Jest poniedziałkowe południe, co oznacza, że już jutro mija mój termin przyniesienia kasy na stół Clarka. Nie widziałam go od wczoraj. Po tym, jak mnie nastraszył swoim zachowaniem i opuścił to pomieszczenie.
Leżę na tym przeklętym łóżku i nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Umieram z nudów, strachu i tego podświadomego niepokoju.
Co się stanie, jak Blanca nie przyjdzie jutro do klubu Clarka i nie przyniesie mu tej przeklętej kasy? O siebie się nie boję, bo tak naprawdę ktoś taki, jak Blanca Brown nie istnieje, ale osoba, która jej pomogła, jest już całkiem realna. Boję się o Watsona. Nie chcę, żeby przeze mnie miał problemy. Cholera! Nie dość, że tak naprawdę on współpracuje z Victorem tylko i wyłącznie dlatego, że przynosi mu fałszywki od Gibsona, to jeszcze może mieć go przeze mnie na karku.
I najważniejsze pytanie, co się stanie ze mną? Czy Gibson już wie, że to Clark stoi za moim zniknięciem? I czy już go poinformował, że nic mu za mnie nie odda?
Z korytarza zaczynają docierać do mnie czyjeś kroki, od razu podnoszę się do pozycji siedzącej, wyczekując wejścia do pomieszczenia tej osoby. Zamek w drzwiach otwiera się z głośnym szczękiem, a już po chwili metalowa płyta się otwiera, a zza niej wyłania się postać Victora Clarka. Wkracza do pomieszczenia, ubrany w dość obcisłe czarne rurki i białą, luźną koszulkę z dekoltem w kształcie litery V. Spogląda na mnie typowym dla siebie przerażającym spojrzeniem. Jego wzrok nigdy nie przestanie mnie odrzucać.
– I jak się dzisiaj czujesz? – Pyta, a ja zastanawia się po raz kolejny, czy nie mam jakichś urojeń. Człowiek pokroju Gibsona, który kazał mnie porwać i poinformował mnie, że jeśli mój „ukochany" nie odda mu za mnie swojego majątku, to mnie sobie najzwyczajniej w świecie przywłaszczy, przychodzi tutaj i pyta mnie jak się czuję? Nie. Na sto procent już oszalałam.
– Lepiej. – Odzywam się po chwili, orientując się, że patrzę na niego jak na ducha, zamiast odpowiedzieć na jego pytanie.
– To dobrze. – Odpowiada, a zaraz po tym podchodzi do łóżka i siada obok mnie na jego skraju. Obserwuję go uważnie. Nie mam zielonego pojęcia, czego mogę się po nim spodziewać i czy muszę się go obawiać. Victor obraca się do mnie przodem i przez chwilę przygląda mi się, co zdecydowanie mnie peszy. Jego spojrzenie przyprawia mnie o ciarki.
– Nie rozumiem. – Odzywa się po jakiejś minucie, nie odrywając ode mnie wzroku.
– Czego? – Postanawiam się odezwać, bo w tym momencie to ja także nic nie rozumiem.
– Nie rozumem, jak to jest możliwe, że twój chłopak dostał wczoraj filmik i dotąd się do mnie nie odezwał. Ja na jego miejscu od razu bym się ze sobą skontaktował, a on nic. Ani nie zadzwonił, żeby mi pogrozić, ani żeby dogadać się, co do okupu, który powinien mi za ciebie przekazać, jeśli chce mieć cię znowu w swoich ramionach. – Odpowiada.
Zaraz po tym jego dłoń przejeżdża po moim policzku. Moje mięśnie mimowolnie się napinają, co on zauważa, bo na jego czole pojawia się kilka zmarszczek.
– Nie bój się mnie. – Mówi łagodnie, a ja nie rozumiem, dlaczego mu na tym zależy. Czy właśnie nie lepiej by było, gdybym się go obawiała?
– Obiecuję, że już tak ciebie więcej nie nastraszę. To było naprawdę tylko na potrzeby tego filmu i nigdy więcej się nie powtórzy. – Tłumaczy się, a ja tym bardziej nie potrafię tego pojąć. Dlaczego on jest w stosunku do mnie taki... uprzejmy? Tak. Uprzejmy. Doskonale wiem, że na co dzień taki nie jest, więc dlaczego teraz jest taki dla mnie?
CZYTASZ
Wbrew sobie
ActionDlaczego jest tak, że za czyjeś błędy, płacić muszą inni? Jej brat zawsze miał dar sprowadzania na siebie kłopotów. Niestety tym razem sprowadził je na całą rodzinę. Tylko ona, 21 letnia Julie może ocalić ich od śmierci... To moje pierwsze opowi...
