54. Sny...

3.4K 225 12
                                        

     Ktoś krzyczał. Bardzo głośno krzyczał. W ciemnym lesie, w gąszczu drzew widać było nieme światełka, a w tym miejscu wiele postaci, które z oddali było widać, że miały bladą cerę. Bella szła w miejsce, gdzie było światło, w miejsce gdzie było wiele osób. Gdy tam doszła ujrzała jedenaście osób w kręgu i trzy w środku. Jedna z osób w środku krzyczała. Od tyłu postać miała krótkie i wręcz białe włosy, ale nie siwe. Bella nie mogła zobaczyć twarzy nikogo, były rozmazane. W pewnym momencie jedna z postaci w środku podeszła do krzyczącego z nożem.

   -Zostaw go!- krzyknęła Bella.

Nikt jej nie usłyszał. Nikt nie widział. Nóż uniósł się do góry.

   -Zostaw! Nic mu nie rób!

Krzyczała postać zaczęła prosić o łaskę i życie jednak nic. Nóż wbił się w klatkę piersiową białowłosego. Krzyk umilkł...

     Bella gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej. Była cała zlana potem. Oddychała ciężko i serce biło jej nierównomiernie i szybko. Po chwili dziewczyna się uspokoiła i sprawdziła czy obudziła współlokatorki. Wszystkie trzy spały w bezruchu, jedynie Dorcas obróciła się na drugą stronę i lekko zachrapała. Black usiadła na skraju łóżka i popatrzyla w kalendarz. 20 czerwca.

   -Merlinie... Już dwudziesty czerwca... Merlinie... Merlinie... Tak szybko? Nie, nie, nie... Jak to tak szybko minęło?

Isabella spojrzała następnie na zegarek. Była za dziesięć piąta. Chwilę później dziewczyna wstała i zebrała swoje ubrania i elegancko ułożyła, po czym włożyła do szafy. Następnie wzięła spódnice i koszulę, żeby ubrać się już w mundurek szkolny, bo nie miała zamiaru nadal iść spać. Ten sen nie był jedyny. Był to już dwunasty sen tego typu.

     Pierwsza lekcja, zaklęcia. Chyba wszyscy huncwoci zauważyli coś dziwnego w zachowaniu Belli. Była nadzwyczaj cicha, jednak niespokojna i drażliwa, jakby się coś stało, a nie widzieli, że dręczyły ją te sny. Profesor Flitwick spóźnił się na lekcje kilka minut i od razu wszyscy weszli do klasy i zasiedli na swoich miejscach. Syriusz od razu zajął miejsce obok siostry.

   -Witajcie uczniowie- zaczął profesor Flitwick- dzisiaj zajmiemy się zaklęciem Glacius, może powie mi ktoś na czym polega to zaklęcie? Panna Evans? Proszę.

Lily poprawiła się na krześle i odgarnęła rude włosy do tyłu. James obserwował każdy jej ruch, tak samo jak Severus Snape który siedział za Rudą.

   -Zaklęcie zamrażające, które powoduje, że z końca różdżki wydobywa się mroźne powietrze, które może gasić pożary, tworzyć lód z wody oraz niszczyć salamandrowy ogień.

   -Brawo panno Evans. Doskonale. dziesięć punktów dla Gryffindoru. Potter zaklaskal kilka razy, ale zakończył od razu gdy popatrzyła na niego Lily.

Syriusz obejrzał się do tyłu, a później znów popatrzył na siostrę.

   -Stało sie coś?- zapytał.

Bella spojrzała na brata.

   -Nie- odpowiedziała cicho.

   -Na pewno?

   -Tak Syriusz, tak. Teraz uważaj jeśli nie chcesz żebym ci później tłumaczyła wszystko od nowa.

Chłopak umilkł. Odwrócił się do tyłu i dał Remusowi jakąś karteczkę. Lupin otworzył ją i zaczął wędrować wzrokiem po tekście. Przeniósł wzrok i pokiwał głową.

Wybacz ~HUNCWOCI✔Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz