Draco's POV
Wracałem z pracy do domu i miałem złe przeczucie. Czułem, że coś jest nie tak. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Harry'ego nie było na dole, co uznałem za bardzo dziwne.
Znalazłem go na górze w sypialni. Siedział na łóżku. Moja szuflada była otwarta. Kurwa. Już chciałem się wycofać, ale podniósł głowę i zauważył mnie.
Ledwo udało mi się uciec do łazienki. Stanął tuż za zamkniętymi drzwiami i nacisnął klamkę. Odsunąłem się od drzwi.
– Draco? – zapytał i słyszałem, że jest trochę spanikowany.
Mój oddech był szybki i serce waliło. Tak bardzo nie chciałem, żeby grzebał mi w szufladzie. Jak mogłem nie przewidzieć tego, że po zaklęciu moje bariery okażą się nieskuteczne i że będzie chciał mi tam grzebać?
– Draco, do cholery! – krzyknął.
Chciałem powiedzieć mu, żeby przestał na mnie krzyczeć, ale bałem się, że powie mi, żebym się zamknął tak, jak robił to kiedyś. Milczałem.
– Boże, proszę! Wyjdź stamtąd!
Bardzo boję się krzyków. Może "boję" to złe określenie. Po prostu nie lubię tego, co we mnie wywołują.
Zamilkł. Nawet nie słyszałem jego oddechu zza drzwi. Bałem się, że wpadnie na jakiś głupi pomysł, ale też bałem się, że znowu będzie kazał mi się zamknąć, jak wyjdę. To drugie było silniejsze.
Usiadłem na podłodze i ukryłem twarz w dłoniach. Bardzo się bałem, że zrobi coś głupiego, ale nie mogłem się ruszyć.
– Draco? – przerwał ciszę i jego głos był cichy.
Nie odezwałem się. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć i nie mogłem wydusić z siebie ani słowa.
– Proszę, wyjdź – ciągnął – Wiem, że nie powinienem grzebać ci w szufladzie, ale...
Podniosłem głowę i spojrzałem na drzwi, za którymi stał.
– Ale!? – prychnąłem.
– Ale martwię się o ciebie!
– I to jest bardzo zły sposób na pokazanie mi tego! Wiedziałeś, że nie chcę, żebyś mi tam grzebał!
– Przepraszam!
Zamurowało mnie. On bardzo rzadko w ogóle przeprasza. Nie wiedziałem, czy serio mu przykro, czy może powiedział to tylko po to, żebym wyszedł. Dlatego też nie ruszyłem się z podłogi.
– Naprawdę przepraszam!
Nadal milczałem. Wiedziałem, że przeprasza i naprawdę mu przykro, ale nie wiedziałem, jak mam na to zareagować.
– Draco? – zapytał cicho.
– Wiem, że przepraszasz, ale nie wiem, co dalej mam z tym faktem zrobić – odparłem.
– Wyjdziesz? Naprawdę nie chciałem, żebyś znowu uciekł.
– Boję się, że jak wyjdę, to pokłócimy się jeszcze raz.
– Wiesz, że nie chcę się z tobą kłócić.
– Wiem.
Wstałem z podłogi i podszedłem do drzwi, po czym nacisnąłem klamkę. Otworzyłem drzwi powoli. Stał zaraz za nimi. Patrzył na mnie w milczeniu. Nadal stałem w progu łazienki gotowy, żeby uciec jeszcze raz.
– Draco... – zaczął w końcu.
– Co!? – niemal warknąłem.
– Te żyletki... – mruknął.
– Co z nimi? – zapytałem.
– Wyrzuciłem je – przyznał.
– Wyrzuciłeś je?!
Chciałem uciec, ale wiedziałem, że to nie jest sposób.
– Martwiłem się o ciebie! – odparł.
– Mówiłem ci, że sam je wyrzucę, kiedy będę gotowy! Nie byłem gotowy!
– Bałem się, że znowu zrobisz sobie krzywdę!
– Gratulacje! – krzyknąłem.
Ruszyłem w stronę schodów. Szedł tuż za mną i krzyczał, ale nie docierały do mnie jego słowa. Zacząłem biec po schodach. Słyszałem jego kroki tuż za sobą.
Zaraz znalazłem się na dole i zacząłem nakładać buty. Ręce mi się trzęsły, przez co wiązanie sznurówek było niezwykle ciężkie.
Stał nade mną i nadal coś krzyczał. Kiedy nareszcie skończyłem, złapałem płaszcz i otworzyłem drzwi. Nie odwróciłem się. Wybiegłem i deportowałem się zaraz za podwórkiem.
~•~
Znowu był środek nocy, kiedy zdecydowałem, że to chyba najwyższy czas na powrót do domu i to nie dlatego, że jest późno, a ostatnie, co jadłem, to śniadanie, ale dlatego, że Harry jest dość nieprzewidywalny i bałem się, że zrobił coś bardzo, bardzo głupiego.
Wyszedłem przed dom i zamknąłem drzwi, po czym ruszyłem w stronę bramy. Wokół mnie panowała cisza. Jedynie towarzyszył mi szum drzew i dźwięk moich własnych kroków. Trochę przerażające, ale zdążyłem się przyzwyczaić przez te dwadzieścia kilka lat mojego życia.
Przeszedłem przez bramę i z powrotem ją zamknąłem. Czułem, jak moje serce wali, ale wiedziałem, że muszę wrócić do Pottera. Deportowałem się.
Pojawiłem się przed Grimmauld Place 12 i podszedłem do drzwi. Wszystkie światła były zgaszone. Wygrzebałem z kieszeni klucze i otworzyłem drzwi ostrożnie. Wszedłem do środka i zamknąłem je za sobą.
Wyjąłem różdżkę z rękawa i zapaliłem światło na jej końcu. Zdjąłem buty i płaszcz, po czym powiesiłem go na wieszaku. Cisza głośno dźwięczała mi w uszach.
Wszedłem do salonu. Harry'ego tam nie było. Wyjąłem z torby jedną z książek, które przed chwilą zabrałem z Malfoy Manor. Usiadłem na kanapie i zabrałem się za czytanie, co nie było łatwe, bo byłem cholernie zmęczony, głodny i jedynym źródłem światła była moja różdżka.
Niedługo później litery zaczęły układać się w szlaczki na kartce i czytane przeze mnie słowa do mnie nie docierały. Przeczytałem ostatnie zdanie po raz piąty i nadal go kompletnie nie rozumiałem.
Zamknąłem oczy, bo piekły ze zmęczenia i nie miałem siły ich otworzyć. Nadal panowała ciemność. Wiedziałem, że powinienem pójść spać, ale bałem się reakcji Harry'ego, kiedy znajdzie mnie rano.
CZYTASZ
𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚
FanfictionCo, gdyby Draco i Harry chodzili do psychologa? I gdyby ich związek wisiał na włosku? Czyli powojenne drarry, gdzie Draco i Harry są już razem, ale niesamowicie się im nie układa. Draco podjął wielki krok - zaczął chodzić do psychologa, żeby zmienić...
