9

16.3K 599 30
                                        

— Cholera i co tu teraz z tobą zrobić? — odezwał się Mark.

Siedziałam w dalszym ciągu wtulona w Davida, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje, a on pocierał moje plecy.

— Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię! — wrzasnął. Przestraszona jego reakcją, odwróciłam głowę w jego stronę, ale złapałam za rękę Davida, żeby czuć się odrobinę pewniej.

— I tak jestem dla ciebie miły i to tylko ze względu na mojego brata, więc przynajmniej okaż mi jakikolwiek szacunek! A teraz odpowiadaj na moje pytania! — rozkazał. — Czy wiesz, kim jestem? — zapytał mnie. Pokiwałam tylko głową. — Masz mi odpowiadać, a nie wykonywać gesty!

— Tak — odpowiedziałam mu.

— A więc kim? — patrzył mi prosto w oczy.

— Jesteś... — zawahałam się — gangsterem...

— Świetnie! A wiesz, co moi ludzie robili w twoim domu?

— Pobili mojego brata. — Skrzywiłam się na to wspomnienie.

— A powiesz mi dlaczego? — Opuściłam wzrok i nie odpowiedziałam mu.

Do moich oczu zaczynały napływać łzy, ścisnęłam mocniej dłoń mojego kolegi, a on zaczął ją głaskać. Mark złapał mocno mój podbródek, zmuszając mnie, bym znowu na niego spojrzała. Jego palce wbijały się w moją skórę. Przybliżył swoją twarz do mojej, dzieliło je zaledwie kilka centymetrów. Jego spojrzenie było mroczne.

— Powiedz! — W dalszym ciągu trzymał mój podbródek.

— Bo miał ci oddać kasę... — odpowiedziałam mu, przełykając łzy.

— Okay, a powiedz mi jeszcze ślicznotko, co powiedziałaś psiarni, hmm?

— Nie było żadnej psiarni... — odpowiedziałam mu zgodnie z prawdą.

— Nie było? — Przeniósł na chwilę wzrok ze mnie na swoich ludzi. — A ja słyszałem, że była — znowu na mnie spojrzał.

— Ja... Ja... — zaczęłam się jąkać.

— Ty co? — zacisnął mocniej palce na mojej brodzie.

— Ja kłamałam! — wyrzuciłam z siebie i wybuchłam głośnym płaczem.

Nie potrafiłam już tego powstrzymać. Zbyt wiele emocji się we mnie kotłowało. Strach, niepewność, żal. A ból, który sprawiał Mark mojemu podbródkowi, stawał się nieznośny.

— A moi ludzie w takim razie mieli omamy słuchowe? — zapytał, zupełnie ignorując mój szloch.

— Błagam! To boli! — Nie mogłam już wytrzymać bólu. Mark poluzował lekko swój uchwyt.

— Teraz odpowiedz! — zbliżył jeszcze bardziej swoją twarz do mojej, tak że czubki naszych nosów prawie się stykały.

— To był przypadek — wyłkałam — to był naprawdę przypadek. Ten radiowóz nie jechał do nas! — Znowu zaniosłam się szlochem. Mark puścił mój podbródek i odwrócił się w stronę Adriena i Charliego.

— Idioci! Pierdoleni idioci! — wywrzeszczał do nich, a ja znowu wtuliłam się w Davida, bo nie potrafiłam przestać płakać. Gibson uderzył pięścią w stół, a następnie wziął jeden z kieliszków i wypił jego zawartość, a zaraz po nim kolejny.

— Cii, spokojnie malutka. Nie płacz. On ci nie zrobi krzywdy. Obiecuję — David wyszeptał mi do ucha, jednocześnie głaszcząc mnie po głowie.

— Julia! Ja jeszcze z tobą nie skończyłem! — Usłyszałam głos Mark'a.

— Kurwa Mark daj jej chwilę, nie widzisz, że się cała trzęsie — odezwał się David.

— To niech się trzęsie! Bardzo dobrze, że się boi, bo powinna! Dobrze wiesz, że i tak traktuje ją łagodnie — odparł. — No już! Odklej się od niego i odwróć się w moją stronę ! — zażądał.

— Zrób, co ci każe — wyszeptał mi do ucha David. Posłuchałam go i odwróciłam się przodem do jego brata. Jednak tak jak poprzednio, trzymałam za rękę mojego kolegę.

— Przestań ryczeć, bo mogę ci dopiero dać powód do płaczu! — warknął do mnie. A ja zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby opanować łzy.

— No więc dobra — zaczął mówić, w tym czasie nalewając whisky do dwóch szklanek. — Czy twój braciszek powiedział ci, jak to się stało, że ma u mnie dług? — zapytał.

— Tak — odpowiedziałam mu. Sięgnął po cole, którą dolał do szklanek i podsunął mi jedną z nich.

— Pij! — Powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. Podniosłam szklankę, a nie było to łatwe, ponieważ moja ręka niemiłosiernie się trzęsła i wzięłam łyk napoju. — I słuchaj mnie uważnie, bo chcę ci wytłumaczyć obecną sytuację twojej rodziny.

— Tylko zrób to w skrócie, bo muszę ją odprowadzić zaraz do jej znajomych, nim zaczną jej szukać... — Wtrącił się David. Mark zmroził go wzrokiem, ale kiwnął lekko głowa.

— No dobrze, więc zacznę od konkretów. — Uśmiechnął się do mnie fałszywie. — Najważniejszą informacją na daną chwilę dla ciebie jest to, że od teraz życie twojej rodziny, jest w twoich rękach. — Spojrzał mi przenikliwie w oczy. Po jego słowach starałam się znowu nie rozpłakać.

— A-ale.. A-ale jak to w moich? — wyjąkałam.

— Normalnie — odparł. — Jutro przyjdziemy po ciebie i wytłumaczę ci całą resztę. Na razie idź już sobie, bo nie mam ochoty użerać się z twoimi kolegami.

Odwrócił ode mnie wzrok i wypił do końca zawartość swojej szklanki. Ja siedziałam jak wryta, nie potrafiłam się ruszyć. Co on ma na myśli?

— A i jeszcze jedno — spojrzał na mnie. — Jeśli twoi koledzy dowiedzą się, o czymś, czego nie powinni wiedzieć, osobiście wjebie im kulkę w łeb. Zrozumiano?

— Tak — odpowiedziałam tak cicho, że sama siebie ledwo usłyszałam.

— Zapytałem, czy zrozumiałaś! — warknął Mark. Odchrząknęłam, żeby tym razem mnie usłyszał.

— Tak — odpowiedziałam mu ponownie.

— Świetnie! — krzyknął. — A teraz zejdź mi już z oczu! — Machnął na mnie ręką. — Muszę się zastanowić, co z tobą zrobić i pogadać z tymi kretynami. — Spojrzał na swoich ludzi. A ci spojrzeli na mnie groźnym wzrokiem. Jestem pewna, że gdyby mogli, bez zastanowienia by mnie zabili za to, że zrobiłam z nich idiotów.

— Chodź Julia. — Usłyszałam głos Davida, następnie pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia.

Wbrew sobieOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz