Harry's POV
Wszedłem do gabinetu Margaret Brown i usiadłem na jednym z foteli. Kobieta siedziała naprzeciw mnie. Uśmiechała się, ale widziałem, że jest zmęczona.
– Jak się czujesz? – zaczęła.
Chwilę się zastanawiałem, zanim odpowiedziałem:
– Nie wiem, tak szczerze.
– Mógłbyś wyjaśnić? – zapytała.
– W tym tygodniu kilka razy tak szczerze rozmawiałem z Draco, ale mimo to ciągle się kłócimy. Co prawda mniej niż kiedyś, ale nadal jest to przynajmniej kilka kłótni w tygodniu.
Dzisiaj już nie miała tego swojego głupiego notatnika.
– Nie ma Pani notatnika – zauważyłem.
– Racja, nie mam. Ostatnio zauważyłam, że jesteś lekko zirytowany i ciągle zerkałeś na ten notatnik, więc doszłam do wniosku, że denerwuje cię to, że ciągle notuję. Popraw mnie, jeżeli coś błędnie zakładam.
– Nie, ma Pani rację. Miałem wrażenie, że bardziej interesują Panią notatki niż ja.
– Kontynuując, wspominałeś, że kilka razy rozmawialiście tak szczerze, ale też się kłóciliście.
– Tak – odpowiedziałem.
Westchnęła i po chwili kontynuowała:
– To po kolei. O czym rozmawialiście?
– Nie pamiętam już dokładnie, ale zapytałem Draco, co jeszcze mógłbym zrobić, żeby poczuł, że mi na nim zależy.
– Co odpowiedział?
– Poza tym, że mógłbym na niego nie krzyczeć, to dodał, że mógłbym go nie wyzywać od idiotów i jaśniej wyrażać to, co czuję.
– Uważasz, że masz problem z okazywaniem uczuć?
– Draco uważa, że mam.
Odgarnęła swoje blond włosy z twarzy i kontynuowała:
– Ja pytam, czy ty uważasz, że masz.
– Nie myślałem jeszcze o tym. Może mam, jeżeli Draco tak uważa.
– A wiesz, dlaczego tak uważa?
– Nie. Skąd miałbym wiedzieć? Nie siedzę w jego głowie.
– Nie mówił ci nic na ten temat?
– Nie. Myślę, że nie. Wspominał tylko, że mam problemy z okazywaniem uczuć.
~•~
Wróciłem do domu późno. Szedłem okrętną drogą i dopiero w tamtym momencie zrozumiałem, dlaczego Draco tak często wybierał tą dłuższą drogę.
Otworzyłem drzwi. Blondyna znalazłem w kuchni. Wtedy była jego kolej na gotowanie.
– Jak było? – zaczął, odrywając wzrok od garnka.
– Dobrze – odparłem.
– Zwykle jesteś bardziej gadatliwy.
– I? – zapytałem – Zwykle karzesz mi się zamknąć.
– Ja tylko zapytałem, jak minęło ci dzisiaj spotkanie i nie musisz na mnie od razu tak naskakiwać.
Wyłączył kuchenkę i oparł się o nią biodrem, po czym spojrzał na mnie.
– Wiesz co? Naprawdę męczą mnie już te kłótnie. Możemy przynajmniej raz obaj się zamknąć? – westchnąłem.
– Sam je zaczynasz, ale jak nalegasz...
– Ja zaczynam!? Ty siebie w ogóle słyszysz!?
W jego oczach pojawił się błysk, którego nie umiałem rozpoznać.
– Zaraz wrócę – mruknął.
Po tym minął mnie w przejściu. Chciałem złapać go za rękę, ale ją cofnął i przyspieszył kroku. Boże, co ja znowu powiedziałem nie tak!?
– Draco! – krzyknąłem, ruszając za nim.
– Zostaw mnie! – odparł, wbiegając po schodach.
Gdy stanąłem u podstawy schodów, zniknął za rogiem na piętrze. Ruszyłem za nim. Moment później trzasnął drzwiami od łazienki.
– Otworzysz? – zapukałem w drzwi łazienki.
– Spierdalaj! Nie chcę cię znać, rozumiesz!? Nienawidzę cię! NIENAWIDZĘ!!!
Czułem, jak coś się we mnie łamie. Nie chcę z nim już dłużej walczyć. Momentami nie mam już naprawdę siły się z nim kłócić.
– Draco, proszę! – kontynuowałem mimo wszystko.
– Nie waż się wypowiadać mojego imienia!
Po jego głosie słyszałem, że go zraniłem. W tamtym momencie chciałem go po prostu przeprosić, ale naprawdę nie umiałem. Coś w środku mnie mi na to nie pozwalało.
Oparłem czoło o drzwi i zakląłem cicho. Po drugiej stronie drzwi słyszałem jego drżący oddech.
Chciałem coś powiedzieć, ale naprawdę nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Teraz, gdy już mniej lub bardziej wiem, co się dzieje w jego wnętrzu, to naprawdę chcę mu pomóc.
Problem polega na tym, że ja nie wiem jak mu pomóc i nie umiem mu pomóc. Tak bardzo chciałbym umieć mu pomóc.
– Draco, proszę, otwórz – powiedziałem cicho.
– Dlaczego miałbym to zrobić? – odparł po dłuższej przerwie.
– Bo się martwię.
Czekałem na jego odpowiedź, na jakąkolwiek jego reakcję. Moje serce waliło. Jednak po drugiej stronie drzwi było tylko milczenie.
Gdy już zamierzałem się poddać i odejść, drzwi się otworzyły. Stał w progu. Jego policzki były czerwone i oczy nadal mokre.
– Boże, Draco... – podszedłem do niego.
Stał i patrzył na mnie. Nie uśmiechał się. Wzrok miał ponury. Byliśmy niecały jard od siebie.
Nie wiedziałem, co mam powiedzieć ani co zrobić. Cisza stała się ciężka.
– Zamierzasz coś zrobić? – zapytał bez emocji.
– Nie wiem, co mam zrobić – odparłem ze spuszczoną głową.
Westchnął. Po chwili poczułem jego oddech na swoim policzku. Nie miałem odwagi, żeby podnieść głowę i spojrzeć na niego. Nie po tym, jak go zraniłem.
– Nie ruszaj się. – mruknął.
Nie poruszyłem się. Przysunął się do mnie i objął mnie ramionami w talii. Zadrżał.
Chciałem oddać uścisk, ale kazał mi się nie ruszać, więc się nie poruszyłem. Było to dla mnie trudne, ale wolałem go już nie dobijać.
Usłyszałem, że płacze. Nie miałem pojęcia, co mam zrobić i głupio było mi tam po prostu stać i nic nie robić.
– Uhm... Draco?
– Co? – odparł, nie patrząc na mnie i nadal mnie przytulając.
– Mogę... – chwila przerwy – Mogę ci jakoś pomóc?
– Przytul mnie i nic nie mów, i się nie ruszaj.
Bez wahania położyłem swoje dłonie na jego plecach. Wzdrygnął się.
– Wszystko w porządku?
– Tak, po prostu... Zbyt nagle.
Mocniej go do siebie przycisnąłem i po chwili on też mocniej mnie przytulił. Drżał i słyszałem, że płacze cicho. Pozwoliłem mu płakać.
CZYTASZ
𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚
FanfictionCo, gdyby Draco i Harry chodzili do psychologa? I gdyby ich związek wisiał na włosku? Czyli powojenne drarry, gdzie Draco i Harry są już razem, ale niesamowicie się im nie układa. Draco podjął wielki krok - zaczął chodzić do psychologa, żeby zmienić...
