88

7.6K 305 28
                                        


Perspektywa Gibsona.

Siedzę na końcu długiego stołu w mojej jadalni i czekam aż wszyscy odpowiedni ludzie, dotrą tutaj na nasze umówione spotkanie, a raczej naradę. Moi przyjaciele i ich ludzie, jak i również kilku moich ludzi, którym najbardziej ufam, mają się tutaj zjawić i zajmiemy się opracowaniem planu dostania się do domu, w którym Clark przetrzymuje Julię. A tak naprawdę to najbardziej zależy mi na tym, żeby pozabijać jak najwięcej jego przydupasów i wyrządzić w tej jego niby wypasionej chacie jak najwięcej szkód.

Ten skurwiel raz na zawsze nauczy się, że ze mną się nie zadziera. Najpierw odbiera mi mój teren w taki perfidny sposób, a teraz porwał Julię i to był duży błąd. On chciał po raz kolejny śmiać mi się prosto w twarz, że utarł mi nosa i niby jest taki przebiegły, ale nie. Nie jest. I właśnie dziś go zmylę, dając mu odpowiedź, że chcę się z nim spotkać i dogadać się, co mu mam oddać za moją „ukochaną". Uśpię tym jego czujność. Clark będzie myślał, że przejmie moje interesy i zapewne będzie już to świętował, a wtedy my wpadniemy do niego w odwiedziny i pokaże mu, dlaczego ze mną nie należy zadzierać. Sam sobie zaszkodził i bardzo boleśnie się o tym przekona.

— Szefie, już są wszyscy. — Głos Adriena wyrywa mnie z zamyślenia.

Spoglądam na niego i kiwam mu głową na znak, że przyjąłem to do wiadomości, a on siada po mojej prawej stronie. Charlie zajmuje miejsce po mojej lewej, a zaraz za nimi po obu stronach stołu porozsiadali się: David, Watson i Joe. Reszta miejsc jest zajęta przez paru moich ludzi i moich przyjaciół. Łącznie jest nas tutaj około dwudziestu osób. Myślę, że tylu facetów powinno wystarczyć, żeby zrobić Clarkowi na chacie rozpierdol. Podnoszę się z miejsca i opieram dłonie o stół.

— Cieszę się, że jest nas dzisiaj tak wielu. — Postanowiłem rozpocząć to spotkanie. — Zapewne doskonale wiecie, dlaczego tutaj was zgromadziłem, ale mimo wszystko podkreślę to jeszcze raz. Ten skurwiel — zaciskam dłonie w pięści. — Po raz kolejny wkroczył na moje terytorium i ośmielił się wyciągnąć łapy po to, co dla mnie najcenniejsze. — Joe w tym momencie przewrócił oczami, ale postanowiłem zignorować jego zachowanie. 

Przecież oni wszyscy myślą, że Julia jest serio moją kobietą. Nie mogę teraz nagle im pokazać, że w rzeczywistości, to nie ten fakt mnie najbardziej boli, że on mi ją zabrał, a to, że po raz kolejny ten pierdolony chuj chciał mi utrzeć tym nosa.

 — Ten idiota — kontynuuję — wymyślił sobie, że jeśli chcę odzyskać Julię, to mam mu za nią oddać wszystkie moje interesy i ogólnie wycofać się z tej działalności. — Prycham. — Dlatego z waszą pomocą chce mu pokazać, że posunął się już tym razem za daleko i że ze mną i żadnym z was nie zaczyna się wojny. — Błądzę spojrzeniem po ich twarzach, aż w końcu spoglądam na Adamsa. — A teraz Adrien — wskazuję na niego dłonią — wyjaśni wam, na czym stoimy, a po tym spróbujemy obmyślić najlepszy z możliwych planów działania. — Oznajmiam i siadam.

Moją powinność spełniłem, a teraz już niech osoby, do których to należy, zajmą się omawianiem reszty. Teraz Adrien wstał i podszedł do białej tablicy, na której narysowany jest plan posiadłości Clarka.

— To, co tutaj widzicie — wskazuje dłonią na zawartość tablicy. — To jest plan działki i domu Clarka. Zacznę jednak od najważniejszej kwestii, czyli tego, gdzie się on znajduje i z jakimi trudnościami już na samym początku przyjdzie nam się zmierzyć...

Przez następne czterdzieści minut Adams omawia wszystkie wejścia i to jak ewentualnie dotrzeć do bram ogrodzenia. Kiedy już rozmieszczenie wszystkich ważnych miejsc na posesji Clarka jest znane, Adrien wraca na swoje miejsce.

Wbrew sobieOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz