Chapter 87

290 32 28
                                        

RoxMb
Na ten moment czekałem. Znowu jesteśmy razem. Całą ekipą. To oznacza, że pora działać.

- Hej! - krzyknąłem żeby uciszyć roześmiane towarzystwo.
- Ludzie! - powtórzyłem, lecz bez skutku. Popatrzyłem się na Arka. Chłopak westchnął, po czym wszedł na szklany stolik do kawy.

- CIIISZAAA!!! - krzyknął tak głośno, że aż nawet bakterie salmonelli w lodówce momentalnie ucichły.
- Proszę bardzo - powiedział zeskakując z powrotem na podłogę.

- Chciałbym coś powiedzieć - zacząłem. Wszyscy patrzyli się prosto na mnie.
- Korzystając z faktu, iż znowu jesteśmy wszyscy razem, jest to najwyższy czas na wcielenie nowego planu w obieg. Planu B! - powiedziałem. W salonie nastąpiło chwilowe poruszenie, a mnie natchnęło na motywującą gadkę.
- Kilka godzin temu byliśmy jeszcze w innym wymiarze. Byliśmy w Minecraft'cie. W świecie, który z pozoru tak dobrze znamy, a jednak nie wiedzieliśmy o nim kompletnie nic. Jednak przetrwaliśmy. I powróciliśmy tutaj, silniejsi niż kiedykolwiek. To jest czas. Czas na ostatecznie starcie. To czas... Pokonać Maćka - wygłosiłem z dłonią na piersi. Byłem dumny z tych słów.

- Aaa... Nie lepiej dać gościowi spokój? - odezwał się Ernest. Po pomieszczeniu przetoczyły się słowa popierające bruneta.

- Jak to dać mu spokój? Ile krzywdy on już nam wyrządził? I wyrządzi więcej, jeśli teraz się poddamy! - upierałem się.

- A może nie? Czy on w ogóle wie że wydostaliśmy się z Minecrafta? - spytał Zipek.

- Chyba nie.. I to idealny moment na atak z zaskoczenia! - powiedziałem, co spotkało się z jękiem niechęci.

- Nie możemy po prostu zostać tutaj i grać w gry? - spytał Szendi.

- Ehh.. - westchnąłem.
- Zróbmy tak.. Kto nie ma ochoty na nową misję z Maćkiem w roli głównej, niech podniesie rękę - rozkazałem. Ku mojemu nieszczęściu ręce podnieśli wszyscy oprócz mnie, Arka, Karola i Huberta.

- Ludzie.. Rozumiem że wam się nie chce - odezwał się Doknes.
- Ale to nie was ten człowiek porwał. Nie was oddzielił od osoby którą kochacie. To nie wy baliście się zmrużyć oczy przez tego człowieka. I co najgorsze... To nie wam ten człowiek kazał biegać dodatkowe kółka na pseudo wuefie razem z waszą byłą dziewczyną!!! - wykrzyczał blondyn. (Jestem ciekawa kto pamięta :>)
- Dlatego rozumiem że dla was może nie być to takie ważne jak dla mnie czy Karola. Wy tylko patrzyliście. Byliście osobami z boku. Wy tylko..

- Dobra, kumamy - przerwał mu Piotrek.
- Pomożemy wam - dodał. Na naszych twarzach zawitał uśmiech.

- Ale jak znowu kogoś porwą to sorry, ale fuck this shit I'm out, okeee? - odezwał się Ernest. Przez salon przetoczyła się fala śmiechu, po czym przystąpiliśmy do obmyślania planu.

- Kuba! Ty mówiłeś że macie plan, prawda? - powiedział Karol zwracając się do Koshiego.

- Co? Jaki plan? - nie zrozumiał chłopak.

- No.. Nie wiem. Wtedy mi nie powiedziałeś - odpowiedział Dealer. Wtedy Szendi szepnął coś Kubie do ucha.

- Aaaaa... Ten plan! - zaśmiał się Koshi.
- Moim planem było burrito z ekstra sosem - powiedział.

- O Boże... - skomentował załamany Karol.

- Okej.. Wymyślimy nowy plan! - powiedziałem.

- Co dokładnie chcemy osiągnąć?- spytał Piotrek.

- Chcę dostać tego pryncypała w swoje ręce i raz na zawsze się z nim rozprawić.. - wysyczał Karol przez zaciśnięte zęby.

- Albo oddamy go w ręce FBI - podsunąłem nieco mniej drastyczne rozwiązanie.

- To.. Od czego zaczynamy? - spytał Arek.

- Jak to mówi zasada wojska.. Namierz wroga zanim on namierzy ciebie - powiedziałem.

- Która zasada tak mówi? - spytał Hubert.

- Nie wiem, ale któraś pewnie tak mówi - odpowiedziałem wzruszając ramionami.

- To.. W jaki sposób to zrobimy? - dopytywał Ernest.
Usiadłem na kanapie i na włączonym laptopie włączyłem jakąś szpiegowską aplikację.

- Które urządzenie należy do niego? - spytałem. Na ekranie wyświetliła się lista z setkami. aktywnych urządzeń w odległości najbliższych trzydziestu kilometrów. Powoli scrollowałem w dół przelatując wzrokiem po wszystkich nazwach.

- Może to? - spytał Arek wskazując na jedną z nazw.

- Nie.. - odpowiedziałem.

- A to? - Karol wskazał na urządznie pod nazwą PociągSeksualnyTomek. Nie wiem kto skrzywdził swój telefon nazywając go w ten sposób i chyba nie chcę tej osoby poznać.

- Nie wydaje mi się.. - scrollowałem dalej.

- A ten? MisioErnesia? - przeczytał Hubert.

- O nie, to mój - odezwał się Zipek.
Przescrollowaliśmy tak jeszcze kilkadziesiąt urządzeń, gdy chyba odnaleźliśmy to, czego szukaliśmy.

- To! - zatrzymałem kursor na urządzeniu o nazwie PorywaczJutuberowIKSDE.

- To musi być on! - krzyknął Arek. Szybko zaznaczyłem wcześniej wspomniane urządzenie i kliknąłem w przycisk Lokalizuj. Po kilku minutach wyświetlił się adres wraz z mapą na której dokładnie było widać aktualne położenie telefonu.

- Emm.. To nie jest ten Lidl, prawda? - spytał Doknes.

- Nie.. - odpowiedziałem krótko.

- To jest o wiele gorsze miejsce.. - dodał Karol.

Hubert pov.
Rozdzieleni na dwie grupy siedzieliśmy w autach i pędziliśmy na miejsce. Przez sporą prędkość w połączeniu z naszymi "pięknymi" polskimi drogami targało nami na boki jak na kolejce górskiej. Dobrze że mieliśmy zapięte pasy, bo pewnie latalibyśmy po całym aucie.
Jechałem w pojeździe razem z Roxem jako kierowcą, z przodu na miejscu pasażera siedział Angular, a na tylnej kanapie byłem ja z Karolem. Reszta jechała w innym samochodzie, który prowadził Tritsus.
Obawiałem się miejsca, do którego jechaliśmy. Nie byłem pewien czy to jest to, o czym myślę. Nigdy nie chciałem tam wracać. Chciałbym wymazać z pamięci to, co tam zobaczyłem. Jednak droga którą jechaliśmy nieubłaganie prowadziła właśnie tam. Im bliżej byliśmy, tym gorsze wspomnienia nasuwały mi się na myśl.

Ola wyważyła drzwi siekierą. Wbiegliśmy do pomieszczenia, a tam zobaczyłem jego. Wykończonego. Przywiązanego do łóżka.
W pokoju było ciemno. Nie było nawet żadnego okna, jako minimalne źródło światła. Ale to i tak nie miałoby sensu, tutaj pod ziemią. Na szafce nocnej obok łóżka stała tylko mała lampka, która była wyłączona. Podszedłem do niej i ją włączyłem. Wtedy widziałem go dokładnie. Jego bladą twarz. Wykończone, zmęczone ciało. Zaczerwienione, podkrążone od płaczu oczy.
- Karol... - szepnąłem, ostrożnie poprawiając szatynowi fryzurę. Oczy zaszły mi się łzami..

Zacisnąłem powieki jak najbardziej tylko mogłem. Nie chciałem tego widzieć. Nie chciałem pamiętać. Ale od wspomnień nie da się uciec.
Poczułem jak ktoś dotyka mojej dłoni. Otworzyłem oczy i zobaczyłem zmartwioną twarz Karola.

- Wszystko dobrze? - spytał patrząc mi w oczy.

- T.. Tak.. Tylko myślałem.. - odpowiedziałem odwracając wzrok i spuszczając go w dół. Szatyn przejechał dłonią po mojej grzywce.

- Już nigdy nie pozwolę na to aby nas rozdzielił - powiedział Karol przyciszonym głosem. Westchnąłem i położyłem głowę na jego ramieniu, po czym mocniej ścisnąłem rękę szatyna.
Poczułem że samochód zwalnia, żeby następnie się zatrzymać.

- Dojechaliśmy - odezwał się Michał, który jak do tej pory siedział zupełnie cicho.

Cofam to co powiedziałam w poprzednim rozdziale - ja jednak piszę tą książkę na poważnie! XD
Dzięki _Kalafioreg_ i jego pinknym cycatom znowu zaczynam shipować DxD.
Dżizas. Mam 14 lat. Co jest ze mną nie tak? XD Pewnie wszystko.

Słowa - 1052
~Kicialka

Dwa Oblicza Karola//DxDOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz