Chapter 64.

204 17 7
                                        

Draco's POV

Do domu wróciłem bardzo późno, bo nie przyszedłem na obiad i poszedłem od razu na terapię. Porozmawiałem o tym, co się stało w minionym tygodniu. Mało się nie popłakałem.

Harry oglądał telewizję. Nawet na mnie nie spojrzał, jak wszedłem. Powiedział, że potrzebuje czasu, więc nawet go nie zaczepiałem i poszedłem od razu na górę.

Potrzebowałem upewnić się, że nic sobie nie zrobił, ale wiedziałem, że i tak mi nie powie. Zajrzałem do kosza w łazience. Nie było tam nowych plasterków, ale równie dobrze mógł je wyrzucić w kuchni.

Nie miałem pojęcia, dlaczego już od kilku dni zachowuje się tak, a nie inaczej. Chciałem z nim o tym porozmawiać, ale bałem się go o to zapytać. Wiedziałem, że nie wyduszę z niego tego siłą i powie mi, kiedy będzie na to gotowy.

Wieczorem znowu do mnie nie przyszedł i bardzo bolało mnie to, że nie rozmawialiśmy przez cały dzień. Tęskniłem za jego głosem, dotykiem i w ogóle po prostu nim.

~•~

Rano zszedłem do kuchni. Spał na kanapie. Znowu nie chciałem go budzić, więc znowu wyszedłem bez śniadania.

W pracy Neville znowu pytał, co się stało, ale znowu go zbyłem. Pozwolił mi następnego dnia po prostu nie przyjść do pracy.

Wieczorem Harry znowu spał. Podszedłem do kanapy. Oddychał. Wróciłem na górę. Nie wiedziałem, czy w ogóle cokolwiek jadł przez te dwa dni.

Noc znowu była ciężka. Nie spałem i tylko patrzyłem na litery w książce, bo nie byłem w stanie zrozumieć z niej ani słowa.

~•~

Kiedy się obudziłem, było już widno, a książka leżała na moim brzuchu. Spojrzałem na mały zegarek na szafce nocnej. Dochodziło południe.

Wiedziałem, że w końcu będę musiał skonfrontować się z moim narzeczonym, ale cholernie się tego bałem. Mimo to ogarnąłem się i zszedłem na dół.

Siedział na kanapie i czytał gazetę. Zerknął na mnie na sekundę, ale zaraz wrócił do czasopisma. Nastawiłem wodę na kawę. Otworzyłem lodówkę, ale niemal natychmiast ją zamknąłem. Nie mogłem patrzeć na jedzenie, kiedy aż tak się stresowałem.

Patrzyłem na niego, czekając, aż woda się zagotuje. Zza oparcia kanapy widziałem tylko jego głowę. Zagryzał wargę. Otworzyłem lodówkę jeszcze raz, ale nie w poszukiwaniu jedzenia. Zauważyłem, że zniknął tylko jogurt. Ten idiota przez prawie trzy dni zjadł tylko jeden pieprzony jogurt. Myślałem, że go zabiję gołymi rękoma.

Woda się zagotowała i zalałem kawę, ale nie byłem w stanie jej przełknąć. Nie, kiedy on siedział w dosłownie tym samym pokoju, co ja. Odstawiłem filiżankę pełną kawy do zlewu.

Podszedłem do kanapy. Zgarnąłem ze stołu drugą gazetę i usiadłem naprzeciw niego po drugiej stronie kanapy, dbając, żeby nasze nogi się nie zetknęły, bo nie byłem jeszcze gotowy go dotknąć.

Posłał mi mordercze spojrzenie i wrócił do lektury. Widziałem, że nie czyta, bo nie ruszał oczami. Po prostu wgapiał się w papier. Oddychał ciężko. Bałem się cokolwiek powiedzieć.

W końcu sam zacząłem gapić się w papier pokryty drukiem. Nie czytałem. Nie umiałem, kiedy on siedział naprzeciw mnie.

Wstał i przez przypadek trącił moje stopy, na co się wzdrygnąłem. Nie spojrzał na mnie, tylko ruszył do wyjścia z pokoju. Zerwałem się z kanapy.

– Czekaj! – rzuciłem.

Nie zaczekał. Wyszedł szybko na korytarz, a ja pobiegłem, żeby go złapać. Był już na schodach, kiedy udało mi się wyjść z salonu. Wbiegłem za nim. Otwierał drzwi łazienki, kiedy znalazłem się na górze. Drogę do drzwi pokonałem w kilku krokach i złapałem je, zanim zdążył je zamknąć.

Widziałem panikę w jego oczach, ale nie puściłem drzwi. Szarpał klamkę z jednej strony, a ja z drugiej. Wiedziałem, że nie mogę odpuścić. W końcu jednak ja byłem silniejszy i udało mi się otworzyć drzwi. Puścił klamkę i chciał mnie minąć, ale złapałem go za łokieć.

Krzyknął i wyrwał się, ale złapałem go od tyłu w talii. Wiedziałem, że może nie powinienem tego robić, ale ten idiota już mocno przeginał.

– Puść mnie! – Usłyszałem jego głos po raz pierwszy od kilku dni.

Wzmocniłem swój uścisk. Szarpał się i próbował mnie kopać, ale nadal go trzymałem. Czułem pod palcami jego żebra. Zawsze był na granicy normalnej wagi i niedowagi, ale nie było widać tego po nim.

Nie miał siły się wyrwać i po kilku minutach się poddał. Po prostu przestał i stał. Nadal go trzymając, stanąłem przed nim. Nie miałem czasu spojrzeć mu w oczy, bo po prostu mnie przytulił i zaraz usłyszałem, że płacze.

– Jestem tutaj – mruknąłem, gładząc go po włosach.

– Przepraszam – wymamrotał.

Zatrzymałem swoją dłoń na jego miękkich włosach. Drugą dłoń trzymałem na jego plecach. Czułem jego dłonie, jak mnie ściskał, wokół brzucha. Nie miał siły.

Słuchałem jego płaczu i stałem tam z nim, aż zaczęły mi drętwieć kolana. Mimo to nic nie powiedziałem.

Kiedy w końcu trochę się uspokoił, odsunął się i złapał mnie za dłoń. Weszliśmy do łazienki. Patrzyłem na niego, jak smarkał nos i wycierał policzki. Nie miałem pojęcia, co mam mu powiedzieć, więc czekałem, aż to on zacznie.

Usiadł na sedesie, po czym w końcu na mnie spojrzał. Jego zielone oczy błyszczały od płaczu. Stałem oparty plecami o ścianę i wyłamywałem palce.

– Nie powinieneś być w pracy? – zaczął obojętnie.

Pokręciłem głową.

– Neville pozwolił mi dzisiaj nie przyjść.

Patrzyliśmy na siebie. Miał na sobie bluzę, więc nie mogłem zobaczyć jego przedramion. Chciałem je zobaczyć, ale nie chciałem go do tego zmuszać. Wtedy zrozumiałem, dlaczego on tak cały czas mnie pytał, czy ja mu pokażę swoje.

– Nie jadłeś – stwierdziłem.

– Jadłem – odparł. – Jogurt.

– Zauważyłem i chciałem powiedzieć, że jeden mały jogurt to zdecydowanie za mało dla dorosłego mężczyzny na kilka dni.

– I? Jeszcze żyję.

– Jeszcze. A teraz chodź, bo musimy porozmawiać.

𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz