59

7.6K 414 130
                                        

Konie przeszły i pojechał dalej. Już było spokojniej. Pojechaliśmy do domku, zaparkował i szybko pobiegł do domu. Też weszłam.

- W końcu ciepełko.

- Mówiłam, że mogę ci dać...

- Ale ja nie chciałem. Zostajesz tu, czy idziesz na górę? Bo ja idę spać.

- Też idę na górę.

- To chodź.

Poszliśmy tam, ale tu zimno jezu. Nie zamknęłam okna... Szybko je zamknęłam.

- Ja pierdole jak piździ.

- Ja zauważyłam że ty ostatnio dużo, bardzo dużo przeklinasz.

- Przez rzucanie amfy.

- Aaa... Okej.

- No.

Przebrałam się i położyłam obok Aarona. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, a rękę położyłam na jego brzuchu.

- Aaron...?

- No?

- Wiesz, że jestem z ciebie dumna i że cię kocham?

- Dlaczego? Znaczy... Ja ciebie też, ale serio?

- No... Było ci trudno, męczyłeś się, mogłeś do tego wrócić, ale... Postarałeś się i dalej starasz. Naprawdę to było wielkie.

Nadeszła pora na moje wieczorne gadanie. Jak miałam fajny dzień to zawsze pod wieczór muszę sobie z kimś porozmawiać.

- Ale... Nie chcesz porozmawiać z mamą? Martwi się o ciebie...

- Słuchaj... Wysłała mnie na odwyk jak zwykłego ćpuna. Jakbym nic dla niej nie znaczył.

- Ale... Kocha cię. Zawsze mieliście dobry kontakt.

- Zawsze jest ktoś, kto coś zjebie.

- Daj jej jeszcze jedną szansę... Ja ci dałam i nie żałuję, też nie będziesz...

- Musimy o niej gadać?

- Tak, bo mnie wzięło na gadanie o poważnych rzeczach.

- Nie możemy pogadać o... Nie wiem...

- O ślubie.

- O, na przykład.

- No to...

Uśmiechnęłam się. To mu dojebie tak, że mu się aż odechce tego ślubu.

- Będzie na Karaibach, albo nie kupimy własną wyspę, będą białe konie z rogami jednorożca, albo najlepiej prawdziwe jednorożce, wszystko będzie na różowo, bo przecież ja jestem Barbie...

- Stop, kochanie, stop.

- Co?

- Na pewno nie różowy.

- Zajebiście wyglądasz w różowym.

- Ale na pewno nie ślub na różowo.

- Dobra... To na miętowo i o! Zaprosimy takich zajebistych panów do tańczenia na róże...

- Diana... Może najpierw kiedy?

- Za tydzień. Albo jutro.

- Nie lepiej za... Dwa lata? Będziesz miała dwadzieścia lat...

- Nie lepiej za dziesięć lat?

- Nieee.... Za późno. I za późno na dziecko.

- A skąd wiesz, że ja chcę dziecko?

Przyjaciel Mojego Brata 3 || ZAKOŃCZONEOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz