Rozdział 74

1.1K 106 7
                                    

Wpieniła mnie. Powiedziała to wszystko z taką łatwością i bez gramu uczucia, że przeraża mnie fakt, że nic ją nigdy nie rusza.

Ale, Sabrina. Sabrina, Sabrina, Sabrina... jak przeboleć jej śmierć? Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Czy umarła o tak w ułamku sekundy, czy ten proces trwał, a ona męczyła się, serce łamało, brzuch wciągał ciało...

- Moja koleżanka z psychiatryka, Sabrina. - ptzygryzam wargę i mówię do Maxa. - Zmarła.

Wybucham płaczem. A on mnie obejmuje. Nie wiem sama, ile można płakać.

- Chorowała na anoreksję. - szlocham spanikowana. - Wychudziła się na śmierć!!

- Ci... - przyciska nas do siebie. -Spokojnie. Rodzimy się po to żeby umrzeć.

Pielęgniarka podaje mi list, pierw gdy biorę go w ręce mam wrażenie że to ten od mamy, jednak ten jest od Sabriny.

Dlaczego wszyscy piszą do mnie przed śmiercią?

Otwieram go i siadam na niskim krzesełku. Biorę wdech i ocieram łzy, bym mogła ujrzeć literki.

Nina, musiałam napisać, muszę ci powiedzieć wszystko czego nie zdążyłam. Dlaczego? Czuje jak moje ciało pochłania samo siebie i wiem że to mój koniec.
Dziękuję ci za te ciepłe słowa i dodawanie mi otuchy. Może ty tęgi nie czułaś, a między nami nie bywało za dobrze, ale byłaś moją przyjaciółką. Uśmiechnij się i szalej, nie opłakuj mnie. Przepraszam i dziękuję.
Przeżyj, dla niego. Dla Maxa.

Sabrina.

Ocieram szybko łzy i promienieje w stronę Maxa. Zbliżam się do niego, a kiedy stykamy się końcamu nosów, wybuchamy śmiechem. Jednak śmieję się i płaczę. Czy to łzy szczęścia? Raczej nie, ale wrabiam w to Maxa.

- Wiesz, teraz dopiero zauważyłam że musze zacząć przepisywać lekcje. - próbuje odciągnąć uwagę od łez.

- Co? - unosi brwi. - Rok nadrobimy w wakacje.

Ah, tak. Zapomniałam. Kompletnie. Wszystko co nasza klasa robi w rok, my zrobimy w dwa miesiące.

Zauważam ciocie na korytarzu. Przedstawiam jej mojego chłopaka i witam się z nią ciepłym uściskiem. Momentami, widzę mamę, ale zdążyłam się do tego przyzwyczaić.

- Zabieram cię do domu, na kilka dni. - mówi łagodnie. - Możesz sobie jeszcze kogoś wybrać.

Myślę o Katy i o tym, jak się oddaliłyśmy w najbliższych dniach, ale ze względu że jest na pogrzebie, nie mam wyboru. Max.

Kiedy jedziemy, ciocia tłumaczy mi że zabiera mnie na pogrzeb Sabriny.

Kiedy dojeżdżamy, dopadam szafę aby wziąć z niej kilka ubrań. Max staje przed szafą i opiera się o biodra.

- Ach. - naśladuje jakąś błon lalę i typową dziunie. - W co by tu się przydziać? Oh... mam tak mało ubrań.

Śmieję się i otwieram szafę. Nie wiem co zabrać. To musi być praktyczne i wygodne.

- Weź tę. - mówi i wyciąga bordową bluzę 24 Stilinski. - Teen Wolf tu widzę.

- Kto nie kocha Stilesa? - śmieję się i odbieram mu bluzę.

- Prawda. - posyła mi oczko i siada na łóżku. - Kocham cię.

Patrzę na niego, posyłam mu całuska i wracam wzrokiem do szafy. Pakuję kilka bluzek i spodni. Następnie siadam obok Maxa a on obejmuje mnie ręką.

- A może pokażesz mi swoje miasto?

- Serio? - unoszę brwi.

- NO tak. - uśmiecha się a ja odpowiadam skinieniem głowy.

Perfekcja?Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz