Chapter 77.

143 14 2
                                        

Draco's POV

Tego dnia znowu było niesamowicie gorąco, a ja znowu musiałem użyć kosmetyków Luny, żeby jakoś przeżyć. Oczywiście Neville już od mojego pojawienia się w pracy posyłał mi bardzo podejrzliwe spojrzenia. Czułem się źle z tym, że go okłamywałem, ale też nie wiedziałem, jak mam powiedzieć mu prawdę.

Stałem na kasie i czułem jego wzrok na moich przedramionach. Miałem koszulę z krótkim rękawem i nawet klimatyzacja ledwo cokolwiek pomagała. Czułem, jak podkład zaczyna roztapiać się na moich rękach, a klient był niewiarygodnie wybredny co do bukietu i modliłem się, żeby tylko już poszedł.

W końcu klient wyszedł i natychmiast ruszyłem na zaplecze do łazienki. Trzęsły mi się ręce. Nie mogłem tego dalej ciągnąć, ale nie chciałem, żeby mój współpracownik, a zarazem przyjaciel, dowiedział się o moim problemie.

Przekręciłem zamek w drzwiach, modląc się, żeby tylko Longbottom nie przyszedł i nie pytał mnie, dlaczego się tak zachowuję. Cały czas mialem wrażenie, że podkład nie zakrywa moich blizn idealnie i mimo wszystko mężczyzna może je zobaczyć.

– Wszystko w porządku? – Zapukał w drzwi od łazienki.

– T-tak! Zaraz wyjdę! – krzyknąłem, ale głos mi drżał i wiedziałem, że nie dał się nabrać na moje kłamstwo.

Nie zapukał drugi raz. Poprawiłem makijaż na przedramionach i z drżącym oddechem przekręciłem zamek, i wyszedłem z toalety.

Stał na kasie, a ja jeszcze chwilę spędziłem na zapleczu, przestawiając i porządkując doniczki z roślinami. Wkrótce podszedł do mnie.

– Coś się dzieje – stwierdził.

– Dobra. – Odwróciłem się w jego stronę. – Dzieje się, masz rację. Możemy do tego wrócić wieczorem? Moglibyście przyjść z Luną po obiedzie i wszystko z Harrym wam wyjaśnimy.

Widziałem wahanie na jego twarzy. Wahanie i niepokój.

– Twoje zachowanie naprawdę mnie niepokoi. Jesteś pewien, że to może poczekać?

– Tak. – Niemal wycedziłem. – Przyjdźcie wieczorem i, błagam, nie patrz mi więcej na przedramiona.

Miał zmarszczone brwi i zaciskał wargi. Nie przekonałem go. Chciałem zakląć, ale wiedziałem, że nie mogę.

– Dobra, jak chcesz – mruknął i wrócił na kasę.

~•~

Wróciłem do domu jak zwykle koło obiadu. Harry był w kuchni i mieszał warzywa na patelni. Miał na sobie bluzę. Podszedłem do niego. Odłożył łopatkę na blat i odwrócił się w moją stronę. Dałem mu buziaka w kącik ust.

– Jak było? – zacząłem.

– Nie najgorzej – odparł. – A u ciebie?

– Koszmar. Neville znowu cały czas patrzył mi na ręce, aż w końcu zażądał wyjaśnień co do mojego zachowania i powiedziałem mu, żeby przyszedł z Luną po obiedzie do nas, to im wyjaśnimy.

– Średnio mi się to podoba – oznajmił.

– Wiem i mi też się to nie podoba, ale on nie odpuści. Wiesz, jacy są Gryfoni. Nie odpuści, aż mu wszystko wyjaśnimy.

– No dobra... – westchnął zrezygnowany.

Skończył mieszać warzywa i wyłączył kuchenkę. Wyjąłem talerze i niedługo potem zasiedliśmy do obiadu.

~•~

– Możemy im nie mówić o mnie? – zapytał.

Neville i Luna mieli się zjawić w każdej chwili, a my nadal nie ustaliliśmy, co im powiemy, a czego nie.

– Możemy – odparłem – ale będą pytać, dlaczego masz na sobie bluzę, kiedy jest aż tak gorąco.

– Ty też masz bluzę.

– Dobra, masz mnie. O mnie musimy im powiedzieć, bo tego nie da się uniknąć. Będą pytać, po co nam były te damskie kosmetyki i dlaczego byłem aż tak nerwowy w pracy. Boże, aż mi się odechciewa wszystkiego, jak o tym myślę.

– Mi też – przyznał – ale nie odpuszczą.

Rozległ się dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć, zasuwając rękawy. Było cholernie gorąco, a ja i Harry musieliśmy nosić bluzy, żeby nikt się nie zorientował.

Neville i Luna weszli do środka. Kobieta przytuliła mnie krótko na powitanie i przeszliśmy do salonu, gdzie przy stole siedział Harry. Na blacie postawiliśmy wcześniej ciastka i dzbanek z herbatą cytrynową. Zajęliśmy miejsca przy stole.

– Co u was słychać? – zaczął mężczyzna.

Spojrzałem na Harry'ego, a on na mnie. W końcu to ja zacząłem:

– Raz na wozie, raz pod wozem. Wiesz, jakoś leci – odparłem. – A u was?

– Tak samo chyba – powiedziała Luna, nalewając sobie herbaty.

Zerkałem co chwilę na mojego narzeczonego i widziałem, że bawi się paznokciami oraz unika kontaktu wzrokowego. Był niespokojny, ale ja też byłem, tylko starałem się to ukrywać.

Przez chwilę nikt nic nie mówił. Patrzyłem, jak kobieta odstawia dzbanek z herbatą na jego poprzednie miejsce.

– Harry, wszystko w porządku? – zapytał Longbottom w końcu z zaniepokojeniem.

Harry pokiwał głową, zapewniając go, że wszystko w porządku.

– Dobra, obaj ostatnio się dziwnie zachowujecie i przepraszam, że tak prosto z mostu, ale... Co się u was dzieje? – zapytał.

– To... Skomplikowana sprawa – odparłem.

– Nie chcę na was naciskać, ale...

– Neville, i tak prędzej czy później musielibyśmy wam powiedzieć. Obawiam się, że nie jesteśmy w stanie już dłużej tego przed wami ukrywać.

Oboje spojrzeli na nas zaniepokojeni. Ja natomiast spojrzałem na Harry'ego, ale on wbijał wzrok w swoje kolana. Westchnąłem ciężko, bo czułem, że zarówno Neville, jak i Luna oczekują ode mnie odpowiedzi. Słowa wydawały się być niewiarygodnie ciężkie i trudne do wypowiedzenia, ale musiałem w końcu je powiedzieć. Nie miałem już wyjścia.

– Ja... Samookaleczam się. – W końcu wydusiłem z siebie.

𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz