Chapter 70.

188 14 8
                                        

Draco's POV

Wróciłem z pracy. Harry był w kuchni i robił herbatę. Stanąłem obok niego i też wziąłem sobie kubek, po czym włożyłem do naczynia torebkę herbaty. Odstawiłem kubek na blat.

Harry położył swoje dłonie na mojej talii i odwrócił mnie w swoją stronę. Stanął na palcach i cmoknął mnie w policzek. Odsunął się za moment. Uśmiechnąłem się lekko.

– Przepraszam, ale nie mogłem patrzeć na jedzenie do tego stopnia, że nie byłem w stanie zrobić nic do jedzenia – oznajmił.

– W porządku – odparłem. – Zamówię coś. Nadal nie możesz na nie patrzeć?

– Nie wiem... Jak otwieram lodówkę, to nie czuję chęci zjedzenia czegoś konkretnego, ale i tak bym coś zjadł. Zamów, co chcesz. Ja się dostosuję.

– Dobrze. – Odsunąłem się od niego o krok i znalazłem na blacie ulotkę z chińskiej knajpy.

– Przepraszam – mruknął.

Spojrzałem na niego, nadal trzymając w dłoni świstek papieru.

– Harry, dlaczego przepraszasz?

– Bo czuję, że jesteś na mnie zły?

– I po czym tak sądzisz? Zrobiłem coś?

– Nie, po prostu... Zawsze robię obiad i teraz nie zrobiłem i... Tak jakby nie wykonałem swojego obowiązku, więc chyba powinieneś być na mnie za to zły...

– To nie jest twój obowiązek – odparłem – i nie jestem zły. Rozumiem, że nie mogłeś patrzeć na jedzenie. Po prostu coś zamówimy. Mógłbyś coś dla siebie wybrać? Nie chcę zmuszać cię do jedzenia czegoś, na co nie miałbyś ochoty. – Podałem mu ulotkę.

Spojrzał na kartkę z uniesionymi brwiami, zanim wskazał mi pozycję. Wybrał jedną z zup.

Wyjąłem z kieszeni telefon i wybrałem numer knajpy i zadzwoniłem.

~•~

Wieczorem, po prysznicu, znowu do mnie przyszedł. Próbowałem czytać artykuł w gazecie dotyczący ostatnich wydarzeń, kiedy mężczyzna zapukał w futrynę. Odłożyłem gazetę na szafkę nocną, posyłając mu delikatny uśmiech. Usiadł obok mnie i złapał mnie za dłoń.

– Możemy się położyć? – zapytał.

– Tak, oczywiście – odparłem.

Moment później leżeliśmy już pod kołdrą, on położył swoją głowę na moim ramieniu. Objął mnie ramieniem w talii. Bawiłem się jego wilgotnymi włosami.

– Draco? – zaczął i czułem napięcie w jego głosie.

– Tak? – odpowiedziałem, przestając bawić się jego włosami.

– Bo... Ja znowu chcę... No wiesz.

– Skrzywdzić się?

– Mhm – mruknął.

– Mogę coś zrobić?

– Nie wiem. Możesz mnie przytulić bardzo mocno? Ale w sumie to nie, bo na to nie zasługuję...

Objąłem go swoimi ramionami i mocniej przycisnąłem do siebie. Położył się bardziej na mnie, żeby było nam wygodniej. Czułem jego wilgotne włosy pod swoim podbródkiem.

– Dzięki – powiedział cicho.

~•~

Obudziłem się w środku nocy. Harry'ego nie było w łóżku i drzwi sypialni były otwarte. Pewnie wyszedł do łazienki. Odwróciłem się na drugi bok i zamknąłem oczy.

– Kurwa! – Usłyszałem jego spanikowany głos dochodzący z łazienki.

Natychmiast zerwałem się z łóżka i jeszcze trochę nieprzytomny wyszedłem z pokoju. Drzwi do łazienki były zamknięte.

– Wszystko w porządku? – zapytałem trochę zaspany, pukając w drzwi.

Milczał. Czyli nie było w porządku.

– Dobra, poważnie – powiedziałem już bardziej przytomnie. – Mogę wejść?

– A-ale nie... – zaczął.

– Nie będę – wciąłem się.

Nie odpowiedział. Ostrożnie nacisnąłem klamkę i otworzyłem drzwi.

– Cholera – zakląłem.

Stał na środku łazienki. Na jego lewym przedramieniu była rana, a w prawej dłoni trzymał żyletkę. Patrzył na mnie całkowicie spanikowany. Podszedłem do niego.

Patrzył szerokimi oczami na ranę. Powoli podniosłem swoją dłoń i złapałem go za nadgarstek. Rana wyglądała na dość głęboką, ale sam się już z takimi mierzyłem. Mimo to widok był trochę przerażający.

– Chcesz, żebym ci z tym pomógł? – zapytałem.

– Chyba muszę do szpitala...

– Sam takie miałem. Nie jest to konieczne. Mam ci pomóc?

Kiwnął głową. Puściłem jego nadgarstek i wziąłem papier toaletowy. Urwałem kilkanaście listków i przyłożyłem je do rany.

– Trzymaj – powiedziałem i wyszliśmy z łazienki.

Zaprowadziłem go do sypialni. Usiadł na łóżku, a ja otworzyłem swoją szufladę. Wyjąłem z niej bandaż i zacząłem owijać mu rękę.

Skończyłem za moment. Potter patrzył głęboko wstrząśnięty na swoje przedramię owinięte bandażem.

– Chodź – mruknąłem i wszedłem pod kołdrę.

Zaraz położył się obok mnie i natychmiast do mnie przylgnął. Złapał mnie za ramiona i wtulił swoją głowę w moją szyję. Trząsł się.

– Przepraszam... – wymamrotał.

Położyłem swoją dłoń na jego plecach i przycisnąłem go do siebie. Nie płakał, po prostu się trząsł.

– To się chyba nigdy nie zagoi... – mruknął.

– Zagoi – odparłem – ale zajmie trochę czasu.

– Nie... To się nie zagoi...

– Minie około miesiąc, zanim będziesz miał bliznę. Potem cóż... Ta blizna będzie widoczna przez dłuższy czas.

– Tak długo? – zapytał i jego głos drżał.

– Będziesz miał takie, jak ja mam na przedramieniu przy łokciu.

– Czerwono-fioletowe?

– Tak, ale wyblakną.

Mocniej ścisnął moje ramiona. Czułem jego drżący oddech na swoim obojczyku.

– Mam ci wyjaśnić, jak się tym zajmować teraz czy wolisz rano?

– Rano – odpowiedział.

Zacząłem poruszać dłonią po jego plecach w celu uspokojenia go. Zamknąłem oczy. Sam kiedyś byłem w takiej sytuacji i rozumiałem, że musi być mocno wstrząśnięty.

– Harry? – Nie odpowiedział, więc kontynuowałem: – Możesz spróbować naśladować mój oddech? Może nie jest to najlepsze, ale myślę, że może to pomóc ci się uspokoić.

Nie odpowiedział ani się nie poruszył, więc uznałem to za odpowiedź twierdzącą.

Wypuściłem powietrze. Po tym przez trzy sekundy brałem wdech i wstrzymałem je na następne trzy sekundy. Po tym z kolei wypuszczałem je przez trzy sekundy i za następne trzy sekundy zacząłem powtarzać schemat.

Po kilku minutach czułem, że mężczyzna leżący w moich ramionach mnie naśladuje.

𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz