---------------------------
pov. Jin
Minęło już sporo godzin odkąd drużyna naszej szkoły wyruszyła wyruszyła w tej olimpiadzie.
Szedłem właśnie korytarzem w stronę gabinetu gdzie miało odbyć się zebranie odnoście pomocy zawodnikom gdy usłyszałem że za zakrętem ktoś wspomniał o Hekate...
Zatrzymałem się i przylgnąłem do ściany by lepiej podsłuchać rozmowy nauczycieli.
-Doszły mnie słuchy że potomkini Hekate jest wśród nas..
-Podobno chodzi o tej szkoły i mało tego, Wielki Los wybrał ją aby wystartowała w turnieju.
-Skąd możemy wiedzieć że to nie jest jakaś plotka?
-Spokojnie, mamy tu swoich ludzi. To bardzo zaufane źródło informacji.
-Czyli wiecie kto jest potomkiem i nic z tym nie robicie?
-Potomkini nie dożyje końca tego tygodnia.
-Musimy ją zabijać?
-Inaczej mogłaby odkryć pełnie swojej mocy która jest tak potężna że mogłaby poważnie zachwiać równowagę w świecie magii, a tego byśmy nie chcieli.
-Nie możemy jej przekonać żeby stanęła u boku Ministerstwa Magii i działała z nami pod przysięgą?
-Skąd pewność że potomkini będzie posłuszna?
-Jeśli nie będzie chciała współpracować to zawsze można odciąć jej głowę. Tak czy siak będzie żywa a jej moc wciąż potężna. Wtedy już będzie wykonywała każdy nas rozkaz....
-Nie. -powiedział któryś mężczyzna z bardzo niskim głosem. -Potomkini ma zostać zabita. Nie chcemy żeby historie z przeszłości się powtarzały przez jakąś smarkulę. Gdyby ludzie się o niej dowiedzieli, zaczęliby jej ufać. Miałaby większą kontrolę nad istotami magicznymi niż Ministerstwo czy jakieś Rady.. Nikt nie może się dowiedzieć o tym że Hekate powróciła, jasne?
-Jasne.. -odpowiedziało kilku innych po czym rozeszli się w różne strony.
-Muszę coś z tym zrobić. -mruknąłem pod nosem. Czułem jak dłonie zaczynają mi się pocić a zwykle powolni bijące serce uderza teraz niesamowicie mocno i szybko.
Ruszyłem w stronę swojego gabinetu by wysłać do Demi chociaż sowę z wiadomością o zagrożeniu jej życia. Nikt by się nie zorientował..
Co jest...
Mijając ciemny korytarz doskonale widziałem w oddali zbliżającą się postać mężczyzny. Już byłem gotowy w razie ataku na mnie, jednak gdy poczułem zapach tej osoby już wiedziałem co robić.
Gdy tylko chłopak wyłonił się z mroku przechadzając się po korytarzu jak gdyby nigdy nic, wyskoczyłem zza zaułku i łapiąc wampira za szmaty, przyszpiliłem do ściany.
-Wow wow, co za miłe powitanie kuzynie. -zaśmiał się pocierając bolące miejsce z tyłu głowy po tym jak uderzył nią w ścianę.
-Co ty tu robisz Taehyung?! -tak dokładnie... to była mroczna strona wampira. -Przecież odszedłeś od nas. Może to ty szpiegujesz dla Ministerstwa, co? -szarpnąłem nim mocno tam samo jak mną teraz szarpały uczucia na myśl o śmierci Demetrii.
-Wróciłem bo ten jełop który jest moją drugą wersją wpakował się w kłopoty. -warknął i podwinął rękaw ukazując tatuaż z wężem.
-Co? Ale przecież nie było cię na wyborach Wielkiego Losu.
-Tak, ale najwyraźniej mimo tego że jesteśmy w osobnych ciałach, wciąż jesteśmy jedną osobą. Przez to że on został wybrany, to ja razem z nim. -wampir szarpnął moimi rękoma bym go puścił więc tak też zrobiłem. -Dlaczego w ogóle pomyślałeś że mogę harować dla Ministerstwa?! To chyba ostatnie miejsce gdzie bym się widział. -Tae spojrzał mi w oczy próbując z nich coś wyczytać.
-Demi coś grozi? -spoważniał tak samo jak ja.
-Chodź. Przydasz mi się. -kiwnąłem w stronę małej salki i w ciszy udaliśmy się w jej stronę.
—————
-Cicho. -tym razem Namjoon się zatrzymał.
-Co jest? -zapytał z końca Hoseok.
-Jungkook pilnuj Demi. -rozkazał, a demon jak na zawołanie złapał mnie za rękę.
-Nam o co chodzi? -zapytałam przestraszona i długo nie musiałam czekać na odpowiedź.
Zaczęliśmy słyszeć szmer węża.
-Co wy.. grzechotnik? -zaśmiał się Jungkook, jednak żadnego grzechotnika nie widzieliśmy.
-To nie jest grzechotnik. -zaczął Yoongi wpatrując się w gąszcz. -Zasłońcie oczy! Ale już! -wszyscy staliśmy w zwartym szyku i na polecenie Sugi zamknęliśmy oczy.
-Co się dzieje? -zapytała Lili.
-To Meduza. -olśniło mnie. Dźwięk grzechotników i zamknięte oczy.. to musiała być ona.
-Co? Meduza nie była greckim mitem? -zdziwił się Jimin. -Co miałaby robić w tym zasmarkanym lesie?!
-Mądry chłopak. -rozbrzmiał kobiecy głos. Czułam tylko jak Jungkook przytula mnie do swojej piersi by mnie uchronić przed nieznanym niebezpieczeństwem.
-Nie szukamy kłopotów. -zaczął Namjoon.
-Chodząc po tym lesie nie byłabym tego taka pewna ptysiu. -odpowiedziała nieznana kreatura o nad wyraz pięknym głosie.
-Odejdź stąd. Chcemy tylko przejść dalej. -do negocjacji włączył się Taehyung.
-I zostawicie mnie samą? Tak dawno nikt mnie nie odwiedzał. -czułam że ta istota stoi tuż obok mnie i JK.
-Kim jesteś? -zapytał Jungkook.
-Jestem Miranda. Królowa rozkoszy i urodzaju.
-Pfh.. akurat. -Hoseok parsknął śmiechem.
-Nie wierzysz mi? Otwórz oczy i się przekonaj.. -zaczęła namawiać przyjaciela.
CZYTASZ
druga Hekate /BTS
Fanfiction•inspirowana powieścią JK Rowling „Harry Potter" •wampiry, demony, czarownice •będą romanse :33 •bts w rolach głównych + jedna czarownica
