Hej! Zauważyłam że parę osób czy to pod tą, czy inną książką zaczęło się spinać że nie wrzucam rozdziałów regularnie tak jak kiedyś (rok temu..) Jest to spowodowane tym że nie zamierzam pisać kiedy nie mam weny, żeby nie wyszło z tego gówno, po drugie mam sporo rzeczy szkolnych do ogarnięcia i czasem po prostu nie mam czasu. Uszanujcie to, bo szczerze już wiem jak się czuję Rox kiedy wszyscy jęczą mu o jego przerwach XDD Ja wam przynajmniej podałam powód :*
Hubert pov
Przebudziłem się czując na sobie jakiś ciężar. Oczywiście było to bardzo dobrze znane mi uczucie, już od kilku lat niezmiennie budzę się w ten sposób. Bez otwierania oczu wtuliłem się w mojego chłopaka. Poczułem dotyk na głowie, po czym przyjemne uczucie delikatnego masażu spowodowane tym, że Karol zaczął bawić się moimi włosami. Uśmiechnąłem się pod nosem próbując jak najbardziej wtulić swoje małe ciałko w jego tors. Małe, w porównaniu do szatyna oczywiście. Koniec końców jest ze mnie sto osiemdziesiąt centymetrów chłopa, a jak nażeluję włosy to nawet sto dziewięćdziesiąt. Wtulałem się tak w mojego chłopaka w pełni oddając się pieszczotom, które zafundował mi na dzień dobry, i kiedy mój mózg powoli zaczynał działać dotarł do mnie jeden, istotny fakt. Tors w który się wtulałem był nagi. Nogi które splotłem ze swoimi były nagie. Ja też byłem nagi. Wszystko było nagie (*゚ー゚*). A nie, jednak jak chwilę później poczułem, miałem na sobie bokserki, tak jak i Karol. No to w zasadzie byliśmy półnadzy, co za różnica. Wtedy również przypomniałem sobie dlaczego jest tak a nie inaczej. Odpłynąłem myślami do krainy rozkoszy i miłosnych uniesień, przeżywając wszystko jeszcze raz, tyle że tym razem jedynie mentalnie, nie fizycznie. Kąciki moich ust powędrowały tak wysoko do góry, że aż przykuło to uwagę Karola, który delikatnie musnął mnie ustami w czoło. Wyrwało mnie to z zamyślenia jednocześnie zabierając mnie z krainy miłości, ale to nic, bo właśnie znalazłem się w kolejnej, bardziej realistycznej. Postanowiłem wreszcie otworzyć oczy, po czym spojrzałem się na szatyna. Ten patrzył na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy. Pochylił się i złożył delikatny pocałunek na moim nosie. Przymknąłem lekko oczy dopóki z powrotem się nie odsunął.
- Witaj słodziaku - przywitał mnie gładząc mnie po policzku. Uśmiechnąłem się na jego słowa. Zawsze po miło spędzonej nocy Karol traktował mnie jak swoją księżniczkę i nad wyraz się do mnie przymilał. Z jednej strony mnie to bawiło, z drugiej uwielbiałem kiedy mnie tak traktował. Może ma to związek z tym że kiedyś, kiedy Karol chorował jeszcze na rozdwojenie jaźni, takie momenty były jednymi z niewielu kiedy okazywaliśmy sobie miłość. W aktualnym stanie rzeczy, kiedy nie jesteśmy oczywiście zajęci jakąś misją od tej całej Yaoistycznej Mafii, takich momentów jest o wiele więcej. Ale wciąż jakoś te poranne są dla mnie szczególne, magiczniejsze niż wszystkie inne.
- Jeść - wywaliłem z grubej rury. Spojrzałem na szatyna tymi moimi specjalnymi maślanymi oczkami, którymi wygrywałem nie jedno sprzeciwienie zdań. Szczerze nie byłem głodny, po prostu miałem smaka na coś dobrego.
- A ty jak zawsze tylko o jednym.. - westchnął szatyn wywracając oczami. Zachichotałem cicho.
- Ciekawe kto wczoraj w nocy myślał tylko o jednym - zauważyłem trafnie, czując dziwne mrowienie w okolicach ujścia jelita grubego, zwanego również odbytem. Tym razem to Karol się zaśmiał.
- Nie mów że ci się nie podobało - mówiąc to podniósł się dając mi po drodze kolejnego buziaka w czoło - Zresztą nawet nie musisz nic mówić, sam słyszałem - dodał mrugając porozumiewawczo. Moją twarz oblał blady odcień czerwieni i sprzedałem szatynowi solidnego plaskacza w plecy. Jego jedyną reakcją był kolejny napad śmiechu. - Przygotuję ci coś a ty się ubierz, skarbie - powiedział wychodząc z pokoju. Mówiłem? Maślane oczy i dostaję czego chcę.
Leniwie dźwignąłem się z łóżka i otworzyłem szafę. Wyjąłem z niej czarne rurki z dziurami na kolanach i jasno-szarą bluzę. Kiedy to na siebie naciągnąłem, poszedłem sprawdzić co tam przygotowuje Karol.
Szatyn stał przy blacie kuchennym w samych bokserkach. Widziałem tył jego umięśnionych pleców. Przynajmniej wyobrażałem sobie że są umięśnione, bo Karol to w rzeczywistości worek skóry wypełniony kościami. Ale pomarzyć można. Jak zwykle, podszedłem do niego i objąłem go od tyłu kładąc mu głowę na ramieniu. Przed sobą zobaczyłem kanapki z nutellą. Zamruczałem na znak, że w pełni zadowoli mnie takie jedzenie. Karol się uśmiechnął.
- Jeszcze musisz chwilkę poczekać, muszę zrobić kakałko - powiedział przesłodzonym głosem. Tym razem to ja wywróciłem oczami. Odkleiłem się od chłopaka i pokierowałem w stronę łazienki. Nie postawiłem nawet dwóch kroków, a poczułem uścisk na nadgarsku.
- Nawet. O. Tym. Nie. Myśl - wydukał niskim głosem szatyn. Po plecach przeszedł mnie dreszcz grozy.
- Ja tylko.. Tak żeby jakoś normalnie wyglądać.. - jąkałem się. Wiedziałem że jestem na przegranej pozycji.
- Użyj grzebienia - powiedział krótko. Stałem przez chwilę nieruchomo, po czym nagłym pociągnięciem ręki wyrwałem się z ucisku szatyna i puściłem się biegiem do łazienki. Niestety, szatyn był szybszy. Zabrał mi go. Mojego skarba.. ZABRAŁ MI MÓJ KOCHANY ŻEL ( ͒˃̩̩⌂˂̩̩ ͒). Zmuszony, pozostawiony bez wyboru, zkatowany, perfidnie oszukany, chamsko okradziony, potwornie wyrolowany, strollowany, urażony wziąłem grzebień i zacząłem się czesać. To nie było to samo.
Nie pytajcie co brałam jak to pisałam. Szczerze nie mam pojęcia co ten rozdział wnosi do fabyłu. Probably nothing. Napisałam go po to żebyście mi już tak nie żebrali o tego nexta. W następnym już chyba polecimy do tej Ameryki bo nie chce mi się przedłużać xD
Słowa - 896
~Kicialka
CZYTASZ
Dwa Oblicza Karola//DxD
FanfictionHubert Wydra oraz Karol Kuter to youtuberzy o nazwach Doknes i Dealereq. Chłopcy są szczęśliwą parą już od kilku dobrych miesięcy, ale od pewnego czasu z Karolem jest coś nie tak - miewa wahania nastroju. Raz jest miłym, świetnym chłopakiem - a inny...
