82

7.6K 273 6
                                        



Jest poniedziałkowe południe, co oznacza, że już jutro mija mój termin przyniesienia kasy na stół Clarka. Nie widziałam go od wczoraj. Po tym, jak mnie nastraszył swoim zachowaniem i opuścił to pomieszczenie. 

Leżę na tym przeklętym łóżku i nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Umieram z nudów, strachu i tego podświadomego niepokoju. 

Co się stanie, jak Blanca nie przyjdzie jutro do klubu Clarka i nie przyniesie mu tej przeklętej kasy? O siebie się nie boję, bo tak naprawdę ktoś taki, jak Blanca Brown nie istnieje, ale osoba, która jej pomogła, jest już całkiem realna. Boję się o Watsona. Nie chcę, żeby przeze mnie miał problemy. Cholera! Nie dość, że tak naprawdę on współpracuje z Victorem tylko i wyłącznie dlatego, że przynosi mu fałszywki od Gibsona, to jeszcze może mieć go przeze mnie na karku. 

I najważniejsze pytanie, co się stanie ze mną? Czy Gibson już wie, że to Clark stoi za moim zniknięciem? I czy już go poinformował, że nic mu za mnie nie odda?

Z korytarza zaczynają docierać do mnie czyjeś kroki, od razu podnoszę się do pozycji siedzącej, wyczekując wejścia do pomieszczenia tej osoby. Zamek w drzwiach otwiera się z głośnym szczękiem, a już po chwili metalowa płyta się otwiera, a zza niej wyłania się postać Victora Clarka. Wkracza do pomieszczenia, ubrany w dość obcisłe czarne rurki i białą, luźną koszulkę z dekoltem w kształcie litery V. Spogląda na mnie typowym dla siebie przerażającym spojrzeniem. Jego wzrok nigdy nie przestanie mnie odrzucać.

– I jak się dzisiaj czujesz? – Pyta, a ja zastanawia się po raz kolejny, czy nie mam jakichś urojeń. Człowiek pokroju Gibsona, który kazał mnie porwać i poinformował mnie, że jeśli mój „ukochany" nie odda mu za mnie swojego majątku, to mnie sobie najzwyczajniej w świecie przywłaszczy, przychodzi tutaj i pyta mnie jak się czuję? Nie. Na sto procent już oszalałam.

– Lepiej. – Odzywam się po chwili, orientując się, że patrzę na niego jak na ducha, zamiast odpowiedzieć na jego pytanie.

– To dobrze. – Odpowiada, a zaraz po tym podchodzi do łóżka i siada obok mnie na jego skraju. Obserwuję go uważnie. Nie mam zielonego pojęcia, czego mogę się po nim spodziewać i czy muszę się go obawiać. Victor obraca się do mnie przodem i przez chwilę przygląda mi się, co zdecydowanie mnie peszy. Jego spojrzenie przyprawia mnie o ciarki.

– Nie rozumiem. – Odzywa się po jakiejś minucie, nie odrywając ode mnie wzroku.

– Czego? – Postanawiam się odezwać, bo w tym momencie to ja także nic nie rozumiem.

– Nie rozumem, jak to jest możliwe, że twój chłopak dostał wczoraj filmik i dotąd się do mnie nie odezwał. Ja na jego miejscu od razu bym się ze sobą skontaktował, a on nic. Ani nie zadzwonił, żeby mi pogrozić, ani żeby dogadać się, co do okupu, który powinien mi za ciebie przekazać, jeśli chce mieć cię znowu w swoich ramionach. – Odpowiada.

Zaraz po tym jego dłoń przejeżdża po moim policzku. Moje mięśnie mimowolnie się napinają, co on zauważa, bo na jego czole pojawia się kilka zmarszczek.

– Nie bój się mnie. – Mówi łagodnie, a ja nie rozumiem, dlaczego mu na tym zależy. Czy właśnie nie lepiej by było, gdybym się go obawiała?

– Obiecuję, że już tak ciebie więcej nie nastraszę. To było naprawdę tylko na potrzeby tego filmu i nigdy więcej się nie powtórzy. – Tłumaczy się, a ja tym bardziej nie potrafię tego pojąć. Dlaczego on jest w stosunku do mnie taki... uprzejmy? Tak. Uprzejmy. Doskonale wiem, że na co dzień taki nie jest, więc dlaczego teraz jest taki dla mnie?

Wbrew sobieOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz