Perspektywa Gibsona.
Siedzę na końcu długiego stołu w mojej jadalni i czekam aż wszyscy odpowiedni ludzie, dotrą tutaj na nasze umówione spotkanie, a raczej naradę. Moi przyjaciele i ich ludzie, jak i również kilku moich ludzi, którym najbardziej ufam, mają się tutaj zjawić i zajmiemy się opracowaniem planu dostania się do domu, w którym Clark przetrzymuje Julię. A tak naprawdę to najbardziej zależy mi na tym, żeby pozabijać jak najwięcej jego przydupasów i wyrządzić w tej jego niby wypasionej chacie jak najwięcej szkód.
Ten skurwiel raz na zawsze nauczy się, że ze mną się nie zadziera. Najpierw odbiera mi mój teren w taki perfidny sposób, a teraz porwał Julię i to był duży błąd. On chciał po raz kolejny śmiać mi się prosto w twarz, że utarł mi nosa i niby jest taki przebiegły, ale nie. Nie jest. I właśnie dziś go zmylę, dając mu odpowiedź, że chcę się z nim spotkać i dogadać się, co mu mam oddać za moją „ukochaną". Uśpię tym jego czujność. Clark będzie myślał, że przejmie moje interesy i zapewne będzie już to świętował, a wtedy my wpadniemy do niego w odwiedziny i pokaże mu, dlaczego ze mną nie należy zadzierać. Sam sobie zaszkodził i bardzo boleśnie się o tym przekona.
— Szefie, już są wszyscy. — Głos Adriena wyrywa mnie z zamyślenia.
Spoglądam na niego i kiwam mu głową na znak, że przyjąłem to do wiadomości, a on siada po mojej prawej stronie. Charlie zajmuje miejsce po mojej lewej, a zaraz za nimi po obu stronach stołu porozsiadali się: David, Watson i Joe. Reszta miejsc jest zajęta przez paru moich ludzi i moich przyjaciół. Łącznie jest nas tutaj około dwudziestu osób. Myślę, że tylu facetów powinno wystarczyć, żeby zrobić Clarkowi na chacie rozpierdol. Podnoszę się z miejsca i opieram dłonie o stół.
— Cieszę się, że jest nas dzisiaj tak wielu. — Postanowiłem rozpocząć to spotkanie. — Zapewne doskonale wiecie, dlaczego tutaj was zgromadziłem, ale mimo wszystko podkreślę to jeszcze raz. Ten skurwiel — zaciskam dłonie w pięści. — Po raz kolejny wkroczył na moje terytorium i ośmielił się wyciągnąć łapy po to, co dla mnie najcenniejsze. — Joe w tym momencie przewrócił oczami, ale postanowiłem zignorować jego zachowanie.
Przecież oni wszyscy myślą, że Julia jest serio moją kobietą. Nie mogę teraz nagle im pokazać, że w rzeczywistości, to nie ten fakt mnie najbardziej boli, że on mi ją zabrał, a to, że po raz kolejny ten pierdolony chuj chciał mi utrzeć tym nosa.
— Ten idiota — kontynuuję — wymyślił sobie, że jeśli chcę odzyskać Julię, to mam mu za nią oddać wszystkie moje interesy i ogólnie wycofać się z tej działalności. — Prycham. — Dlatego z waszą pomocą chce mu pokazać, że posunął się już tym razem za daleko i że ze mną i żadnym z was nie zaczyna się wojny. — Błądzę spojrzeniem po ich twarzach, aż w końcu spoglądam na Adamsa. — A teraz Adrien — wskazuję na niego dłonią — wyjaśni wam, na czym stoimy, a po tym spróbujemy obmyślić najlepszy z możliwych planów działania. — Oznajmiam i siadam.
Moją powinność spełniłem, a teraz już niech osoby, do których to należy, zajmą się omawianiem reszty. Teraz Adrien wstał i podszedł do białej tablicy, na której narysowany jest plan posiadłości Clarka.
— To, co tutaj widzicie — wskazuje dłonią na zawartość tablicy. — To jest plan działki i domu Clarka. Zacznę jednak od najważniejszej kwestii, czyli tego, gdzie się on znajduje i z jakimi trudnościami już na samym początku przyjdzie nam się zmierzyć...
Przez następne czterdzieści minut Adams omawia wszystkie wejścia i to jak ewentualnie dotrzeć do bram ogrodzenia. Kiedy już rozmieszczenie wszystkich ważnych miejsc na posesji Clarka jest znane, Adrien wraca na swoje miejsce.
CZYTASZ
Wbrew sobie
ActionDlaczego jest tak, że za czyjeś błędy, płacić muszą inni? Jej brat zawsze miał dar sprowadzania na siebie kłopotów. Niestety tym razem sprowadził je na całą rodzinę. Tylko ona, 21 letnia Julie może ocalić ich od śmierci... To moje pierwsze opowi...
