Czekamy z Rafael'em, zwanym Watsonem w umówionym miejscu. Kamienny krąg. Ludzie to mają jednak wyobraźnie. Skąd wzięła się ta nazwa? Jeśli moja wyobraźnia dobrze mi podpowiada, to wzięła się ona z tego, że kiedyś najwyraźniej było tu coś na wzór amfiteatru. Jednak po tym pozostały już tylko porozwalane mury, kamienie i zwykłe gruzy, które jak się dobrze przyjrzeć rzeczywiście tworzą okrąg. Siedzimy na jednym z tych murków i delektujemy się promieniami słońca, które przyjemnie grzeją nasze ciała.
Tak. Rozmyślam na takie idiotyczne tematy, bo próbuję zając czymś mój umysł. Umieram ze stresu. W końcu to będzie mój pierwszy raz. Pierwszy raz złamię prawo. Pierwszy raz zaopatrzę ćpunów w towar. Boże! Ja nawet nie wiem, jak powinnam się zachowywać, żeby wyszło to naturalnie. Chwała Panu, że w tym moim rozdziewiczeniu będzie towarzyszył mi Watson, bo inaczej bym chyba umarła.
– Pomożesz mi, prawda? – Pytam go, przegryzając dolną wargę.
– A w czym konkretnie? – Odpowiada pytaniem na pytanie, a na jego twarzy pojawia się dziwny uśmieszek.
– No z tą Meduzą... Ja nawet nie wiem, jak mam się zachowywać jak on już tu przyjdzie. – Patrzę na niego wzrokiem bezradnego dziecka. Dokładnie tak się czuję. Niespodziewanie Rafael owija rękę wokół moich ramion.
– Spokojnie. – Odzywa się. – Wszystkiego się nauczysz i przywykniesz. Mnie na początku tez było ciężko. – Uśmiecha się do mnie słabo.
– Mam nadzieję. – Mamroczę.
– Musisz być przede wszystkim ostrożna. A w samym sprzedawaniu nie ma nic skomplikowanego. – Oznajmia, lekko pocierając moje ramie. – Ty wręczasz mu do dłoni towar, a on tobie kasę i załatwione.
Uśmiecham się jedynie do niego krzywo, gdyż stres powoli zaczyna ściskać mi także gardło. Kiedy ta cała Meduza w końcu tu przyjdzie? Chciałabym mieć już to za sobą. Watson dalej mnie obejmuje, przez co ja robię coś, czego chyba nie powinnam, ale kładę głowę na jego klatce piersiowej, licząc na to, że jego bliskość trochę mnie rozluźni.
Czuję, że szatyn się spina, co utwierdza mnie w przekonaniu, że to był błąd. Już mam się wycofać z tej pozycji, kiedy nagle dłoń Rafaela ląduje na mojej głowie i czule ją głaszcze. Uśmiecham się pod nosem. Dlaczego czuje się przy nim tak dobrze? Przecież w rzeczywiście ciągle prawie go nie znam.
– Rafael? – Odzywam się po chwili.
– Tak? – Pyta, nie przestając głaskać moich włosów.
– Dlaczego zacząłeś handlować? – Pytam. – Wiem. Mówiłeś, że masz na utrzymaniu rodzinę, ale jak to się stało, że zdecydowałeś się na coś takiego? – Może nie powinnam go o to pytać, jednak bardzo mnie to ciekawi. Dlaczego taki dobry człowiek, zajął się czymś takim.
– Eh, Julia... – Wzdycha. – A ja podnoszę głowę, aby na niego spojrzeć. Watson patrzy w jakiś punkt przed sobą ze zmarszczonym czołem. Najwyraźniej zastanawia się, czy powinien mi odpowiadać na to pytanie.
– Porozmawiamy o tym kiedy indziej. – Odpowiada, ściągając ze mnie swoje ramie. Następnie wskazuje mi ruchem głowy przed siebie. Spoglądam w tym kierunku i okazuje się, że najwyraźniej Meduza zmierza w naszym kierunku. Jego rude dredy sięgają mu do ramion, a na przedramionach, które wystają z jego podwiniętych rękawów koszuli widać sporo tatuaży.
Od razu się spinam, a moje serce zaczyna mocniej bić. Zaczęło się. Watson zeskakuje z murku, a ja robię to samo. Rudzielec podchodzi do nas i mierzy nas wzrokiem, ale ostatecznie zatrzymuje swoje spojrzenie na mnie.
CZYTASZ
Wbrew sobie
ActionDlaczego jest tak, że za czyjeś błędy, płacić muszą inni? Jej brat zawsze miał dar sprowadzania na siebie kłopotów. Niestety tym razem sprowadził je na całą rodzinę. Tylko ona, 21 letnia Julie może ocalić ich od śmierci... To moje pierwsze opowi...
