Chapter 41.

240 20 5
                                        

Harry's POV

Rano, jak się obudziłem, Draco nie było już w pokoju. Zszedłem na dół. Robił śniadanie. Przeniósł na mnie swój wzrok na moment, kiedy wszedłem do kuchni.

– Spałeś cokolwiek? – zacząłem – Nie wyglądasz zbyt dobrze.

– Tak, kilka godzin – odparł – A ty?

– Też tylko kilka godzin.

– Widzę. Chcesz kawę?

– Głupie pytanie.

Wyjął drugą filiżankę z szafki i postawił ją na blacie. Nasypał do niej dwie łyżeczki kawy. Podszedł do mnie i przebiegł dłonią po moich włosach.

– Chciałbym, żeby między nami było dobrze.

– Ja też – mruknąłem i zaraz dodałem: – I postaram się zrobić, co mogę, żeby tak było.

– Nie zostawiłem cię dlatego, że widzę, że ci na mnie zależy. Zawsze, jak się kłóciliśmy, to widziałem tą jedną iskierkę w twoich oczach, która pokazywała, jak bardzo ci zależy.

– A gdyby przestało mi zależeć?

– Sugerujesz coś? – zapytał.

– Nie, po prostu jestem ciekawy, co byś zrobił.

– Wtedy bym się poddał. Nie rozumiem, dlaczego mam walczyć o kogoś, komu na mnie nie zależy.

– Zależy ci na mnie?

– Nie widzisz?

Uśmiechał się delikatnie i patrzył mi prosto w oczy. Widziałem, że mu zależy, ale wolałem usłyszeć to od niego.

– Widzę, ale chcę to usłyszeć od ciebie.

– Zależy mi. Naprawdę. Ale czasem już nie mam siły, żeby się z tobą kłócić.

Woda się zagotowała. Wyłączył kuchenkę i zalał kawy. Jak zawsze wziął inną filiżankę i nalał mleka do połowy naczynia. Przelał ciecz do swojej kawy. Do tego dosypał dwie łyżeczki cukru.

~•~

Napisałem rano do Neville'a, że Draco wrócił, na co odpowiedział, że blondyn może zostać w domu. Widzę, że Neville'owi też zależy na Draco.

Kiedyś byli wrogami, a teraz myślę, że można ich nazwać przyjaciółmi. To niesamowite, jak bardzo się zmienili.

Cały dzień męczyła mnie jedna myśl – czy Draco nic sobie nie zrobił. Wiedziałem, że może nie chcieć o tym rozmawiać, ale pytanie za bardzo mnie męczyło.

W końcu koło trzeciej po południu znalazłem go w sypialni. Czytał książkę. Odłożył ją na szafkę, jak wszedłem. Przeniósł wzrok na mnie. Za moment usiadłem obok niego na łóżku.

– Chciałeś czegoś konkretnego? – zaczął.

– Tak, ale boję się, że znowu się pokłócimy.

– Dobra, mów, o co chodzi.

– Chciałem zapytać, czy nic sobie nie zrobiłeś, jak cię tu nie było.

Westchnął, odwróciwszy wzrok na swoje kolana. Po tym z powrotem na mnie spojrzał.

– Chciałem – odparł w końcu.

– I? – ciągnąłem.

– Naprawdę nie czuję się komfortowo, kiedy mnie o to pytasz. Rozumiem, że się o mnie martwisz, ale naprawdę nie czuję się z tym dobrze.

– Dlaczego? – Zdziwiłem się.

– Zawsze boję się, że będziesz na mnie zły, jak ci powiem, że jednak sobie coś zrobiłem. I ja wiem, że nie będziesz zły, ale to siedzi gdzieś głęboko we mnie.

– Ale wiesz, że nic ci nie zrobię z tego powodu, prawda?

– Tak, ale to nadal jest gdzieś we mnie. Trudno jest zmienić stare przyzwyczajenia.

– Wiem – odpowiedziałem.

Zapadła niekomfortowa cisza. Nie patrzył na mnie ani ja na niego. Naprawdę chciałem wiedzieć, czy nic sobie nie zrobił, ale czułem, że nie powinienem ciągnąć tego tematu.

– Nie jestem gotowy teraz z tobą o tym rozmawiać – powiedział w końcu – i nie wiem, kiedy będę gotowy. Wolałbym, żebyś nie wiedział, czy coś sobie zrobiłem.

– Ale... – zacząłem.

– Wiem, że nie będziesz zły, ale mam wrażenie, że martwisz się za bardzo. Traktujesz mnie czasem jak jajko – ciągle tylko nade mną skaczesz i czuję się ograniczony.

Zapadła cisza. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że swoim zamartwianiem się o niego tylko sprawię, że poczuje się jeszcze gorzej.

– I to właśnie dlatego tak mocno zareagowałem wczoraj rano – czułem się zbyt ograniczony. Nienawidzę, jak ktoś mówi mi, co mam robić.

– Ja... Nie miałem pojęcia.

– Wiem. Skąd niby miałeś mieć? Przecież ledwo rozmawiamy. I dlatego moja reakcja wydaje mi się cholernie głupia. Wiedziałem, że nie wiesz o tej jednej rzeczy, a i tak miałem do ciebie o to problem. To głupie.

– Nie. Ja cię posądzałem kiedyś o zdradę.

– To co innego. Tobie chodzi o zaufanie, a mi chodzi o brak informacji.

– Nie rozumiem – stwierdziłem.

– Chodzi o to, że ty mi nie ufałeś, że cię nie zdradzę, a ja miałem do ciebie problem o to, czego wiedzieć nie mogłeś.

– Mogłem się domyślić! To moja wina i...

– Przepraszam, ale nie mam siły tego słuchać, kiedy sam ledwo sobie radzę.

Wstał, obszedł łóżko i zaczął iść do wyjścia z pokoju.

– Czekaj! – krzyknąłem, jak był w progu.

Zatrzymał się i odwrócił się w moją stronę, po czym powiedział:

– Nie traktuj mnie jak jajka. Nic sobie nie zrobię.

Wyszedł z pokoju. Natychmiast wstałem i ruszyłem za nim.

– Obiecujesz? – zapytałem, kiedy stał w progu drzwi do łazienki.

– Nie mogę, ale teraz nic sobie nie zrobię. Po prostu muszę posiedzieć chwilę sam.

– Kiedyś psycholożka powiedziała mi, że nie mogę mierzyć się z problemem sam. Chyba miała rację, więc... Może... Porozmawiajmy? Bo nie chcę, żebyś ty się mierzył z tym sam.

– Dzięki – Uśmiechnął się słabo i dodał: – ale w tej chwili potrzebuję zostać sam. Wrócę za kilka minut.

Zniknął w łazience. Naprawdę bałem się, że coś sobie zrobi, ale uświadomił mi, że nie mogę tak wokół niego skakać i dmuchać na zimne. Dobra, może nie na zimne, ale na pewno nie na gorące. Widzę, że już jest o wiele spokojniejszy niż był kiedyś i istnieje mała szansa, że się nie zrani.

𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz