— Zamknij się! — wysyczał przez zęby Charlie, przyciskając do moich ust dłoń.
— Co tam się dzieje? — do moich uszu dotarł głos Adriena. Teraz albo przyjdzie tu i mi pomoże, albo dołączy się do swojego kolegi. Niczego nie mogę być pewna. — Gdzie wy jesteście? – Adams był już w salonie.
— Piśniesz mu słowo, a przysięgam, że gorzko tego pożałujesz — warknął Charlie i odskoczył ode mnie. Zaraz po tym, wszedł do sypialni Adrien. Spojrzał na mnie, a następnie na blondyna. I znowu na mnie. Jego usta zamieniły się w cienką linię, a dłonie zacisnęły się w pięści. Leżałam nieruchomo, zapłakana i roztrzęsiona, gwałtownie łapiąc powietrze.
— Coś ty jej, do kurwy, zrobił?! — Adams ryknął i spojrzał gniewnie na blondyna.
— A niby, co ja bym miał jej zrobić? — odrzekł mu spokojnym i opanowanym tonem.
W myślach dziękowałam Bogu, za to, że Adrien zjawił się na czas. Mój oddech powoli wracał do normy, nawet łzy już przestawały lecieć. Jednak w dalszym ciągu leżałam na tych wszystkich ubraniach, nie potrafiąc zebrać w sobie na tyle siły, aby się podnieść.
Adams znowu przeniósł wzrok na mnie. A po kilku sekundach podszedł do mnie i chwycił mnie za dłonie, podciągając mnie do pozycji siedzącej. Następnie kucnął przede mną i dotknął dłonią mojego uda.
— Julia wszystko w porządku? Co, on ci zrobił? — w jego głosie dało się usłyszeć lekką niepewność. Jakby nie był pewien czy powinien mnie, o to pytać albo czymś niecodziennym była dla niego troska o kogoś.
Cały czas czułam na sobie spojrzenie Cook'a. Przez co, bałam się cokolwiek powiedzieć w zasadzie i tak przez ścisk w moim gardle nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. Postanowiłam więc pokiwać twierdząco głową, cały czas skutecznie unikając patrzenia mu w oczy. Adrien zerwał się na równe nogi i znowu spojrzał na swojego kolegę.
— Świetnie! Jeszcze ją zastraszyłeś? Czy ty, do kurwy nędzy wiesz, co się z tobą stanie, jeśli szef się dowie, że robisz coś po za jego zgodą i za jego plecami?
— Przecież nic takiego nie zrobiłem, więc o czym miałby się dowiedzieć
— Nie można cię samego nawet na chwilę zostawić! Masz szczęście, że nie zrobiłeś jej żadnego siniaka, bo przez twoją głupotę obydwoje mielibyśmy przejebane.
Czyli o to, tu chodzi. Troszczy się o mnie, bo boi się Gibsona. I nie chce stracić jego zaufania, bo zależy mu na byciu jego człowiekiem. Tylko to też trochę bez sensu, gdyby Mark kazał mu się mną zajmować. Niby z jakiego powodu miałby to robić? Jednak to by wyjaśniało, dlaczego tak nagle zmienił swoje nastawienie do mnie. Nie dlatego, że wybaczył mi tamtą sytuacje. Nie dlatego, że mnie lubi. I nie dlatego, że zwyczajnie chce być dla mnie miły.
On to robi, bo chce się przypodobać Gibsonowi i u niego zapunktować. Przecież to chore! Już sama nie wiem, co jest gorsze. Jego udawana przychylność do mojej osoby czy jakby zachowywał się wobec mnie dokładnie tak samo jak jego kumpel.
— I po co tak panikujesz? — Blondyn był wyraźnie rozbawiony, całą ta sytuacją. — Julia — zwrócił się do mnie. — Nic ci nie zrobiłem, prawda? — uśmiechał się do mnie, w tak arogancki sposób, że miałam ochotę przywalić mu najmocniej, jak tylko bym potrafiła w tą jego twarz, żeby zszedł mu z niej ten wkurzający uśmiech. Postanowiłam jednak zagrać z nim w tę jego głupią grę.
— Ależ oczywiście, że nic — odpowiedziałam mu. Posyłając w jego kierunku najbardziej fałszywy uśmiech, jaki byłam w stanie stworzyć na mojej twarzy.
CZYTASZ
Wbrew sobie
AcciónDlaczego jest tak, że za czyjeś błędy, płacić muszą inni? Jej brat zawsze miał dar sprowadzania na siebie kłopotów. Niestety tym razem sprowadził je na całą rodzinę. Tylko ona, 21 letnia Julie może ocalić ich od śmierci... To moje pierwsze opowi...
