*Piotrek*
Martyna nie chcę mnie wysłuchać, rano źle się czuła. Gdy do niej podszedłem, odepchnela mnie.
-Daj mi się wytłumaczyć, proszę- powiedziałem do niej.
-Masz 5 minut- odparła.
-Gdy poszedłem do szatni, za mną poszła Gabi. Powiedziała, że musi mi coś powiedzieć, zapytałem się jej o co chodzi, wtedy ona mnie pocałowala. Kiedy Ty weszlas, próbowałem ją odepchnac. Nie kocham jej, kocham Ciebie i nasze dziecko- mówiłem. Miałem nadzieję, że mi uwierzyła.
-Ja... ja też Cię kocham. Przepraszam, że nie pozwalałam Ci się wytłumaczyć. Tak strasznie mi przykro- mówiła ona z płaczem, a ja ją glaskalem po głowie.
-Rozumiem Cię Martynka, rozumiem- szeptalem jej.
*Martyna*
Tak mi głupio, nie dałam mu się wytłumaczyć, a teraz kiedy dowiedziałam się prawdy, nie wiem co mam mu powiedzieć.
-Piotruś, nie wiem co mam Ci powiedzieć. Wybacz mi, nie wiedziałam- mówiłam.
-Martynka, ja Ci nie mam czego wybaczyć, to Ty powinnaś mi wybaczyć- odparł on.
-Piotruś, wybaczylam Ci już- odparłam. Nagle poczułam bolesny skurcz i chwycilam się za brzuch.
-Martynka, wszystko w porządku?- zapytał mnie.
-Trochę mnie brzuch boli, chyba się położę- odparłam. Piotruś mnie położył do łóżka i zadzwonił do Góry powiedzieć, że nie przyjdę ponieważ źle się czuję.
