17

13.7K 431 10
                                        

Z samochodowego radia właśnie zaczęły rozbrzmiewać dźwięki Lullaby od Nickelback. Byliśmy już w połowię drogi do domu. Siedziałam pogrążona w myślach, jednocześnie obserwując migające mi przed oczami drzewa. Piosenka lecąca w tle, zdecydowanie nie pomagała mi wrócić do rzeczywistości. Nie chciałam wracać. Dlaczego ten czas od ostatniej rozmowy z Gibsonem musiał minąć tak szybko? Mężczyzna tak jak obiecał, do końca mojego pobytu nad jeziorem nie pokazał mi się na oczy, a telefon który od niego dostałam ku mojemu zadowoleniu milczał.
Przez ostatnie dni starałam się jak najmniej myśleć o tym, co czeka mnie po powrocie do domu. Robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby zachowywać się normalnie i nie wzbudzić podejrzeń wśród moich kolegów. Jednie Patrick nie dał się nabrać, ciągle jest podejrzliwy i bacznie mnie obserwuje, ale nie zamierzam na razie zawracać sobie głowy jego zachowaniem.

Teraz już potrafiłam myśleć tylko o tym, co za nie długo mnie czeka. Mój stres i strach przed nieznanym z minuty na minutę stawał się coraz większy. Kiedy myślałam, że już gorzej być nie może, jego poziom dalej rósł. Miałam ochotę otworzyć drzwi i wyskoczyć z pędzącego pojazdu. Ledwo się powstrzymywałam żeby nie wybuchnąć płaczem. Nie potrafię sobie poradzić z tym uczuciem, a im bliżej byłam domu tym było gorzej. Koniec mojego normalnego i spokojnego życia zbliżał się nieubłaganie. Mój Boże, kim będę musiała się stać? Jak mocno będę musiała się zmienić? Ile moich zasad i przyzwyczajeń będę musiała porzucić? 

David miał rację, na sto procent nie nadaję się do ich świata. Właściwie nie potrafię zrozumieć, jak on może w tym wszystkim siedzieć? Nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek będę go oglądać w towarzystwie takich ludzi. Przecież on też do nich nie pasuje. Ciekawe czy to jego brat go zmusił do tego, żeby się do nich dołączył? Myślę, że pewnie tak było. On nigdy sam z siebie nie wpakowałby się w takie gówno. Nie wierzę w to. On taki nie jest... Właściwie nie był, bo tak naprawdę nie wiem, kim jest obecnie. Pewnie już dawno nie jest tym samym Davidem, którego znałam.

— HALLO, ZIEMIA DO JULII! — Dotarł do mnie głos Alice. Spojrzałam na nią zdezorientowana. —
Piękna jesteśmy już pod twoim domem. Jedziesz dalej czy wysiadasz? — zaśmiała się.

Serio odpłynęłam. Nawet nie zauważyłam kiedy się zatrzymaliśmy. Jednak dziewczyna nie miała pojęcia, że z wielką chęcią nie wysiadałabym z auta. Niestety muszę.

 — O tak! Przepraszam, zamyśliłam się — odpowiedziałam jej, a następnie odpięłam pas. — Pa! Dzięki za mile spędzony czas! — pożegnałam się. 

Otworzyłam drzwi i wygrzebałam się z auta. Na zewnątrz Michael już czekał z moją torbą. Wzięłam ją od niego, a następnie chłopak wsiadł do pojazdu. Pomachałam im jeszcze i patrzyłam jak pojazd znika za zakrętem.

Stało się, wróciłam do domu. O ironio, jeszcze nigdy tak bardzo nie było mi na rękę bycie we własnym domu, jak w danej chwili. Było dwadzieścia po dziewiętnastej, ciekawe czy ktoś jest w domu. Rodzicie, mieli być na urodzinach u wujka, pewnie jeszcze nie wrócili, a mój brat może pojechał z nimi. Zaraz się przekonam. Ruszyłam w stronę drzwi wejściowych.

Nacisnęłam na klamkę. Zamknięte. Wygrzebałam klucze z torebki i przekręciłam zamek. Po wejściu do pomieszczenia powitała mnie cisza. Sama nie wiem, czy to dobrze czy nie. Mój brat chyba wyjątkowo wybrał się z rodzicami, może to akurat lepiej. Wolałabym z nim się dzisiaj nie widzieć. W końcu to przez niego muszę mieć styczność z ludźmi, o których istnieniu nawet wolałabym nie wiedzieć.

Udałam się do mojego pokoju. Rzuciłam torbę na podłogę, torebkę na łóżko, a następnie sama położyłam się na nim twarzą utkwioną w poduszce. Nie chcę tu być. Nie chcę tu być. Chcę wrócić z powrotem do domku nad jeziorem.

Do moich uszu dotarł nieznany mi krótki dźwięk, który zapewne był sygnałem wiadomości. Nie. To nie możliwe. Przecież dopiero co weszłam do domu. Trzęsącymi się dłońmi otworzyłam moją torebkę i wyciągnęłam z niej białego Samsunga. Dioda migała na niebiesko, co oznacza, że wiadomość naprawdę przyszła.

Wpatrywałam się w migające światełko przez dobrą minutę, nim odważyłam się odblokować telefon. Przesunęłam palcem po ekranie. „Wiadomość od Mareczek" Niech go szlag trafi. „Mareczek"? Chyba „Dupeczek" powinno być. Wkurzyłam się widząc jego nazwę, ale nim otworzyłam jego wiadomość musi minąć kolejna minuta. Boję się. Bardzo się boję.

Wbrew sobieOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz