Perspektywa Julii.
Już nawet nie wiem, ile godzin minęło, od kiedy położyłam się do łóżka w celu zaśnięcia. Niestety mi się to w dalszym ciągu nie udało. Jest środek nocy, a może za chwilę zacznie już świtać? Sama nie wiem. Totalnie straciłam rachubę czasu. Przewracam się po raz setny z jednego boku na drugi, próbując odgonić wszystkie nękające mnie myśli, ale to jest trudniejsze, niżby się mogło wydawać.
„Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne. Tylko dziś jest twoje".
Przez cały ten czas te słowa siedzą mi gdzieś w tyle głowy i nie potrafię także, za nic w świecie odrzucić od siebie myśli, że właśnie te słowa idealnie zgadzają się z moją obecną sytuacją. I ogólnie moim wielkim błędem było to, że w moim dotychczasowym życiu nie pamiętałam o tej mądrości. Zamiast cieszyć się każdą chwilą mojego normalnego i w porównaniu z wieloma ludźmi całkiem godnego życia. To marnowałam je na robieniu bezużytecznych rzeczy i rozpaczaniu nad tym, że los bywał dla mnie niezbyt łaskawy, a teraz?
Teraz nie mam już kontroli nad tym, co dzieje się dziś, a tym bardziej nad tym, co może się ze mną stać. Nie mam już wpływu na nic. Jakiś pieprzony gangster, człowiek bez serca i ludzkich odruchów jest panem mojego losu i życia. Od tego, co on zrobi, zależy moja dalsza egzystencja, a co może zrobić taki skurwiel jak on? Oczywiście, że jedynie może chcieć wyśmiać Clarka i mu mnie oddać! I co zrobi ze mną Victor?
Chryste Panie! Od paru godzin moje myśli krążą cały czas wokół tego samego! Ile do cholery można?! Najzwyczajniej w świecie sama chciałabym się w danej chwili stać człowiekiem podobnym do Gibsona. Człowiekiem wyprutym z jakichkolwiek uczuć i natrętnych myśli. Człowiekiem z żelaza i pustym. Pustym w sercu i w umyśle.
Z racji tego, że stałam się bezradna, co do mojego snu, bo najwyraźniej w świecie dzisiaj nie będzie dane mi zasnąć, postanawiam przestać się męczyć. Liczę na to, że jeśli zacznę czytać książkę, którą Victor pozwolił mi tutaj zabrać, pomoże mi ona, chociaż na trochę oderwać się od tych natrętnych myśli. Podnoszę się wiec z łóżka i idę zapalić światło.
Kiedy dochodzę do włącznika, który znajduje się przy drzwiach, mam wrażenie, że słyszę jakieś kroki, ale kto by chodził po tym korytarz w środku nocy? Chyba już mi się rzuca na łeb. Potrząsam głową z nadzieją, że zacznę w końcu trzeźwo myśleć i zapalam światło. Jednak okazuje się, że na korytarzu naprawdę ktoś jest, bo ewidentnie słychać tam męskie głosy.
Cholera! Co tam się dzieje? Owszem Clarkowi zdarzało się przypałętać do mnie w środku nocy, ale tam ewidentnie jest więcej mężczyzn niż jeden? Może w którymś z tych pomieszczeń znajduje się coś ważnego. W końcu z jakiegoś powodu są tu te wszystkie drzwi. Do mnie nikt raczej nie zmierza, więc postanawiam się tym nie przejmować i wracam na łóżko, a następnie zabieram z szafki nocnej książkę. Otwieram ją w miejscu, w którym ostatni razem skończyłam czytać i robię wszystko, co w mojej mocy, aby skupić całą moją uwagę na czytanej przeze mnie treści.
Niestety nagle słyszę jakieś krzyki. Co tam się dzieje? Co oni tam robią? Czy powinnam się obawiać? Po chwili zdaję sobie sprawę z tego, że kroki na korytarzu są lepiej słyszalne, czyli ci faceci są teraz pod tymi drzwiami?
— Otwieraj te ostatnie drzwi i spierdalamy stąd, bo zaraz nas zaczną szukać! — Boże! Ja już chyba naprawdę wariuję! To niemożliwe! To nie może być głos tego człowieka, o którym właśnie pomyślałam. To jakiś pieprzony zbieg okoliczności. Ja już chyba naprawdę zaczynam wariować.
Boże! Zlituj się nade mną! Nie pozwól mi oszaleć!
— Kurwa! Nie ma klucza do tego pomieszczenia! — Słyszę kolejny znany głos i nie, to już nie może być przypadek!
CZYTASZ
Wbrew sobie
AçãoDlaczego jest tak, że za czyjeś błędy, płacić muszą inni? Jej brat zawsze miał dar sprowadzania na siebie kłopotów. Niestety tym razem sprowadził je na całą rodzinę. Tylko ona, 21 letnia Julie może ocalić ich od śmierci... To moje pierwsze opowi...
