17

1.1K 42 0
                                    

Obudziły mnie szmery dochodzące z dołu. Delikatnie ściągnęłam rękę Jeak'a z mojej talli i wstałam. Wzięłam telefon i po cichu otworzyłam drzwi i wyszłam. Jak najciszej to możliwe zeszłam po schodach na dół. Weszłam do salonu. Siedziało w nim kilka osób. Byli bardziej zdziwieni moim widokiem niż ja ich.

- Dzień dobry.- Powiedziałam ale chyba nie takiej reakcji się spodziewałam. Najstarsi wstali jak poparzeni i parzyli na mnie jak wryci. - Wszystko w porządku?

- Może ja zapytam za rodziców. Kim ty  jesteś?- Zapytała  mnie na oko szesnastoletnia dziewczyna. Ma takie same oczy jak Jeak, czarne włosy i jasną ale nadal oliwkową cerę. Jest szczupła i wysoka. Podejrzewam że to jego siostra.

- Jestem Anabell.

- A ja Eloisa. Nasi rodzice Rey i Savanach. To jest Colin- pokazała na chłopaka który siedział obok niej na sofie. Taka młodsza wersja Jeak'a- Ate małe wrzaskoły to Olivia -pokazała małą wersję siebie. - Justin i Morgan. Bliźniaki. 

- Hej. - Usłyszałam za sobą zaspanego Jeak'a który od razu objął mnie od tyłu. - To widzę już się poznaliście.

- Twoja nowa dziewczyna?- zapytał go Colin.

- A nie wygląda?

- To chyba nie jest tylko dziewczyna skoro ją tu przywiózł. - Wydawało mi się że nie ale jednak zrobiłam lekko zdziwioną minę, co potwierdził śmiech Eiloisy. - Tak dobrze słyszałaś. Jeak nie przywiózł tu żadnej innej dziewczyny.  Twierdził że to nie jest miejsce dla nich.

- Spoko. - powiedziałam beznamiętnie. Eloisa zrobiła przestraszoną minę.

- Uraziłam cię?

- Dlaczego? - Popatrzyłam na Jeak'a, może on by mi to jakoś wytłumaczył ale nic. Mój wzrok znowu spoczął na Eloisie.

- No powiedziałaś to tak bez emocjonalnie... i myślałam że cię uraziłam.

- No co t y. - Uśmiechnęłam się do niej ale to nie pomogło.

- Czasami tak mam że mówię coś kompletnie bez uczuciowo ale to tak po prostu. Taki nawyk.

- To może pojedźmy po twoje rzeczy i zaraz wrócimy i sobie pogadacie?

- Ona tu śpi? - Zapytała jego mama.

- Niestety - Spuściłam głowę powstrzymując się od śmiechu.

- Synu ty chyba jej do niczego nie zmuszasz. - Jego ojciec brzmiał jakby g to bardzo przejęło. W tedy już nie wytrzymałam.

- Widzisz z się śmieje. Nie do niczego jej nie zmuszam.

- To dobrze.

- To my idziemy się ogarnąć i pojedziemy po jej rzeczy.

- Przeskoczę lasem i będę za półtorej godziny. Jest ścieżka od polany i od niej. Pół godziny w obie strony.

- To dlaczego półtorej?

- Ogarnij się, spakuj, wytłumacz się tacie, i jeszcze muszę coś wysłać a to trochę potrwa.

- Poczekaj bo myśli. To u niego rzadkość. -Za żartował Colin.

- No dobra. Niech ci będzie.

Poszłam szybko do pokoju i ubrałam się w to co wczoraj. Wróciłam do domu w dwadzieścia minut. Od razu tata kazał mi wejść do kuchni.

- Hej tato - pocałowałam go w policzek.

-Hej. Wytłumacz twojemu chłopakowi że nie lubię jak ktoś pisze do mnie z twojego telefonu.

- Już mu powiedziałam że podpadł.

Czarny AlfaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz