Z impetem ląduje na miękkim materacu, mojego tymczasowego łóżka. Zaraz po tym nade mną ląduje rozwścieczony Mark, który siada okrakiem na moich biodrach i opiera swój ciężar ciała na dłoniach położonych po obu stronach mojej głowy. Wisi nade mną, ciężko dysząc i patrzy na mnie jak lew na przekąskę. Jego oczy są tak mroczne, że aż wywraca mi się wszystko w żołądku. Dlaczego on jest na mnie zły?! Przecież to nie ja wezwałam policję!
– To wszystko twoja wina! – Warczy, nie odrywając ode mnie wzroku.
Przepraszam bardzo, że niby co?! Ciśnienie na nowo mi się podnosi, zaczynam oddychać równe głośno, co Mark. Nie wiem tylko, czy w tym momencie jestem wściekła na tego pacana, że wini mnie, nie wiadomo za co. Czy przerażona jego zachowaniem?
– Co ty pieprzysz?! – Unoszę się. Na co on zakrywa mi dłonią usta.
– Nie wrzeszcz idiotko. – Syczy. – Jeszcze raz podniesiesz głos, a cię zaknebluje. – Ostrzega. – I jak ty się do mnie odzywasz? Co? Dawno nie dostałaś lekcji posłuszeństwa? – Pyta, ściągając dłoń z moich ust. – Gdybyś mnie tak nie wkurwiała, to te pierdolone psy by tu nie przyjechały! A tak to wszystko przez ciebie.
– Co przeze mnie? – Jestem tak wściekła, że ani przez chwilę nie zastanawiam się nad doborem słów. – To ja na ciebie wrzeszczałam czy ty na mnie?
– Nie pyskuj. – Znowu warczy. Łapie za moje nadgarstki i przytrzymuje je nad moją głową. Zaraz po tym przybliża swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej. – Naprawdę chcesz dzisiaj oberwać? – Pyta. – Już ci zeszły siniaki i trzeba jej poprawić? – Patrzy na mnie, ciskając we mnie sztyletami. – A może ci się ostatnio spodobało i teraz chciałabyś mieć problem z siedzeniem przez tydzień? – Mówi obniżonym i głębokim tonem tuż nad moim uchem, a mnie przechodzą ciarki, co on ku mojej rozpaczy zauważa. – Podnieca cię to? – Śmieje się demonicznie, a na jego twarzy pojawia się złośliwy uśmiech.
Milczę. Zaczynam się poważnie obawiać jego intencji. O co mu chodzi? Co on chce ze mną zrobić? Moje serce za chwilę naprawdę wyskoczy z mojej klatki piersiowej. A ja jestem zdana na łaskę i nie łaskę tego potwora. Boje się. Najzwyczajniej w świecie się boję.
– Co? Języka ci w gębie zabrakło? – Pyta, chamsko się uśmiechając.
W dalszym ciągu się nie odzywam, jedynie patrzę na niego z przerażeniem. Jego twarz wygląda, jakby wstąpił w niego jakiś demon. Po chwili z jego ust wydobywa się przerażający śmiech, a mnie znowu przechodzą ciarki, a w gardle zapanowuje Sahara.
– No i super. – Znowu się odzywa. Skoro już zrozumiałaś, że się ze mną nie dyskutuje bez mojego tracenia energii, to teraz się zabawimy. – Oznajmia. CO? NIE! TYLKO NIE TO!
Po chwili jego usta lądują na mojej szyi, a on składa na niej mokre i zachłanne pocałunki. Dopiero po kilku sekundach do mojego mózgu dociera informacja, że muszę działać.
– Przestań! Co ty robisz?! – Piszczę z przerażenia i zaczynam się szarpać. Niestety on pod wpływem mojego zachowania, przygniata moje nadgarstki mocniej do materaca, a ja już wiem, że znajdę tam jutro siniaki. Natomiast on nie zaprzestaje swojej czynności, wręcz przeciwnie jeszcze żarliwiej całuje moją szyję. Boże! Co ja mam robić! Pomóż!
– Przestań! Mark przestań! – Krzyczę, w dalszym ciągu wijąc się pod nim.
– Zamknij się! – Tym razem reaguje i podnosi głowę, aby na mnie spojrzeć. – Ostrzegałem cię! Sama tego chciałaś! – Oznajmia ostrym tonem i przekłada sobie jeden z moich nadgarstków do lewej dłoni, tak, że oba nadgarstki trzyma teraz w jednej. Następnie sięga wolną ręką do jednej z moich szafek nocnych, po czym wyciąga z niej srebrną, szeroką taśmę klejąca. On chyba żartuje! Skąd ta taśma się w ogóle tam wzięła?!
CZYTASZ
Wbrew sobie
ActionDlaczego jest tak, że za czyjeś błędy, płacić muszą inni? Jej brat zawsze miał dar sprowadzania na siebie kłopotów. Niestety tym razem sprowadził je na całą rodzinę. Tylko ona, 21 letnia Julie może ocalić ich od śmierci... To moje pierwsze opowi...
