Chapter 26.

290 18 10
                                        

Draco's POV

Wyszedłem ze znowu tylko mojej sypialni dopiero następnego ranka. Przynajmniej jest sobota i zaczynam pracę odrobinę później, więc nie muszę się tak bardzo spieszyć.

Już ubrany, skierowałem swoje kroki do kuchni. Zauważyłem, że Harry śpi na kanapie i telewizor wciąż gra. Leciał jakiś nudny program przyrodniczy.

W takim razie musiał położyć się spać całkiem niedawno. W powietrzu nadal było czuć smród papierosów mimo, że okno było otwarte. Zamknąłem okno, bo w pomieszczeniu panowała cholernie niska temperatura i nie chciałem, by Harry się przeziębił.

Wlałem wodę do czajnika i postawiłem go na kuchence, po czym przekręciłem pokrętło. Wyjąłem kubek z szafki i nasypałem do niego kawy metalową łyżką.

Zacząłem robić kanapki. W momencie, gdy smarowałem chleb masłem, woda się zagotowała i usłyszałem cichy pomruk z kanapy. Po chwili zza oparcia wyłoniła się zaspana twarz Potter'a.

Poprawił okulary na nosie i spojrzał na mnie. Od razu odwróciłem wzrok. Nie jestem w stanie na niego patrzeć po tym, jak jeszcze przez długi czas wczoraj robiłem sobie krzywdę.

Zgasiłem kuchenkę i zalałem sobie kawę, po czym wróciłem do robienia kanapek dla nas dwóch.

Usłyszałem, że wstaje z kanapy. Wciąż nie miałem odwagi na niego spojrzeć. Zaczął iść w moją stronę. Nadal na niego nie spojrzałem. Stanął obok mnie. Nasze ramiona dzieliło dosłownie kilka cali.

Moje serce biło, jak szalone i myślałem, że zaraz dostanę zawału. Kręciło mi się w głowie, a nogi były jak z waty.

– Draco? – zaczął cicho.

– Co? – burknąłem, wciąż uparcie wbijając wzrok w chleb, który smarowałem masłem.

– Dużo myślałem tej nocy. – oznajmił w końcu.

Czyli mogę zacząć się bać. Nie mam pojęcia, co mógł wymyślić.

– I? – westchnąłem zmęczony.

– Muszę ci coś powiedzieć, ale najpierw spójrz mi w oczy.

– Nie. – modliłem się, by mój głos nie drżał.

– Spójrz. – powtórzył ostrzej.

Czułem na sobie jego przenikliwy i uważny wzrok.

– Dlaczego? – prychnąłem, próbując ukryć stres.

– Bo chcę, żebyś to zrobił.

– To głupie. – stwierdziłem.

– Po prostu spójrz. – niemal warknął.

Chciałem uciec stamtąd, jak najdalej tylko się da. Niestety nie mogłem tego zrobić. Nie chciałem go jeszcze bardziej martwić.

Dotknął powoli palcami mojego podbródka i zaczął przekręcać moją głowę w swoją stronę. Zamknąłem oczy natychmiast.

Po prostu nie jestem w stanie patrzeć mu w oczy, kiedy mam nowe rany na ciele. Zwłaszcza, kiedy tych ran jest dużo.

– Otwórz oczy. – mruknął.

– Nie. – odpowiedziałem, chociaż bardzo chciałem je otworzyć.

– Otwórz! – uniósł głos.

Ze strachu je otworzyłem nagle. Patrzył prosto w nie.

– Idiota! – krzyknąłem i ruszyłem szybkim krokiem do wyjścia z salonu.

– Stój! – odparł rozpaczliwie.

Słyszałem za sobą jego kroki. W końcu złapał mnie za rękę. Wyrwałem ją, bo było to przedramię, na którym miałem niemal świeże rany.

Mimo to zatrzymałem się i odwróciłem w jego stronę.

– Zrobiłeś sobie coś? – zapytał.

– Nie Twój cholerny biznes!

– Mój, kurwa, bo się o ciebie martwię!

– To masz problem! A teraz przepraszam, ale muszę iść do pracy! – odwróciłem się w stronę drzwi wejściowych.

– Nie jadłeś nic od wczoraj! – w jego oczach i głosie było zmartwienie.

– Zjem później. – wzruszyłem ramionami i wróciłem do kuchni.

– Dlaczego nie teraz?

– Bo mnie wkurzyłeś i po prostu nie jestem w stanie teraz jeść.

– Przepraszam! – krzyknął.

– Co? – nie mogłem uwierzyć.

– Nie powtórzę. – odparł.

– Nie musisz. – westchnąłem.

Dokończyłem robienie kanapek, po czym część z nich spakowałem i wyszedłem.

~•~

Wróciłem do domu późno. Musiałem zostać po zamknięciu i pomóc Neville'owi posprzątać.

Cały czas jednak miałem z tyłu głowy fakt, że Harry może się martwić. Wiem, jak źle znosi czas, gdy zostaje sam w domu.

Zmarzniętymi dłońmi wygrzebałem z kieszeni klucze i włożyłem je do zamka, po czym przekręciłem. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, po czym je za sobą zamknąłem.

Mojego wybranka znalazłem w salonie. Czytał gazetę. Spojrzał na mnie, kiedy przekroczyłem próg.

– Obiad jest w lodówce. Odgrzej sobie. – mruknął.

– A co jest na obiad? – zapytałem, podchodząc do lodówki.

– To, co wczoraj.

– A co było wczoraj? – kontynuowałem, otwierając lodówkę.

– Zobaczysz, to się dowiesz. – mruknął.

Mam wrażenie, że jest na mnie zły, ale nie mam pojęcia, co tym razem mogłem mu zrobić.

Wyjąłem garnek z lodówki i postawiłem go ostrożnie na blacie. Jakaś zupa. W sumie to nawet nie miałbym siły, żeby zjeść cokolwiek porządniejszego i poza tym, po tak długim czasie bez jedzenia najlepiej zacząć od czegoś "lekkiego".

Przeniosłem naczynie na palnik, po czym włączyłem kuchenkę. Odwróciłem się w stronę salonu. Brunet patrzył na mnie.

– Co? – westchnąłem.

– Nic. – niemal warknął.

– Co ja ci kurwa zrobiłem?! – nie wytrzymałem i podniosłem głos.

– Porozmawiamy, jak zjesz.

– Wiesz, teraz, to już mnie tak zestresowałeś, że w sumie to mi się odechciało jeść.

– Ale ja chcę, żebyś zjadł.

– Dlaczego!? – prychnąłem i odwróciłem się, żeby wyłączyć kuchenkę.

– Najpierw zjedz. – westchnął i wrócił do patrzenia w papier, bo wątpię, żeby teraz był w stanie się skupić na czytaniu.

Zgasiłem palnik i nalałem sobie zupy. Nawet nie zaniosłem jej na stół – postanowiłem jeść na stojąco.

Jeżeli mam z nim porozmawiać, to wolę to załatwić, jak najszybciej. Po prostu nie chcę się stresować.

𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz