Chapter 61.

201 20 9
                                        

(Maraton 05/05)

Draco's POV

Obudziłem się w środku nocy. Byłem sam w łóżku. Miałem pilnować Harry'ego. Wstałem i wyszedłem na korytarz. Światło w łazience było zapalone i przebijało się przez szybę w zamkniętych drzwiach. Podszedłem do drzwi i zapukałem w nie.

– C-co? – zapytał.

– Wszystko w porządku?

– Tak? Chyba tak.

– Dobra, ale tak na poważnie. Co robisz?

Za moment otworzył oczy i wszedłem za nim do środka.

– Znowu chciałem to zrobić – przyznał.

Moje serce zgubiło jedno uderzenie, ale nie pozwoliłem sobie tego pokazać. Mogłem nie zdążyć, bo mimo wszystko w łazience leży jeszcze jedna paczka żyletek.

– Zrobiłeś sobie coś? – zapytałem i modliłem się, żeby głos mi nie drżał.

Podniósł lewą rękę do góry. Zauważyłem. Kurwa. Parę centymetrów za nadgarstkiem widniało kilka ran, z których sączyła się krew.

Spuścił głowę. Nie dotknąłem go, bo z własnego doświadczenia wiedziałem, że może to nie być dla niego do końca komfortowe, jakbym nagle go dotknął po takiej sytuacji.

– Chcesz pomocy? – zapytałem.

– Nie zasługuję na nią – mruknął.

– Nie pytam, czy na nią zasługujesz, ale czy ją chcesz.

Milczał.

– Spróbujmy inaczej... – kontynuowałem – Czego ode mnie teraz oczekujesz?

– Miałeś się nie dowiedzieć...

– Mówiłem ci, że się dowiem i... Naprawdę nie jestem na ciebie zły czy coś i nigdy nie będę w takiej sytuacji. Wiem, jak to jest.

Sam dawno tego nie robiłem. Przypomniało mi się to uczucie delikatnego pieczenia na skórze i wręcz usypiającego spokoju tuż po akcie. Nie robiłem tego przez długi czas i w tamtym momencie sama czynność wydawała się być nawet przyjemna, ale wiedziałem, że to nie jest tego warte.

Opuścił rękę. Zerknął na mnie na moment, ale zaraz znowu opuścił wzrok. Rozumiem, że może czuć się z tym źle.

– Co dalej chcesz z tym zrobić? – zacząłem.

– Nie mam pojęcia. – Spojrzał na mnie. – Chyba powinienem zająć się ranami, bo kiedyś o tym wspomniałeś...

– Chcesz, żebym ci z tym pomógł?

– Na pewno...

– Na pewno – wszedłem mu w słowo.

Wyciągnął przedramię w moją stronę i jeszcze raz zobaczyłem rany. Nie były głębokie na całe szczęście.

– Zanim zacznę... Jesteś pewien, że chcesz, żebym ich dotknął? Bo mogę też po prostu powiedzieć ci, co zrobić, jeżeli nie chcesz...

– Chcę. Możesz dotknąć.

Byłem niezwykle zaskoczony, że ufa mi do tego stopnia. Dotykanie części ciała, gdzie są świeże rany, jest jeszcze trochę bardziej niekomfortowe niż dotykanie blizn.

Ostrożnie wziąłem go za nadgarstek.

– Nie są to głębokie rany – zacząłem. – Teraz dobrze by było je przemyć wodą, bo... Czym je w ogóle zrobiłeś?

– Na zlewie.

Spojrzałem tam. Tuż obok kranu leżała żyletka.

– Brałeś nową? – zapytałem.

– Tak, wyjmowałem z papierka.

– W takim razie nie musimy ich teraz przemywać, jak nie chcesz. Krwi też nie jest dużo, ale i tak ja bym nakleił plasterek, żeby zabezpieczyć rany.

– Rób, co chcesz. Ja się nie znam i chyba jestem jeszcze w szoku.

– Powiedz, jak będziesz czuć się źle, to przestanę.

Puściłem jego rękę. Wziąłem papier toaletowy i urwałem kilka listków. Przyłożyłem do ran. Patrzył uważnie na moje ruchy.

– Trzymaj i chodź. W sypialni mam jeszcze trochę plasterków.

Poszliśmy do sypialni. Usiadł na łóżku, a ja wyjąłem plasterki z szuflady. Wziąłem dwa, a resztę schowałem. Usiadłem po jego lewej.

– Pokaż to – wymamrotałem.

Podniósł papier i odłożył go obok na łózko.

– Jak wolisz zrobić sam...

– Ty to zrób – wciął się.

– Naprawdę mi o tym powiedz, jak coś będzie nie tak, okej?

– Okej.

Wyjąłem plasterki z opakowań. Wziąłem jeden z nich i zdjąłem z niego folię. Przyłożyłem go do ran i zaraz powoli nakleiłem. Wziąłem drugi i nakleiłem go obok.

– Już – powiedziałem.

– Dzięki – odpowiedział.

Odłożyłem pozostałości po plasterkach na szafkę. Mój wzrok prześlizgnął się przez jego przedramię.

– Rano – zacząłem – powiedz mi, jak wstaniesz. Rany nie są głębokie i nie ma dużo krwi, więc nie powinno się nic stać, ale i tak będziemy się tym zajmować jeszcze kilka dni.

Patrzyłem mu w oczy. Mówiłem dalej:

– Jak wstaniesz, to mnie obudź, żebym pomógł ci się tym dalej zająć. Zdejmiemy plasterki i przemyjemy rany wodą. To nie będzie bolało. Potem nakleimy następne plasterki.

– Coś jeszcze?

– Tak. Jak będzie ci się chciało, to możesz to samo zrobić jeszcze w ciągu dnia, ale nie ma takiej potrzeby. Wystarczy to robić rano i wieczorem, aż rany znikną.

– Będę mieć blizny?

Westchnąłem. Nie za bardzo wiedziałem, co mam mu powiedzieć, bo wiedziałem, jak trudne to jest.

– Tak – odparłem – a przynajmniej na początku i może minąć kilka tygodni, zanim znikną całkowicie. Jak mówiłem, nie są to głębokie rany i... – urwałem.

– Okej – odpowiedział.

– Co czujesz? – zapytałem.

– Taki ogromny spokój, jakbym zaraz miał zasnąć, ale też czuję się źle, że to zrobiłem, bo w końcu to było nawet przyjemne na swój sposób, a ja nie zasługuję na przyjemne rzeczy. Wiem, że zasługuję, ale...

– Rozumiem. To akurat robią te hormony szczęścia – sprawiają, że nie przejmujesz się bólem i nawet jest on przyjemny. Dlatego to jest tak uzależniające i dlatego tak ciężko z tego wyjść. Ten spokój tuż po jest uzależniający.

– Możemy iść spać? Czuję się, jakbym wypił jakiś eliksir nasenny...

– Tak i obudź mnie, jeżeli coś byłoby nie tak. Jeszcze jedno – rano może być ciężko.

– Dlaczego?

– Chodzi mi o moment, kiedy budzisz się rano i nagle przypominasz sobie, co zrobiłeś. To jest cholernie trudne.

𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz