Maraton 3/4
Draco's POV
– Nie, ale serio. – Przesunął palec. – To zajmie tak długo?
– Serio. Mówię ci przecież z własnego doświadczenia. Nie znam nikogo innego, kto by to robił oprócz ciebie. Oczywiście to też zależy, jak szybko zachodzą zmiany w twojej skórze i jak dużą twoja skóra ma skłonność do tego, że zostają na niej blizny. Przynajmniej w moim przypadku to zajęło około półtora roku.
– Czekaj, wszedłeś w związek ze mną i nie powiedziałeś mi, że się tniesz?!
– No... – Znowu przesunąłem palec. – Przepraszam, ale bałem się, jak zareagujesz i byłeś dosyć... Impulsywny pod względem zachowania i no... Bałem się.
– Ale teraz byś mi powiedział, jakbyś znalazł inny destrukcyjny mechanizm?
– Pewnie tak, ale nie chciałbym cię martwić. Sam byś się dowiedział raczej szybciej niż później, bo teraz poświęcamy sobie więcej uwagi niż kiedyś.
Przesunął swój palec w stronę mojej kostki, tym samym dotykając wielu innych, drobniejszych blizn i też tych odrobinę bardziej widocznych. Patrzyłem, co robi. Dotknął wypukłości na mojej kostce i zapytał:
– Było w porządku?
– Było w porządku. A z tobą było okej?
– Tak – odpowiedział. – Nie zabiłeś mnie i nie nakrzyczałeś na mnie, więc chyba serio musisz mi ufać do tego stopnia.
– A jak sobie wyobrażasz to, że miałbym na ciebie nakrzyczeć za to, że dotykasz moich blizn, jak sam ci pozwoliłem ich dotknąć?
Mimo to uśmiechnąłem się delikatnie i czułem, że mężczyzna obok także się uśmiechnął na moment. Poruszył palcem w poprzek mojej kostki.
– Chyba jakoś tego nie widzę – odparł.
– Sam widzisz. Nie wiem, czy umiałbym na ciebie za to nakrzyczeć. Może bym cię złapał za dłoń i powiedział, żebyś przestał, ale nie wyobrażam sobie, że miałbym na ciebie za to nakrzyczeć.
– I naprawdę mogę ich dotykać?
Sięgnąłem po jego dłoń i położyłem ją płasko na swojej nodze, gdzie miałem najwięcej blizn.
– Naprawdę możesz – powiedziałem cicho ale pewnie. – Jest okej?
– Mogę zabrać dłoń?
– Jak nie czujesz się z tym dobrze, to zabieraj i nie pytaj. Nie chcę cię przecież zmuszać, żebyś mnie tam dotykał, bo to bez sensu.
Zabrał dłoń i zatrzymał palec wskazujący na kilka centymetrów nad moją skórą w połowie odległości pomiędzy kostką a połową łydki. Zbliżył go do mojej nogi i ostrożnie dotknął jednej z bardziej widocznych blizn. Przesunął palec wzdłuż niej i z powrotem.
– Opowiesz o tej? – zapytał trochę nieśmiało.
– Nie i nie dlatego, że nie chcę, ale dlatego, że najzwyczajniej na świecie nie pamiętam, skąd dokładnie się wzięła. Nie pamiętam, czym ją zrobiłem ani dlaczego ją zrobiłem i czy coś przy tym czułem. Wiesz, pamiętanie każdej blizny jest niemożliwe. Nie pamiętam historii stanowczej większości z nich.
– Och, okej... W sumie to się nie dziwię, jak masz ich tak dużo. Ja sam już nie do końca pamiętam swoje, a przecież zacząłem dość niedawno i mam ich bardzo mało w porównaniu do ciebie.
– Harry, proszę. Błagam cię, nie porównuj swoich blizn do blizn kogokolwiek innego, nawet moich.
– Dlaczego? – Zdziwił się, ale nadal trzymał palec w miejscu.
– Bo to nie jest zdrowe. Każda blizna jest inna i każdy jest inny. Ilość i, nazwijmy to, widoczność blizn wcale nie pokazuje, co się stało, że ta osoba to zrobiła ani czy to coś znaczy dla tej osoby. Naprawdę, to po prostu nie jest zdrowe i może cię jeszcze bardziej zniszczyć. To, że ja mam bardzo dużo blizn i je w pełni akceptuję, wcale nie oznacza, że ty, mając tyle samo, też będziesz akceptować swoje w takim stopniu, jak ja to robię. Możesz mieć kilka i je w pełni akceptować, a ktoś inny może mieć, jak ja, całe ciało w nich i wcale ich nie akceptować albo akceptować je mniej.
Milczał. Przesunął palec na zbiór kilku mniej widocznych i przesuwał po nich swój palec ostrożnie.
– Błagam cię z całego serca, nigdy nie porównuj swoich blizn ani ran do czyichś innych – dodałem.
– Te pamiętasz? – Poruszył palcem po bliznach znalezionych chwilę wcześniej.
– Nie, ale dzięki, że pytasz. To dużo dla mnie znaczy, serio. Jak mówiłem, nie pamiętam jakichś dziewięćdziesięciu pięciu procent z nich, tak szczerze. Nie wyobrażam sobie, że miałbym pamiętać każdą z nich.
Przesunął palec o kilka centymetrów w dół i znalazł następny zbiór drobniejszych blizn. Dotykał tych blizn i przesuwał po nich palcem ostrożnie i powoli. Oglądał je tak, jak ja.
– Takie będziesz mieć po kilku tygodniach z tych, powiedzmy, płytkich ran, które masz na przedramieniu. Tych cienkich ran w sensie, których masz najwięcej.
– Po kilku tygodniach czyli ilu? – zapytał.
– Nie wiem. Jak mówiłem, to dużo zależy od twojej skóry. W moim przypadku to zajęło do dwóch miesięcy.
– Ale przecież moje mają nie więcej niż miesiąc, a już wyglądają podobnie...
– I przez jeszcze nawet pół roku lub nawet dłużej mogą takie pozostać. Serio, mam trochę takich cienkich blizn jak te, które wskazujesz, a które są tu już ponad rok i nadal są w mniej więcej takim samym stanie.
– Czyli ile zostaną? Tak mniej więcej.
Westchnąłem i przesunąłem swój palec bliżej jego palca. Też znalazłem ten sam zbiór blizn.
– Harry, nie wiem. Każdy jest inny i naprawdę nie jestem w stanie ci powiedzieć i po drugie błagam cię, nie porównuj swoich ran i blizn do tych kogoś innego, nawet do moich. Proszę.
– No dobra, tylko się pytam. Wiem, że mi mogą zostać dłużej lub krócej niż tobie, ale tak tylko orientacyjnie pytam.
Dotknąłem jego palca i zaraz złapałem go za dłoń. Jego ręka była ciepła i znajoma.
CZYTASZ
𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚
FanfictionCo, gdyby Draco i Harry chodzili do psychologa? I gdyby ich związek wisiał na włosku? Czyli powojenne drarry, gdzie Draco i Harry są już razem, ale niesamowicie się im nie układa. Draco podjął wielki krok - zaczął chodzić do psychologa, żeby zmienić...
