli tutaj Quill i jego przyjaciele, i myśleć o tym, że tak piekielnie nawalił. Zawiódł Ziemię, zawiódł Avengers, zawiódł Petera i Pepper. Zawiódł Josie. Bo siebie samego zawiódł już wiele lat temu.

Kurwa, Josie. Stark pod opuszkami palców wciąż czuje jej rozpadające się ciało, jakby ten pieprzony popiół zdążył zmieszać się z jego liniami papilarnymi. Jakby przedostał się do jego krwiobiegu, prosto do serca. Jakby stał się częścią niego samego, nie pozwalając mu się uporać z tą stratą nawet w najmniejszym calu. Bo kiedy Tony myślał, że najgorsze, co może go spotkać, to śmierć Petera Parkera, nastolatka z Queens, za którego oddałby własne życie, wszechświat postanowił zakpić z niego po raz ostatni.

I tak po prostu odebrał mu Josephine Harper.

Osobę najbliższą mu od czasu śmierci jego własnej matki. Osobę, jakiej powierzył wszystkie swoje sekrety. Osobę, jaką pokochał szczerze i bezinteresownie. I choć tak usilnie starał się ją chronić przed jej własnym przeznaczeniem, przed zgniewanym światem, to i tak wplątał ją w najgorszą wersję wydarzeń, podając ją śmierci wprost na srebrnej tacy. Lepiej byłoby, gdyby nigdy z nimi nie poleciała, gdyby tam, w Nowym Jorku, sprzeciwił się jej decyzji.

Może to uchroniłoby ją od śmierci. Może to uchroniłoby go od bólu.

Brudne, zielone światło, na pierwszy rzut oka przypominające morskie głębiny, przelewa się agresywnie przez okna statku, jakby już teraz chciało zatopić Tony'ego. Otulić jego kruche, wychudzone ciało chłodnymi mackami i zabrać go w ostatnią podróż. Wewnątrz słychać zaledwie jego słabnący oddech. Stark nigdy nie sądził, że cisza może być tak samotna i tak przerażająca. Wzrok ma utkwiony w podniszczonej masce Iron Mana, na której widok po jego ustach przebiega gasnący uśmiech. To przecież symbol życia, które dotychczas wiódł i z którego chyba nawet jest dumny. Wykorzystał swoją ostatnią dekadę na robienie czegoś, co w pewien sposób nadało jego prywatnemu światu większy sens. Zyskał rodzinę, poczuł się potrzebny, wszystko zaczęło się układać... Do czasu.

mercy ∆ avengersOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz