38

9.6K 356 11
                                        


— Zamknij się! — wysyczał przez zęby Charlie, przyciskając do moich ust dłoń.

— Co tam się dzieje? — do moich uszu dotarł głos Adriena. Teraz albo przyjdzie tu i mi pomoże, albo dołączy się do swojego kolegi. Niczego nie mogę być pewna. — Gdzie wy jesteście? – Adams był już w salonie.

— Piśniesz mu słowo, a przysięgam, że gorzko tego pożałujesz — warknął Charlie i odskoczył ode mnie. Zaraz po tym, wszedł do sypialni Adrien. Spojrzał na mnie, a następnie na blondyna. I znowu na mnie. Jego usta zamieniły się w cienką linię, a dłonie zacisnęły się w pięści. Leżałam nieruchomo, zapłakana i roztrzęsiona, gwałtownie łapiąc powietrze.

— Coś ty jej, do kurwy, zrobił?! — Adams ryknął i spojrzał gniewnie na blondyna.

— A niby, co ja bym miał jej zrobić? — odrzekł mu spokojnym i opanowanym tonem.

W myślach dziękowałam Bogu, za to, że Adrien zjawił się na czas. Mój oddech powoli wracał do normy, nawet łzy już przestawały lecieć. Jednak w dalszym ciągu leżałam na tych wszystkich ubraniach, nie potrafiąc zebrać w sobie na tyle siły, aby się podnieść.

Adams znowu przeniósł wzrok na mnie. A po kilku sekundach podszedł do mnie i chwycił mnie za dłonie, podciągając mnie do pozycji siedzącej. Następnie kucnął przede mną i dotknął dłonią mojego uda.

— Julia wszystko w porządku? Co, on ci zrobił? — w jego głosie dało się usłyszeć lekką niepewność. Jakby nie był pewien czy powinien mnie, o to pytać albo czymś niecodziennym była dla niego troska o kogoś.

Cały czas czułam na sobie spojrzenie Cook'a. Przez co, bałam się cokolwiek powiedzieć w zasadzie i tak przez ścisk w moim gardle nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. Postanowiłam więc pokiwać twierdząco głową, cały czas skutecznie unikając patrzenia mu w oczy. Adrien zerwał się na równe nogi i znowu spojrzał na swojego kolegę.

— Świetnie! Jeszcze ją zastraszyłeś? Czy ty, do kurwy nędzy wiesz, co się z tobą stanie, jeśli szef się dowie, że robisz coś po za jego zgodą i za jego plecami?

— Przecież nic takiego nie zrobiłem, więc o czym miałby się dowiedzieć

— Nie można cię samego nawet na chwilę zostawić! Masz szczęście, że nie zrobiłeś jej żadnego siniaka, bo przez twoją głupotę obydwoje mielibyśmy przejebane.

Czyli o to, tu chodzi. Troszczy się o mnie, bo boi się Gibsona. I nie chce stracić jego zaufania, bo zależy mu na byciu jego człowiekiem. Tylko to też trochę bez sensu, gdyby Mark kazał mu się mną zajmować. Niby z jakiego powodu miałby to robić? Jednak to by wyjaśniało, dlaczego tak nagle zmienił swoje nastawienie do mnie. Nie dlatego, że wybaczył mi tamtą sytuacje. Nie dlatego, że mnie lubi. I nie dlatego, że zwyczajnie chce być dla mnie miły. 

On to robi, bo chce się przypodobać Gibsonowi i u niego zapunktować. Przecież to chore! Już sama nie wiem, co jest gorsze. Jego udawana przychylność do mojej osoby czy jakby zachowywał się wobec mnie dokładnie tak samo jak jego kumpel.

— I po co tak panikujesz? — Blondyn był wyraźnie rozbawiony, całą ta sytuacją. — Julia — zwrócił się do mnie.   — Nic ci nie zrobiłem, prawda? — uśmiechał się do mnie, w tak arogancki sposób, że miałam ochotę przywalić mu najmocniej, jak tylko bym potrafiła w tą jego twarz, żeby zszedł mu z niej ten wkurzający uśmiech. Postanowiłam jednak zagrać z nim w tę jego głupią grę.

— Ależ oczywiście, że nic — odpowiedziałam mu. Posyłając w jego kierunku najbardziej fałszywy uśmiech, jaki byłam w stanie stworzyć na mojej twarzy.

Wbrew sobieOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz