58

8.4K 315 14
                                        

  Dłoń Mark'a mocno zaciskała się na moim ramieniu, a ja widziałam, jak napiął swoje mięśnie.

– Co ty pieprzysz! Jakie boisz? – próbowałam nieudolnie ratować sytuacje, ale wiedziałam, że tylko się pogrążam. Próbując przekonać mojego kolegę, trzęsącym się głosem, że wcale nie jestem przestraszona.

– Kim ty jesteś człowieku, że Julia się ciebie boi? – Tym razem Patrick wysyczał słowa przez zęby, a ja miałam wrażenie, że momentalnie wytrzeźwiał. Naszymi podniesionymi głosami zaczęliśmy zwracać uwagę siedzących w okolicy ludzi. 

– Nie słyszałeś, jak Julia mówiła, że jest moją kuzynką? – Spytał, go oschle Mark.

– To fajny z ciebie kuzyn, skoro ona się cała trzęsie! – Warknął, a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że moje nogi rzeczywiście trzęsą się jak galareta. Rozglądałam się nerwowo po otoczeniu i widziałam, że przyciągamy coraz więcej gapiów.

– Mark! Ludzie się na nas gapią! – Poinformowałam go, najszybciej jak się dało, a on dopiero teraz oderwał wzrok do Patryka i się rozejrzał.

– Trzymaj się od Julii z daleka, dobrze ci radzę. – Warknął po raz kolejny na Patricka. Po czym spojrzał na mnie. – Idziemy na zewnątrz. – Rozkazał i pociągnął mnie za sobą.

Kiedy wyszliśmy na plac przed knajpą, Mark ciągnął mnie za sobą w nieznanym mi kierunku. Na dworze panował już mrok. Jedynie pojedyncze latarnie oświetlały przestrzeń przed budynkiem. W pewnym momencie skręcił jakby na tyły budynku i znaleźliśmy się daleko od źródła światła i wzroku ludzi. Mark przyparł mnie do muru, trzymając za moje ramiona.

– Czy ty do kurwy, musisz zawsze sprawić problemy?! – Wrzasnął, przybliżając swoją twarz tak blisko mojej, że dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Byłam przerażona. Nie wiedziałam, co on chce zrobić. Był tak wkurzony, że dyszał jak maratończyk.

– Ale to nie moja wina! – Wyłkałam. Na nic więcej nie byłam w stanie się zdobyć. Trzęsłam się jak osika na wietrze, moje serce przeszło w galop, a oddech był szybki i niespokojny.

– A czyja?! – Wywrzeszczał mi prosto w twarz. – Moja?! – Jego oddech, który doskonale czułam z każdym słowem na mojej twarzy, dodawał mu tylko więcej demonizmu. – Przecież ja jestem taki wkurwiony, że gdybym tylko mógł, to bym cię rozniósł! – Kontynuował swoje wrzaski. A ja zaczęłam płakać, nie potrafiłam już dłużej wytrzymać tego nadmiaru emocji. – Kurwa! Gdybym nie to, że musimy tam wrócić, to już dawno byś oberwała!

Zdając sobie sprawę z tego, że nawet jeśli nie uderzy mnie teraz, to może to zrobić po powrocie do domu. Postanowiłam się bronić. Musiałam!

– Mark, ale to naprawdę nie moja wina! – Wyjąkałam przez łzy. – To Patrick się do mnie przyczepił, ja chciałam prosto z łazienki wrócić do ciebie!

– Może i chciałaś, ale nie wróciłaś! – Warknął. – A jeszcze ta akcja przy stole! Co to w ogóle miało być! Musiałaś wszystkim wkoło pokazać, że sprawiłem ci ból?!

Mój Boże! Co za kretyn! Czyli to jest też moja wina, że wbijał palce w moją skórę tak mocno, że już nie była w stanie wytrzymać tego bólu.

– Kurwa! Trzeba coś zrobić z tym frajerem! – Wrzasnął znowu i wyciągnął z kieszeni telefon, drugą ręką, w dalszym ciągu przyciskając mnie do ściany budynku. Wybrał jakiś numer i przyłożył komórkę do ucha.

– Adams! – Warknął do telefonu. – Pamiętasz tego pajaca, co nas zaczepił na samym początku? Macie się nim zająć! Jestem teraz z Julią na tyłach, załatwię z nią, to co mam załatwić, a wy macie przyjść z tym imbecylem do mnie za jakieś osiem minut! – Wywrzeszczał do telefonu i się rozłączył. Następnie schował telefon i wrócił do poprzedniej pozycji. Moje oczy już przyzwyczaiły się na tyle do ciemności, że byłam w stanie zauważyć, że dosłownie się gotuje z tych nerwów. Tylko że tym razem to wszystko naprawdę nie jest moją pieprzoną winą!

Wbrew sobieOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz