Chapter 55.

210 16 1
                                        

Harry's POV

Wszedłem do pokoju. Draco jak zawsze siedział na łóżku i patrzył na blizny. Podniósł na mnie wzrok. Usiadłem obok niego.

– Musimy porozmawiać – zacząłem.

Przygryzł wargę.

– Wiem. – Pokiwał głową.

Zakrył przedramiona. Spuścił głowę. Splótł dłonie. Wbijał wzrok w swoje kolana.

– O czym chcesz porozmawiać? – dodał.

– Może się obrazisz, ale... Nie możesz tak zawsze uciekać z domu, jak tylko zaczynamy się kłócić.

– Wiem – mówił powoli – ale nie znam innego sposobu, żeby uniknąć kłócenia się z tobą.

– Myślę, że lepiej pokłócić się tak, że nie będziemy rozmawiać przez kilka dni, niż uciekać i potem mówić, że w sumie to nic się nie stało.

– Tak, ale obaj nie umiemy za bardzo panować nad sobą. Wiesz, jak jest. Tobie zdarza się powiedzieć te kilka słów za dużo, a mi zdarza się zrobić coś nieodpowiedzialnego.

– Musimy coś z tym zrobić – powiedziałem z naciskiem.

– I co zamierzasz z tym zrobić!? – prychnął.

– Nie wiem.

Spróbowałem złapać go za dłoń, ale odsunął się delikatnie. Cofnąłem rękę.

– Nie zamierzam cię przecież tutaj więzić. To byłoby głupie. Nawet, jak mi obiecasz, że nie będziesz uciekać, to i tak zrobisz, co zechcesz.

– Ja też muszę nauczyć się kontroli nad sobą. Czasem mam wrażenie, że potraktowałem cię trochę tak, jakby to tylko w tobie był problem, ale to we mnie też on jest.

– Chcesz się zmienić? – zapytałem.

– Tak. Bardzo tego chcę. Już i tak bardzo się zmieniliśmy, ale też myślę, że nigdy nie będzie między nami idealnie.

Spojrzał na mnie. Widziałem, że mu zależy. Nie uśmiechał się.

– Trudno nam będzie pogodzić się z faktem, że zawsze będziemy się bardziej lub mniej kłócić.

– Kiedyś będziemy musieli to zaakceptować, czy tego chcemy czy nie – odparłem.

– Możemy po prostu iść spać?

– Nie skończyliśmy jeszcze rozmawiać. Serio, nie możesz tak ciągle uciekać.

Westchnął. W końcu sam złapał mnie za dłoń.

– Wiem, że się o mnie martwisz, ale...

– Nie – wciąłem się. – Nie możesz uciekać. Może i martwię się za bardzo, ale uważam, że zachowujesz się nieodpowiedzialnie.

– Bo zachowuję – przyznał – ale inaczej nie umiem. Jak już raz wybuchniesz, to naprawdę nie umiesz przestać i wtedy... Ja się wtedy potrafię ciebie bać.

– Dlaczego? – Byłem mocno zaskoczony – Przecież wiesz, że nie zamierzam cię skrzywdzić.

– Wiem, tylko... To chyba przez mojego ojca. Wiesz, jaki był.

– Nie jestem twoim ojcem.

Puścił moją dłoń.

– Wiem, ale nie rozumiesz, że to zostało gdzieś głęboko we mnie. Próbuję się tego pozbyć, ale to zajmie jeszcze trochę czasu.

– Tak jak mi zajmie jeszcze trochę czasu to, żeby przestać się tak bardzo o ciebie martwić. Obaj potrzebujemy czasu – mruknąłem.

Zgodził się ze mną. Sam złapał mnie za dłoń. Ścisnąłem jego palce. Oddał lekko.

– Dobrze – powiedział w końcu. – Postaram się nie uciekać, ale wtedy śpimy oddzielnie.

– Nie – wypaliłem. – Proszę, nigdy więcej nie chodźmy spać pokłóceni.

– Myślisz, że zaśniemy w jednym łóżku, kiedy nie potrafimy na siebie patrzeć?

– Nie, ale myślę, że musimy się nauczyć ze sobą rozmawiać, aż się pogodzimy. To, że kiedyś się kłóciliśmy i dalej funkcjonowaliśmy, jakby nic się nie stało, serio nie było zdrowe.

– Wiem, po prostu... – Przetarł twarz drugą dłonią. – Nie wiem, jak może skończyć się nasza kłótnia. Zdaję sobie sprawę z tego, że ucieczką tylko wszystko pogarszam, ale robię to dlatego, że nie wiem, jaka będzie moja dalsza reakcja.

– Nigdy nie wiemy, jaka będzie reakcja i to nie tylko twoja. Moja też – powiedziałem. – Ale musimy się nauczyć rozmawiać bez względu na nie. Jeszcze będzie dużo rozmów, kiedy naprawdę nie będziemy mogli przewidzieć sytuacji.

– Nie rozumiesz – stwierdził.

– To mi wytłumacz.

Westchnął głęboko. Mruknął coś pod nosem, zanim zaczął:

– Harry, ja się boję, że mogę ciebie skrzywdzić, kiedy się pokłócimy.

Zamurowało mnie. Nigdy bym nie pomyślał o nim w ten sposób. Nie rozumiem, dlaczego w ogóle miałby zrobić coś takiego.

– Dlaczego? – zapytałem niepewnie.

– Byłem śmierciożercą i wiesz, że zmuszano mnie do różnych rzeczy. I dlatego boję się, że mogę stracić kontrolę i...

Zapadła cisza.

– Nie chcę cię skrzywdzić – dodał. – Naprawdę tego nie chcę, ale czasem, jak się kłócimy, boję się ciebie i myślę, że mógłbym to przez przypadek zastosować jako reakcję obronną. Uciekam, bo wolę tego uniknąć.

– Myślisz, że się ciebie boję?

– Czasem. – Wzruszył ramionami. – Czasem mam wrażenie, że boisz się coś powiedzieć w moją stronę. Nie chcę, żeby to tak wyglądało.

– Nie boję się ciebie. Wiem, że nie chcesz mnie skrzywdzić i poza tym, naprawdę nie myślę, że mógłbyś mnie skrzywdzić celowo. Sam mi mówiłeś, że mdlałeś, jak śmierciożercy torturowali innych ludzi. Dlatego nie wierzę, że byś się posunął do zrobienia mi krzywdy.

– Naprawdę się mnie nie boisz?

– Nie rozumiem, dlaczego w ogóle miałbym się ciebie bać. – Spojrzałem mu w oczy.

Zaraz odwrócił wzrok.

– A ty się mnie boisz?

– Nie – odpowiedział. – Tylko czasem nie umiem przewidzieć twoich reakcji i ta niepewność mnie przeraża. Ale nie boję się ciebie, jako ciebie. Jesteś całkiem przyjemną osobą.

– Nawet, jakbyś mnie skrzywdził, to wiem, że nie zrobiłbyś tego celowo. Naprawdę nie musisz uciekać za każdym razem, jak się kłócimy. Poza tym myślę, że umiem się bronić.

– Postaram się nie uciekać, ale będziesz musiał mnie wtedy chyba zatrzymać siłą. To jest silniejsze ode mnie momentami.

– Po prostu spróbuj.

– Dobrze – obiecał.

𝑻𝑰𝑴𝑬 // 𝒅𝒓𝒂𝒓𝒓𝒚Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz