Dłoń Mark'a mocno zaciskała się na moim ramieniu, a ja widziałam, jak napiął swoje mięśnie.
– Co ty pieprzysz! Jakie boisz? – próbowałam nieudolnie ratować sytuacje, ale wiedziałam, że tylko się pogrążam. Próbując przekonać mojego kolegę, trzęsącym się głosem, że wcale nie jestem przestraszona.
– Kim ty jesteś człowieku, że Julia się ciebie boi? – Tym razem Patrick wysyczał słowa przez zęby, a ja miałam wrażenie, że momentalnie wytrzeźwiał. Naszymi podniesionymi głosami zaczęliśmy zwracać uwagę siedzących w okolicy ludzi.
– Nie słyszałeś, jak Julia mówiła, że jest moją kuzynką? – Spytał, go oschle Mark.
– To fajny z ciebie kuzyn, skoro ona się cała trzęsie! – Warknął, a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że moje nogi rzeczywiście trzęsą się jak galareta. Rozglądałam się nerwowo po otoczeniu i widziałam, że przyciągamy coraz więcej gapiów.
– Mark! Ludzie się na nas gapią! – Poinformowałam go, najszybciej jak się dało, a on dopiero teraz oderwał wzrok do Patryka i się rozejrzał.
– Trzymaj się od Julii z daleka, dobrze ci radzę. – Warknął po raz kolejny na Patricka. Po czym spojrzał na mnie. – Idziemy na zewnątrz. – Rozkazał i pociągnął mnie za sobą.
Kiedy wyszliśmy na plac przed knajpą, Mark ciągnął mnie za sobą w nieznanym mi kierunku. Na dworze panował już mrok. Jedynie pojedyncze latarnie oświetlały przestrzeń przed budynkiem. W pewnym momencie skręcił jakby na tyły budynku i znaleźliśmy się daleko od źródła światła i wzroku ludzi. Mark przyparł mnie do muru, trzymając za moje ramiona.
– Czy ty do kurwy, musisz zawsze sprawić problemy?! – Wrzasnął, przybliżając swoją twarz tak blisko mojej, że dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Byłam przerażona. Nie wiedziałam, co on chce zrobić. Był tak wkurzony, że dyszał jak maratończyk.
– Ale to nie moja wina! – Wyłkałam. Na nic więcej nie byłam w stanie się zdobyć. Trzęsłam się jak osika na wietrze, moje serce przeszło w galop, a oddech był szybki i niespokojny.
– A czyja?! – Wywrzeszczał mi prosto w twarz. – Moja?! – Jego oddech, który doskonale czułam z każdym słowem na mojej twarzy, dodawał mu tylko więcej demonizmu. – Przecież ja jestem taki wkurwiony, że gdybym tylko mógł, to bym cię rozniósł! – Kontynuował swoje wrzaski. A ja zaczęłam płakać, nie potrafiłam już dłużej wytrzymać tego nadmiaru emocji. – Kurwa! Gdybym nie to, że musimy tam wrócić, to już dawno byś oberwała!
Zdając sobie sprawę z tego, że nawet jeśli nie uderzy mnie teraz, to może to zrobić po powrocie do domu. Postanowiłam się bronić. Musiałam!
– Mark, ale to naprawdę nie moja wina! – Wyjąkałam przez łzy. – To Patrick się do mnie przyczepił, ja chciałam prosto z łazienki wrócić do ciebie!
– Może i chciałaś, ale nie wróciłaś! – Warknął. – A jeszcze ta akcja przy stole! Co to w ogóle miało być! Musiałaś wszystkim wkoło pokazać, że sprawiłem ci ból?!
Mój Boże! Co za kretyn! Czyli to jest też moja wina, że wbijał palce w moją skórę tak mocno, że już nie była w stanie wytrzymać tego bólu.
– Kurwa! Trzeba coś zrobić z tym frajerem! – Wrzasnął znowu i wyciągnął z kieszeni telefon, drugą ręką, w dalszym ciągu przyciskając mnie do ściany budynku. Wybrał jakiś numer i przyłożył komórkę do ucha.
– Adams! – Warknął do telefonu. – Pamiętasz tego pajaca, co nas zaczepił na samym początku? Macie się nim zająć! Jestem teraz z Julią na tyłach, załatwię z nią, to co mam załatwić, a wy macie przyjść z tym imbecylem do mnie za jakieś osiem minut! – Wywrzeszczał do telefonu i się rozłączył. Następnie schował telefon i wrócił do poprzedniej pozycji. Moje oczy już przyzwyczaiły się na tyle do ciemności, że byłam w stanie zauważyć, że dosłownie się gotuje z tych nerwów. Tylko że tym razem to wszystko naprawdę nie jest moją pieprzoną winą!
CZYTASZ
Wbrew sobie
ActionDlaczego jest tak, że za czyjeś błędy, płacić muszą inni? Jej brat zawsze miał dar sprowadzania na siebie kłopotów. Niestety tym razem sprowadził je na całą rodzinę. Tylko ona, 21 letnia Julie może ocalić ich od śmierci... To moje pierwsze opowi...
