Hubert Wydra oraz Karol Kuter to youtuberzy o nazwach Doknes i Dealereq. Chłopcy są szczęśliwą parą już od kilku dobrych miesięcy, ale od pewnego czasu z Karolem jest coś nie tak - miewa wahania nastroju. Raz jest miłym, świetnym chłopakiem - a inny...
NIEEEE nie Łukasz.. Pewnie chcecie kontynuację tego "niedoblego" Polsatu :>
Karol
Płakałem jak małe dziecko wtulony w zimne ciało mojego przyjaciela.
~ Mogłeś go ochronić.. ~ To nie musiało się tak skończyć.. ~ To wszystko przez ciebię..
Wciąż się obwiniałem. Nie wiem po co.. I tak już po wszystkim.. Leżałem z ręką w ranie na brzuchu Huberta. Po fakcie nie wiem po co to zrobiłem. To było.. Odrażające. Podniosłem dłoń ze wzdrygnięciem. Była cała umazana w czerwonej mazi. Nagle..
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Nie no.. Taki nieśmieszny żart ;') Czytajcie:
.. Usłyszałem kaszel. Kaszel Huberta. ON KASZLE!!!!
Chłopak zaczął się ruszać. Przetarł oczy, po czym usiadł.
- Co.. Co my tu robimy? - spytał odzyskując kontakt z rzeczywistością.
- Hubert?.. - szepnąłem. Nie mogłem w to uwierzyć.. ON ŻYJE!!! Oddycha, mówi, rusza się.. ŻYJE!!! - HUBERT!!! - wykrzyczałem, po czym rzuciłem się na chłopaka. Upadliśmy razem spowrotem na trawę.
- Ka.. Karol?.. - odezwał się zdezorientowany blondyn.
- Hubert, ale ty.. Twoja rana!! - krzyknąłem patrząc na brzuch chłopaka. O dziwo.. Nic tam nie było. Jego ubranie było w normalnym stanie.
- Karol?.. O co ci chodzi? - spytał Hubert patrząc na mnie jak na debila.
- Bo ty.. Ty umarłeś! Miałeś okropnie wielką i głęboką ranę na brzuchu! Patrz! Mam tu nawet twoją.. Krew?.. - zawahałem się widząc, że krew z mojej dłoni również zniknęła.
- Karol.. Czy ty się dobrze czujesz? - Hubert spytał mnie ze wzrokiem typu "Ćpałeś?". Czyli.. On nie pamięta tego że umarł?
- Hubi, ja.. To co zaraz powiem zabrzmi dziwnie, ale.. - wziąłem głęboki wdech. - Wyszliśmy na spacer potem poszedłem się odlać a ciebie zaatakował potwór wyglądał jak składanka ludzkich części ciała był okropny próbowałeś się bronić ale on uderzył cię w brzuch poleciałeś kilkanaście metrów dalej czyli tu gdzie aktualnie jesteśmy ja go pokonałem a potem podszedłem do ciebie i zobaczyłem że miałeś wieeelką ranę na brzuchu i nie żyłeś położyłem się obok ciebie z nerwów grzebałem ci w tej ranie a potem się ogarnąłem i przestałem a ty zacząłeś kaszleć i chyba odżyłeś - powiedziałem bez przerwy na oddech. Hubert patrzył na mnie osłupiały. Próbował chyba poukładać to sobie na miejsce.
- Wiesz co?.. Pamiętam ten spacer. Pamiętam też tego potwora. Ale moje wspomnienia kończą się na momencie w którym wyciągnąłem sztylet - powiedział po chwili blondyn, po czym zaczął się rozglądać. Potem zauważył coś w trawie i podszedł tam. Z ziemi podniósł swój sztylet, który musiał mu wypaść podczas uderzenia. Chłopak przetarł go. - I o ile reszta historii jest prawdą, to.. - popatrzył na mnie ze świetlikami w oczach. Chyba zrozumiałem o co mu chodzi..