67

8.4K 316 33
                                        


Z impetem ląduje na miękkim materacu, mojego tymczasowego łóżka. Zaraz po tym nade mną ląduje rozwścieczony Mark, który siada okrakiem na moich biodrach i opiera swój ciężar ciała na dłoniach położonych po obu stronach mojej głowy. Wisi nade mną, ciężko dysząc i patrzy na mnie jak lew na przekąskę. Jego oczy są tak mroczne, że aż wywraca mi się wszystko w żołądku. Dlaczego on jest na mnie zły?! Przecież to nie ja wezwałam policję!

– To wszystko twoja wina! – Warczy, nie odrywając ode mnie wzroku.

Przepraszam bardzo, że niby co?! Ciśnienie na nowo mi się podnosi, zaczynam oddychać równe głośno, co Mark. Nie wiem tylko, czy w tym momencie jestem wściekła na tego pacana, że wini mnie, nie wiadomo za co. Czy przerażona jego zachowaniem?

– Co ty pieprzysz?! – Unoszę się. Na co on zakrywa mi dłonią usta.

– Nie wrzeszcz idiotko. – Syczy. – Jeszcze raz podniesiesz głos, a cię zaknebluje. – Ostrzega. – I jak ty się do mnie odzywasz? Co? Dawno nie dostałaś lekcji posłuszeństwa? – Pyta, ściągając dłoń z moich ust. – Gdybyś mnie tak nie wkurwiała, to te pierdolone psy by tu nie przyjechały! A tak to wszystko przez ciebie.

– Co przeze mnie? – Jestem tak wściekła, że ani przez chwilę nie zastanawiam się nad doborem słów. – To ja na ciebie wrzeszczałam czy ty na mnie?

– Nie pyskuj. – Znowu warczy. Łapie za moje nadgarstki i przytrzymuje je nad moją głową. Zaraz po tym przybliża swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej. – Naprawdę chcesz dzisiaj oberwać? – Pyta. – Już ci zeszły siniaki i trzeba jej poprawić? – Patrzy na mnie, ciskając we mnie sztyletami. – A może ci się ostatnio spodobało i teraz chciałabyś mieć problem z siedzeniem przez tydzień? – Mówi obniżonym i głębokim tonem tuż nad moim uchem, a mnie przechodzą ciarki, co on ku mojej rozpaczy zauważa. – Podnieca cię to? – Śmieje się demonicznie, a na jego twarzy pojawia się złośliwy uśmiech.

Milczę. Zaczynam się poważnie obawiać jego intencji. O co mu chodzi? Co on chce ze mną zrobić? Moje serce za chwilę naprawdę wyskoczy z mojej klatki piersiowej. A ja jestem zdana na łaskę i nie łaskę tego potwora. Boje się. Najzwyczajniej w świecie się boję.

– Co? Języka ci w gębie zabrakło? – Pyta, chamsko się uśmiechając.

W dalszym ciągu się nie odzywam, jedynie patrzę na niego z przerażeniem. Jego twarz wygląda, jakby wstąpił w niego jakiś demon. Po chwili z jego ust wydobywa się przerażający śmiech, a mnie znowu przechodzą ciarki, a w gardle zapanowuje Sahara.

– No i super. – Znowu się odzywa. Skoro już zrozumiałaś, że się ze mną nie dyskutuje bez mojego tracenia energii, to teraz się zabawimy. – Oznajmia. CO? NIE! TYLKO NIE TO!

Po chwili jego usta lądują na mojej szyi, a on składa na niej mokre i zachłanne pocałunki. Dopiero po kilku sekundach do mojego mózgu dociera informacja, że muszę działać.

– Przestań! Co ty robisz?! – Piszczę z przerażenia i zaczynam się szarpać. Niestety on pod wpływem mojego zachowania, przygniata moje nadgarstki mocniej do materaca, a ja już wiem, że znajdę tam jutro siniaki. Natomiast on nie zaprzestaje swojej czynności, wręcz przeciwnie jeszcze żarliwiej całuje moją szyję. Boże! Co ja mam robić! Pomóż!

– Przestań! Mark przestań! – Krzyczę, w dalszym ciągu wijąc się pod nim.

– Zamknij się! – Tym razem reaguje i podnosi głowę, aby na mnie spojrzeć. – Ostrzegałem cię! Sama tego chciałaś! – Oznajmia ostrym tonem i przekłada sobie jeden z moich nadgarstków do lewej dłoni, tak, że oba nadgarstki trzyma teraz w jednej. Następnie sięga wolną ręką do jednej z moich szafek nocnych, po czym wyciąga z niej srebrną, szeroką taśmę klejąca. On chyba żartuje! Skąd ta taśma się w ogóle tam wzięła?!

Wbrew sobieOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz