Chapter 48.

183 14 3
                                        

Harry's POV

Wstałem rano. Ubrałem się i zszedłem do salonu. Stanąłem w progu jak wryty.

Na kanapie leżał Draco. Spał, a na jego brzuchu spoczywała otwarta książka. Nadal miał na sobie to samo ubranie, co wczoraj.

Wrócił, chociaż myślałem, że nie wróci. I tym razem mnie nie obudził. Ciekawe, dlaczego.

Chciałem wyjść z salonu, żeby go nie obudzić przez przypadek, ale samochód za oknem zatrąbił i blondyn otworzył oczy, klnąc pod nosem.

Spojrzał na mnie i zaraz potem zmrużył oczy, jęcząc cicho z niezadowolenia. Zamknął oczy i odchylił głowę. Zbliżyłem się do niego tak, że stałem tuż nad nim.

Zaraz znowu otworzył oczy. Patrzył na mnie spod przymrużonych powiek.

– Co? – wychrypiał.

Westchnąłem i poszedłem do kuchni. Wziąłem z szafki szklankę i nalałem do niej wody, po czym zaniosłem ją do niego. Usiadł na kanapie i wziął ode mnie szklankę. Wypił całą szklankę.

– Lepiej? – zapytałem.

– Dzięki – mruknął – ale nadal musimy poważnie porozmawiać.

Usiadłem obok niego, wcześniej odkładając książkę na stół. Wbijał wzrok w wyłączony telewizor.

– O której wróciłeś?

– Nie mam pojęcia – wymamrotał, kręcąc głową – ale w środku nocy. Zasnąłem lekko przed świtem.

– Zaprowadzić cię na górę?

– Nie – pokręcił głową, obracając w dłoniach pustą szklankę.

Wstałem z kanapy i poszedłem do kuchni, gdzie nastawiłem wodę na kawę. Zaraz do mnie dołączył. Wyjął filiżankę. Nasypał kawy i odstawił ją na blat. Wyjął pojemnik z mąką i wziął łyżeczkę.

– Hm... Co robisz? – zacząłem.

– Słodzę. Nie widzisz? – odparł.

– Draco, to jest mąka.

– Och, rzeczywiście.

Schował ją z powrotem do szafki i tym razem wyjął cukier. Nasypał go do filiżanki, po czym wziął drugą i nalał do niej mleka.

– Wystarczy. – Zabrałem mu filiżankę.

Wyciągnął rękę w jej stronę, ale zaklął pod nosem i cofnął się. Wyłączyłem kuchenkę, bo woda się zagotowała. Dopiero wtedy usłyszałem burczenie w jego brzuchu.

– Niech zgadnę... – zacząłem, odstawiając jego filiżankę na blat – Nie jadłeś nic od wczoraj od śniadania?

– Daj mi spokój.

– Nie. Musisz jeść. Nie możesz przecież się tak głodzić!

– Wcale się nie głodzę!

Zachwiał się i złapał blatu w ostatniej chwili. Widziałem, że jest cholernie zmęczony.

– Jesteś pewien, że nie chcesz na górę?

– Oczywiście – prychnął.

– Draco, widzę, że ledwo stoisz.

– I co cię to w ogóle obchodzi? Hm?

– Proszę, połóż się spać. Porozmawiamy, jak wstaniesz. Myślę, że należą ci się wyjaśnienia, a teraz nie myślisz trzeźwo.

– Nie, dzięki.

Wyciągnął dłoń w stronę czajnika, ale złapałem go za nadgarstek. Szarpnął się, ale nie miał siły wyrwać się z mojego uścisku.

– Draco, poważnie. Idź spać.

– Ale musimy porozmawiać...

– Zrobimy to, kiedy wstaniesz.

– Już wstałem – odparł.

– I jesteś nieprzytomny.

Puściłem jego rękę. Minął mnie i wyszedł z pokoju. Usłyszałem, jak wchodzi po schodach i zamyka drzwi od sypialni.

~•~

Dochodziła czwarta po południu, kiedy w końcu usłyszałem kroki na schodach. Odłożyłem gazetę na stół. Książka, która rano leżała na brzuchu blondyna, dalej leżała nietknięta na blacie.

Wszedł do salonu, przeczesując swoje białe włosy prawą dłonią. Nie spojrzał na mnie, tylko poszedł do kuchni.

– Lewy róg blatu – mruknąłem, bo właśnie tam zostawiłem jego poranne próby parzenia kawy.

Odmruknął coś w odpowiedzi, ale nic z tego nie zrozumiałem. Nastawił czajnik. Zaczął stukać talerzami i sztućcami. Grzebał w lodówce. Wbijałem wzrok w zasłonięte w połowie okno.

Nadal nie umiałem zrozumieć, dlaczego w ogóle do mnie wrócił. Zachowałem się po prostu okropnie, grzebiąc w jego rzeczach i przy okazji pozbywając się jego żyletek.

Przestał stukać naczyniami i jedynym źródłem dźwięku była prawie gotująca się woda. Oczekiwałem na następny dźwięk, ale nie nadszedł. Odwróciłem głowę w stronę kuchni.

Stał oparty biodrem o blat i patrzył na mnie uważnie. Jego białe włosy były w totalnym nieładzie. Nadal miał na sobie wczorajsze ubranie.

Woda się zagotowała i wyłączył kuchenkę, po czym zalał kawę. Odstawił filiżankę na stół. Usiadł na krześle i objął filiżankę dłońmi.

– Gapisz się – mruknął, wbijając wzrok w bliżej nieokreślony punkt przed sobą.

Odwróciłem wzrok z powrotem na w połowie zasłonięte okno. Słyszałem, że podniósł filiżankę i napił się. Odstawił filiżankę na stół.

Bardzo chciałem na niego spojrzeć, ale nie chciałem znowu usłyszeć, że się gapię. Cisza między nami była zbyt głośna. Czułem, że muszę coś powiedzieć, ale nie miałem pojęcia, co mam powiedzieć, żeby go nie urazić.

– Nie musisz nic mówić – mruknął – Docenię chwilę ciszy.

– Mieliśmy porozmawiać o wczoraj.

Nie patrzyliśmy na siebie. Mimo że siedziałem tyłem do niego, to mógłbym przysiąc, że na mnie patrzy.

– Wiem – przyznał – i myślę, że to zrobimy, ale za pół godziny.

– W lodówce masz jedzenie.

– Mieszkam tu – odparł obojętnie.

Nadal gapiłem się na okno. Usłyszałem, że wstał od stołu i otworzył lodówkę. Zamknął ją zaraz. Wrócił do stołu i napił się kawy, po czym odstawił filiżankę na stół.

Wrócił do kuchni i znowu zaczął stukać talerzami i sztućcami. Wstałem z kanapy i podszedłem do niego, modląc się, żeby moje nogi nie drżały.

– Zaraz będę robić obiad, więc jak chcesz...

– Myślę, że sam sobie poradzę – wciął się – ale dzięki za propozycję.

Jego głos był chłodny. Miałem wrażenie, że jest na mnie nadal wściekły. Może wściekły, to złe określenie, ale że po prostu czuł gniew w moją stronę.

– Chcesz rozmawiać teraz, czy po obiedzie?

– Obojętnie – mruknąłem.

– Dopiję kawę i możemy rozmawiać.

– Nie jadłeś nic od ponad doby.

– Nie umiem jeść, gdy się stresuję.

Odbił się od blatu i podszedł do stołu, gdzie wziął filiżankę. Wypił całą kawę jednym łykiem i odstawił filiżankę do zlewu. Oparł się biodrem o brzeg blatu w kuchni i zaczął wbijać we mnie wzrok.

𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz