Chapter 31.

270 19 3
                                        

Draco's POV

Znowu wyszedłem z pracy późno, bo znowu musiałem zostać i zamknąć. Oczywiście znowu nic nie jadłem od rana, bo nie wziąłem ze sobą lunchu.

Chciałem wrócić okrętną drogą, żeby przemyśleć dzisiejszy dzień i się uspokoić, ale jak tylko zamierzałem skręcić w tą dłuższą uliczkę, poczułem wibracje telefonu w kieszeni.

Wyjąłem komórkę z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz.

– Cholera – zakląłem cicho.

To Harry dzwonił. Już mu mówiłem, że nie musi się tak o mnie martwić, ale on dalej bardzo źle znosi czas, gdy zostaje całkiem sam.

Skręciłem w tą krótszą drogę, żeby się nie martwił. Nie odebrałem połączenia mimo to, ale przyspieszyłem kroku.

~•~

W domu pojawiłem się dość późno i jak tylko otworzyłem drzwi, Harry stał już w przedpokoju. Patrzył na mnie.

– Gdzie byłeś? – zaczął.

– W pracy. A gdzie miałem być?

– Na przykład u kochanka.

– Co ci znowu strzeliło do głowy!?

Zdjąłem płaszcz i powiesiłem go na wieszaku. Patrzył na mnie.

– Harry, naprawdę cię z nikim nie zdradzam. Po prostu musiałem zostać i zamknąć.

– I tyle ci to zajęło?

– Tak. Jutro też będę zamykał, więc możesz przyjść koło szesnastej, jak mi nie wierzysz.

– Przyjdę – oznajmił.

Mierzył mnie przez chwilę morderczym spojrzeniem, zanim powiedział:

– Chodź, zjesz coś.

~•~

Następnego dnia do kwiaciarni koło szesnastej przyszedł Harry. Wiedziałem, że jest uparty i ma mniejsze lub większe problemy z zaufaniem, ale nie sądziłem, że naprawdę przyjdzie.

Spojrzałem na drzwi, jak usłyszałem dzwonek. Brunet rozejrzał się, zanim po chwili zobaczył mnie schowanego za niemal murem kwiatów stojących po bokach lady.

Uśmiechnął się lekko. Podszedł do mnie i stanął przed ladą, naprzeciw mnie.

– Hej – zaczął.

– Hej – odparłem.

Patrzył na mnie uważnie, skanując każdy kawałek mojej twarzy wzrokiem.

– Przyszedłeś – oznajmiłem.

– Tak. Muszę wiedzieć, czy mnie z nikim nie zdradzasz. – Mimo to na jego twarzy gościł uśmiech.

– Harry, naprawdę nie byłbym w stanie i to nie jest czas ani miejsce na takie rozmowy.

Usłyszałem kroki dobiegające z zaplecza i po chwili obok mnie pojawił się Longbottom.

– Harry! – krzyknął.

– Neville! – odparł drugi.

Longbottom wyszedł zza lady i po chwili on i Harry byli już w swoich objęciach. Cieszyłem się, że Harry się cieszy.

Gdy się od siebie oderwali, Neville powiedział, śmiejąc się lekko:

– Dobra, ja się już będę zbierał. Luna na mnie czeka.

– Nie wiedziałem, że jesteś z Luną.

– Och, jesteśmy tylko przyjaciółmi.

– Neville, dobrze wiesz, że wiem, że coś do niej czujesz.

– Wiem, po prostu... Nie jestem jeszcze gotowy, żeby jej to powiedzieć.

– Spróbuj. – zachęcił go mój chłopak.

– Spróbuję – odparł drugi.

– Neville, naprawdę nie musisz, jeżeli nie jesteś gotowy – powiedziałem.

– Wiem, ale też nie mogę tego już dłużej trzymać w sobie, chociaż czuję, że to jeszcze nie ten moment.

Longbottom jeszcze raz przytulił Harry'ego, a potem podał mi dłoń i wyszedł. Harry spojrzał na mnie i uśmiechnął się.

Wyszedłem zza lady i podszedłem do drzwi, po czym przekręciłem wiszącą na nich tabliczkę z "otwarte" na "zamknięte" i zamknąłem drzwi na klucz, żeby na pewno nikt tutaj nie wszedł.

Potter nadal na mnie patrzył, ale szeroki uśmiech zniknął z jego twarzy. Westchnąłem głęboko.

– Nadal mi nie wierzysz, że zamykam?

– Nie – odpowiedział.

– Harry, musisz mi zaufać. Inaczej nie zbudujemy dobrego związku, a przynajmniej Smith tak twierdzi. Musimy ufać sobie nawzajem.

– Okej? – zmieszał się.

– Dobra, co powiedziałem źle?

– Dobrze wiesz, że mam problemy z zaufaniem i byłbym wdzięczny, gdybyś nie wymagał ode mnie jak na razie za dużo w tej kwestii.

– Harry, staram się, ale musisz mi po prostu zaufać, że cię nie zdradzę.

Rozejrzał się, zanim kontynuował:

– Skąd mogę mieć pewność, że mnie nie zdradzisz?

– Bo kocham tylko ciebie.

– To się może zmienić.

– Tak, ale poinformował bym cię od razu, gdybym zaczął czuć do ciebie coś innego.

– Wiesz, nie powiedziałeś mi, że czułeś się źle. Jak mam ci po tym zaufać?

Westchnąłem głęboko i minąłem go, po czym zniknąłem na zapleczu. Po chwili wróciłem ze szczotką.

– Jak wyobrażasz sobie to, że miałbym ci o tym powiedzieć? Po prostu przyjść i powiedzieć "hej, czuję się źle"?

– Tak – odpowiedział.

– Jak miałem to zrobić, kiedy ty zawsze zaczynałeś awanturę i potem musiałem uciekać do łazienki? Przykro mi, ale to też twoja wina – powiedziałem, zaczynając zamiatać podłogę.

– To skąd miałem wiedzieć, że czułeś się źle!? – prychnął.

Nie patrzyłem na niego, ale na podłogę, którą zamiatałem.

– Potter, to oczywiste. Uciekałem do łazienki, nie mogłem znieść kłótni i zawsze wracałem do domu okrętną drogą. Do tego zawsze ukrywałem przed tobą rany i nie pozwalałem ci ze mną spać. Nadal nie wiesz?

Szok pojawił się na jego twarzy. Zaraz z powrotem odwróciłem wzrok na podłogę, którą zamiatałem.

– Nie jestem głupi i wiedziałem, że coś jest nie tak, ale bałem się ciebie o to zapytać – powiedział, kiedy cisza stała się już mocno niezręczna.

– Następnym razem po prostu pytaj.

– Ale... – zaczął.

– Ale? – znowu zniknąłem na zapleczu i po chwili wróciłem – Najwyżej powiem ci, że jeszcze nie jestem gotowy o tym rozmawiać.

Zacząłem przestawiać kwiaty tak, żeby wszystko było już gotowe na następny dzień.

– Pomożesz mi? – zapytałem.

– Co mam zrobić? – odparł.

– Weź tamte kwiaty – wskazałem palcem jeden stolik, a po chwili drugi po innej stronie lokalu – i przenieś je tam.

Zabrał się do roboty po chwili. Ja też kontynuowałem przestawianie roślin. Resztę wieczoru spędziliśmy w prawie całkowitej ciszy.

𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz