Budzi mnie aromatyczny zapach kawy, pomieszany z apetyczną wonią jajecznicy. Jednak czy aby na pewno to już nie sen? Twarda powierzchnia pode mną uświadamia mi, że nie jest to moje łóżko, a odgłosy dochodzące z kuchni są zbyt wyraźne. Otwieram powoli oczy. Rozglądam się dookoła. Bingo! Jestem w salonie.
Wczoraj zaraz po tym, jak Mark łaskawie oswobodził mnie z taśmy klejącej, wyszłam niby pod pretekstem wzięcia prysznica. Fakt. Musiałam zmyć z siebie cały ten brud, jaki on na mnie pozostawił. Nie chciałam już dłużej czuć na sobie jego zapachu, jego dotyku tych brudnych łap. Myłam się tak długo, że mając już pewność, że ten potwór zasnął, położyłam się spać na kanapie. Umarłabym, gdybym miała tam do niego wrócić i udawać, że wcale mi nie przeszkadza jego osoba w moim łóżku.
Obecnie na sto procent, to on krząta się po mojej kuchni. Nie wiem tylko, jak powinnam się teraz zachować. Udawać, że śpię tak długo, dopóki on stąd sobie nie pójdzie, czy wstać i traktować go jak powietrze? Owszem, mogłabym tak leżeć cały dzień, a najlepiej zasnąć i już się więcej nie obudzić. Niestety mnie nie wolno się nad sobą użalać. Każda kolejna zmarnowana godzina, przybliża mnie do bycia dziwką tego skurwiela. To mnie przypadła rola bycia najsilniejszą w tej rodzinie. Szkoda tylko, że nikt nie zapytał mnie, czy ja jestem na tyle mocna, aby pełnić taką funkcję. Właśnie dzisiaj zacznie się moja walka z czasem.
Spoglądam na zegar wiszący na ścianie. Wskazuje on godzinę dziesiątą dwadzieścia. Matko Święta! Po cichu schodzę z kanapy, tak aby wylądować na podłodze od razu na czworaka. Mam zamiar przedostać się do mojej sypialni tak, aby ten potwór w kuchni nie zauważył, że już wstałam. Potem tylko muszę przedostać się szybko do łazienki, zabierając ze sobą ubrania na zmianę i torebkę, w której znajdują się moje telefony. Żeby człowiek w teoretycznie swoim mieszkaniu, musiał się czuć jak więzień! Dlaczego on do kurwy musi mieć klucze do tego lokalu i dlaczego przyłazi tu, kiedy mu się tylko podoba?! Nienawidzę go!
Na czworaka niczym kot przemieszczam się do sypialni. Moje serce bije szybciej. Adrenalina pulsuje w żyłach. A ja nie wiem, czy powinnam się śmiać, czy płakać, że tak się zachowuję.
Oddycham z ulgą, kiedy tylko udaje mi się przedostać do sypialni. Szybko zabieram wszystkie potrzebne mi rzeczy, łącznie z ładowarką, bo nie mam pojęcia, w jakim stanie będzie bateria mojego telefonu, a dzisiaj telefon będzie mi raczej potrzebny. No dobra, ten element misji został wykonany, teraz jeszcze tylko muszę jakoś dotrzeć do łazienki. Wyglądam zza lekko uchylonych drzwi i sprawdzam, czy przypadkiem nie jestem w zasięgu wzroku tego potwora. Wychodzi na to, że zajada się swoim żarciem przy wyspie kuchennej, więc tutaj jego wzrok nie sięga. Najszybciej i najciszej jak tylko mogę, biegnę do łazienki i z triumfem się w niej zamykam. Jestem chociaż przez chwilę bezpieczna.
Nim zacznę robić cokolwiek, wygrzebuję z torebki telefon. Migająca dioda informuje mnie o tym, że czeka tam na mnie jakaś wiadomość. Odblokowuję telefon. Trzy nowe wiadomości od Watson. Watson ? Klikam na to powiadomienie od razu, myśląc o tym, że muszę zmienić mu nazwę, bo Mark może węszyć wszędzie. Nawet w moim prywatnym telefonie.
Watson:
Julia, daj mi znać, jak Ci poszło z Gibsonem.
Mam nadzieję, że wszystko w porządku...
Odezwij się, jak tylko będziesz mogła! Martwię się!
Czytając jego wiadomości, robi mi się cieplej na sercu, a do oczu podchodzą łzy wzruszenia. On się naprawdę o mnie martwi? W końcu nie będę musiała sama mierzyć się z tym trudnym i ciągle niezrozumiałym dla mnie światem? Zmieniam jego nazwę i zaraz po tym mu odpisuje.
CZYTASZ
Wbrew sobie
ActionDlaczego jest tak, że za czyjeś błędy, płacić muszą inni? Jej brat zawsze miał dar sprowadzania na siebie kłopotów. Niestety tym razem sprowadził je na całą rodzinę. Tylko ona, 21 letnia Julie może ocalić ich od śmierci... To moje pierwsze opowi...
