Gibson z pełnym impetem rzucił mnie na kanapę. Moje plecy uderzyły w nią na tyle mocno, że przez chwilę brakowało mi tchu. Nim udało mi się złapać powietrze, mężczyzna już był nade mną. Ścisnął mocno moje ramiona i próbując zabić mnie swoim spojrzeniem, docisnął mnie jeszcze bardziej do znajdującej się pod moimi plecami kanapy. Nagle drzwi salonu otworzyły się z głośnym trzaskiem, a następnie dotarł do mnie głos Davida.
— Mark zejdź z niej! — mój kolega już był obok nas i próbował go ode mnie odciągnąć. — Proszę cię! Uspokój się! Ochłoń, nim zrobisz coś, czego będziesz żałował! — O czym on w ogóle mówi, że niby ten człowiek miałby czegoś żałować? Nie rozumiałam sensu jego słów, jednak miałam nadzieję, że coś to da, gdyż sama nie miałam pojęcia, jak mam go uspokoić, a tym bardziej czego się po nim spodziewać, kiedy był w takim stanie.
— Wyjdź stąd! — wrzasnął Mark. Świetnie, chyba go wkurzył tylko jeszcze mocniej. David szarpał go, próbując go ze mnie ściągnąć, ale ten ani drgnął. — Zostaw mnie i wyjdź!
Był nieugięty. W tym też momencie do pokoju weszli Charlie i Adrien. Mark spojrzał na nich.
— Zabierzcie go stąd do cholery! — rozkazał im.
Wraz z tymi słowami uciekła ze mnie cała nadzieja, na to, że mojemu koledze uda się go uspokoić. Boże, co ja narobiłam? Czy nie mogłam zapanować jeszcze przez chwilę nad moimi emocjami? Jestem sama sobie winna...
Mężczyźni bez zastanowienia podeszli do Davida i odciągnęli go od brata.
— Mark opanuj się! Nie rób niczego głupiego! — David zwrócił się jeszcze raz do niego, jednocześnie próbując się wyrwać z uścisku Adams'a i Cook'a.
— Wyprowadźcie go stąd i dopilnujcie, żeby mi nie przeszkadzał! — Mark zachowywał się tak, jakby słowa, które kierował do niego mój kolega, były dla niego nie słyszalne. Paniczny strach przejął nade mną kontrolę. Wiedziałam, że już nikt mi nie pomoże, a ja przez własną głupotę jestem skazana na jego furię, którą z pewnością wyładuje na mnie. Kiedy cała trójka wyszła z pokoju, z powrotem spojrzał na mnie i zaczął mną potrząsać.
— Dlaczego ty się tak zachowujesz?! — wrzasnął. Jego głos rozniósł się echem po pokoju. — Powinnaś już wiedzieć, że takim zachowaniem wyprowadzisz mnie z równowagi! — Przybliżył swoją twarz do mojej i zmrużył swoje i tak już mnie w danej chwili przerażające oczy — A może robisz to specjalnie? — dla odmiany, teraz prawie mówił szeptem.
Jedyne, co byłam w stanie robić, to kręcić głową przecząc jego słowom i łykać słone, płynące już po mojej twarzy łzy. Mark przeniósł swoją dłoń na moją krtań, dociskając ją do niej. Jeśli chciał mnie tym przestraszyć, to bardzo dobrze mu to wyszło. Moje ciało automatycznie zaczęło się trząść jak galareta. Dodatkowo miałam wrażenie, że już się duszę.
— W takim razie, jak mam cię potraktować, żebyś zachowywała się tak jak należy? — Mark zdawał się być już odrobinę spokojniejszy. Jego ciągle utkwione we mnie oczy już tak bardzo nie przerażały, ale w dalszym ciągu było w nich coś dla mnie nieodgadnionego. Jednak jego ręka w dalszym ciągu utrudniała mi oddychanie. Teraz wystarczy tylko, że dociśnie mocniej swoją dłoń, a ja autentycznie zacznę się dusić. — Co mam zrobić, żebyś zrozumiała, jak wiele w twoim życiu zależy ode mnie i odnosiła się do mnie z należnym mi szacunkiem? — Zadawał mi te pytania z przerażającym spokojem. Co jest z nim nie tak, jeszcze przed chwilą wrzeszczał? — Zdajesz sobie sprawę z tego, że twoi rodzicie mogli już dawno nie żyć? A ty byłabyś teraz moją prywatną dziwką? — Drugą dłonią zaczął gładzić palcem mój policzek.
CZYTASZ
Wbrew sobie
AksiDlaczego jest tak, że za czyjeś błędy, płacić muszą inni? Jej brat zawsze miał dar sprowadzania na siebie kłopotów. Niestety tym razem sprowadził je na całą rodzinę. Tylko ona, 21 letnia Julie może ocalić ich od śmierci... To moje pierwsze opowi...
