Perspektywa Watsona.
Julia upada na ziemię i łapie się za głowę. Cholera! Po co ona się tam pchała!
– Kurwa! Julia! – Na całe szczęście Adrien reaguje i błyskawicznie do niej podbiega. Ja miałem ogromną ochotę to zrobić, ale nie mogłem, bo jakby to wyglądało, skoro teoretycznie jest ona dla mnie zupełnie obcą osobą? Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ten skurwiel przywalił jej w głowę i nawet nie zauważył tego, że upadła przez niego na ziemię.
– Kurwa! Ona jest nieprzytomna! – Krzyczy Adrien, a ja już tym razem nie wytrzymuję i także dobiegam do leżącej na ziemi dziewczyny.
– Halo! Słyszysz mnie?! – Adrien potrząsa nią delikatnie, ale jak na razie nie reaguje.
– Cholera, chyba i tak trzeba będzie wezwać pogotowie, przecież jak ona nawet odzyska przytomność, to może mieć wstrząśnienie mózgu albo coś. Chyba widziałeś, z jaką siłą oberwała w to czoło? – Zwracam się do Adriena, próbując udawać, że wcale się o nią nie martwię, że jedynie dobrze mu radzę. Jednak w rzeczywistości nic nie poradzę na to, że ta dziewczyna wzbudza we mnie jakieś dziwne instynkty. Od dnia, w którym się dowiedziałem, kim jest i dlaczego tak naprawdę chcę handlować, chciałbym ją obronić przed tym całym popieprzonym światem.
– Jakie pogotowie, przecież wiesz, że mamy własnego lekarza! – Odpowiada Adrien.
Spoglądam za siebie, ale ten zjeb genetyczny w dalszym ciągu totalnie ma w dupie to, że Julia tu leży. Tak wiem. Czego ja się spodziewałem, że ktoś, kto bez krępacji podnosi na nią rękę, będzie się przejmował tym, że za jego sprawą Julia leży na ziemi nieprzytomna?
Zaraz po tym spoglądam na Charliego, który stoi rozbawiony i obserwują jak Clark i Gibson dalej się szarpią, a Rick wygląda, jakby zastanawiał się, czy to już nie jest ten moment, w którym należałoby im przerwać. Za chwilę znowu spoglądam na Julię, dlaczego ona jeszcze nie odzyskała przytomności? Adrien układa ją w bezpiecznej pozycji. Podbiegam więc do Rickiego, myślę, że on chce ich już rozdzielić, a ja uważam, że to najwyższy czas.
– Rick! – Wołam. – Spójrz na nich, to chyba już ten moment, kiedy trzeba im przerwać! – On spogląda na mnie, a następnie na tych wijących się po ziemi idiotów.
– Tak! To jest ten czas! – Oznajmia i podchodzi do nich, ja również to czynię.
Tym razem na górze jest Clark, więc z całej siły chwytam go w pasie i podciągam do góry.
– Szefie starczy! Już mu wystarczy! – Krzyczę do niego, widząc, że twarz Gibsona jest już prawie cała rozkwaszona. Udaje mi się go z niego ściągnąć. Mark leży na ziemi, wyklinając na Victora, ale widać, że ma już dość, więc na całe szczęście nie rzuca się na niego.
– O Gibson! Widzisz lebiodo! Jesteś takim frajerem, że twoja ukochana leży teraz na ziemi nieprzytomna! Mówiłem, że na nią nie zasługujesz! – Clark postanawia jeszcze po prowokować Gibsona i pluje na niego. Pierdole.
Mark podnosi się chwiejnym krokiem z ziemi, jednak kiedy ma się znowu rzucić na Victora, spogląda na Julię i kiedy orientuje się, że ten nie kłamie, rezygnuje z atakowania go i podchodzi do niej.
– Puść mnie już! – Warczy Clark, a ja uwalniam go z uchwytu, jednak obserwuje go czy przypadkiem znowu się nie rzuci na Gibsona. Jednak ten postanawia otrzeć swoją twarz z krwi i obserwuje teraz scenę, która się rozgrywa na ziemi.
– Kurwa! Adrien! Co jej jest? – Wyraźnie zdenerwowany Mark klęka przy leżącej Juli.
– Przywalił jej szef tyłem głowy, a ona upadłą na ziemie i straciła przytomność! – Oznajmia mu roztrzęsiony Adrien. Dobrze, że przynajmniej on się o nią martwi...
CZYTASZ
Wbrew sobie
AcciónDlaczego jest tak, że za czyjeś błędy, płacić muszą inni? Jej brat zawsze miał dar sprowadzania na siebie kłopotów. Niestety tym razem sprowadził je na całą rodzinę. Tylko ona, 21 letnia Julie może ocalić ich od śmierci... To moje pierwsze opowi...
