Draco's POV
Tego dnia znowu było niesamowicie gorąco, a ja znowu musiałem użyć kosmetyków Luny, żeby jakoś przeżyć. Oczywiście Neville już od mojego pojawienia się w pracy posyłał mi bardzo podejrzliwe spojrzenia. Czułem się źle z tym, że go okłamywałem, ale też nie wiedziałem, jak mam powiedzieć mu prawdę.
Stałem na kasie i czułem jego wzrok na moich przedramionach. Miałem koszulę z krótkim rękawem i nawet klimatyzacja ledwo cokolwiek pomagała. Czułem, jak podkład zaczyna roztapiać się na moich rękach, a klient był niewiarygodnie wybredny co do bukietu i modliłem się, żeby tylko już poszedł.
W końcu klient wyszedł i natychmiast ruszyłem na zaplecze do łazienki. Trzęsły mi się ręce. Nie mogłem tego dalej ciągnąć, ale nie chciałem, żeby mój współpracownik, a zarazem przyjaciel, dowiedział się o moim problemie.
Przekręciłem zamek w drzwiach, modląc się, żeby tylko Longbottom nie przyszedł i nie pytał mnie, dlaczego się tak zachowuję. Cały czas mialem wrażenie, że podkład nie zakrywa moich blizn idealnie i mimo wszystko mężczyzna może je zobaczyć.
– Wszystko w porządku? – Zapukał w drzwi od łazienki.
– T-tak! Zaraz wyjdę! – krzyknąłem, ale głos mi drżał i wiedziałem, że nie dał się nabrać na moje kłamstwo.
Nie zapukał drugi raz. Poprawiłem makijaż na przedramionach i z drżącym oddechem przekręciłem zamek, i wyszedłem z toalety.
Stał na kasie, a ja jeszcze chwilę spędziłem na zapleczu, przestawiając i porządkując doniczki z roślinami. Wkrótce podszedł do mnie.
– Coś się dzieje – stwierdził.
– Dobra. – Odwróciłem się w jego stronę. – Dzieje się, masz rację. Możemy do tego wrócić wieczorem? Moglibyście przyjść z Luną po obiedzie i wszystko z Harrym wam wyjaśnimy.
Widziałem wahanie na jego twarzy. Wahanie i niepokój.
– Twoje zachowanie naprawdę mnie niepokoi. Jesteś pewien, że to może poczekać?
– Tak. – Niemal wycedziłem. – Przyjdźcie wieczorem i, błagam, nie patrz mi więcej na przedramiona.
Miał zmarszczone brwi i zaciskał wargi. Nie przekonałem go. Chciałem zakląć, ale wiedziałem, że nie mogę.
– Dobra, jak chcesz – mruknął i wrócił na kasę.
~•~
Wróciłem do domu jak zwykle koło obiadu. Harry był w kuchni i mieszał warzywa na patelni. Miał na sobie bluzę. Podszedłem do niego. Odłożył łopatkę na blat i odwrócił się w moją stronę. Dałem mu buziaka w kącik ust.
– Jak było? – zacząłem.
– Nie najgorzej – odparł. – A u ciebie?
– Koszmar. Neville znowu cały czas patrzył mi na ręce, aż w końcu zażądał wyjaśnień co do mojego zachowania i powiedziałem mu, żeby przyszedł z Luną po obiedzie do nas, to im wyjaśnimy.
– Średnio mi się to podoba – oznajmił.
– Wiem i mi też się to nie podoba, ale on nie odpuści. Wiesz, jacy są Gryfoni. Nie odpuści, aż mu wszystko wyjaśnimy.
– No dobra... – westchnął zrezygnowany.
Skończył mieszać warzywa i wyłączył kuchenkę. Wyjąłem talerze i niedługo potem zasiedliśmy do obiadu.
~•~
– Możemy im nie mówić o mnie? – zapytał.
Neville i Luna mieli się zjawić w każdej chwili, a my nadal nie ustaliliśmy, co im powiemy, a czego nie.
– Możemy – odparłem – ale będą pytać, dlaczego masz na sobie bluzę, kiedy jest aż tak gorąco.
– Ty też masz bluzę.
– Dobra, masz mnie. O mnie musimy im powiedzieć, bo tego nie da się uniknąć. Będą pytać, po co nam były te damskie kosmetyki i dlaczego byłem aż tak nerwowy w pracy. Boże, aż mi się odechciewa wszystkiego, jak o tym myślę.
– Mi też – przyznał – ale nie odpuszczą.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć, zasuwając rękawy. Było cholernie gorąco, a ja i Harry musieliśmy nosić bluzy, żeby nikt się nie zorientował.
Neville i Luna weszli do środka. Kobieta przytuliła mnie krótko na powitanie i przeszliśmy do salonu, gdzie przy stole siedział Harry. Na blacie postawiliśmy wcześniej ciastka i dzbanek z herbatą cytrynową. Zajęliśmy miejsca przy stole.
– Co u was słychać? – zaczął mężczyzna.
Spojrzałem na Harry'ego, a on na mnie. W końcu to ja zacząłem:
– Raz na wozie, raz pod wozem. Wiesz, jakoś leci – odparłem. – A u was?
– Tak samo chyba – powiedziała Luna, nalewając sobie herbaty.
Zerkałem co chwilę na mojego narzeczonego i widziałem, że bawi się paznokciami oraz unika kontaktu wzrokowego. Był niespokojny, ale ja też byłem, tylko starałem się to ukrywać.
Przez chwilę nikt nic nie mówił. Patrzyłem, jak kobieta odstawia dzbanek z herbatą na jego poprzednie miejsce.
– Harry, wszystko w porządku? – zapytał Longbottom w końcu z zaniepokojeniem.
Harry pokiwał głową, zapewniając go, że wszystko w porządku.
– Dobra, obaj ostatnio się dziwnie zachowujecie i przepraszam, że tak prosto z mostu, ale... Co się u was dzieje? – zapytał.
– To... Skomplikowana sprawa – odparłem.
– Nie chcę na was naciskać, ale...
– Neville, i tak prędzej czy później musielibyśmy wam powiedzieć. Obawiam się, że nie jesteśmy w stanie już dłużej tego przed wami ukrywać.
Oboje spojrzeli na nas zaniepokojeni. Ja natomiast spojrzałem na Harry'ego, ale on wbijał wzrok w swoje kolana. Westchnąłem ciężko, bo czułem, że zarówno Neville, jak i Luna oczekują ode mnie odpowiedzi. Słowa wydawały się być niewiarygodnie ciężkie i trudne do wypowiedzenia, ale musiałem w końcu je powiedzieć. Nie miałem już wyjścia.
– Ja... Samookaleczam się. – W końcu wydusiłem z siebie.
CZYTASZ
𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚
FanfictionCo, gdyby Draco i Harry chodzili do psychologa? I gdyby ich związek wisiał na włosku? Czyli powojenne drarry, gdzie Draco i Harry są już razem, ale niesamowicie się im nie układa. Draco podjął wielki krok - zaczął chodzić do psychologa, żeby zmienić...
