ASHTON
Skarbie, jaki jest twój ulubiony kolor? Granatowy? Biały?
SMS przyszedł na telefon Briana. Odczytałem go i pokazałem Abbie. Machnęła ręką.
- To nie ma żadnego sensu. Odpisz, że fioletowy. Która godzina? Idziemy?
Wstała i zaczęła przechadzać się po pomieszczeniu. Była zdenerwowana. Nic dziwnego. Dochodziła północ.
Podniosłem się i otworzyłem drzwi. Musiałem się przebrać, więc poszedłem do swojego pokoju, wsuwając telefon Briana do kieszeni. Kilka sekund i wychodzimy. Zostawiamy pieniądze pod ławką i jedno zadanie z głowy.
Zdjąłem koszulkę i rzuciłem ją na fotel pod oknem w moim pokoju. I usłyszałem dźwięk przychodzącej wiadomości.
No nie, znowu - przemknęło mi przez myśl.
Wyjąłem telefon Briana. Wiadomość zawierała zdjęcie.
- Abbie? - zawołałem. Usłyszałem jej kroki i po trzech sekundach stała już naprzeciwko mnie. - Wysłał wiadomość. Zdjęcie obiadu. A właściwie kolacji, sądząc po porze, w której Brian ma dostać to jedzenie.
Podałem jej telefon.
- Nie łam więcej danego słowa, bo ja nie łamię swojego. To jedzenie już czeka na twojego kochasia. A na ciebie obiecana niespodzianka - przeczytała Abbie. - Niespodzianka... - powtórzyła. Dostrzegłem strach na jej twarzy. - Jak myślisz, co to...
Przerwała, robiąc tak ogromne oczy, jakich nigdy u niej nie widziałem. Usłyszała to samo, co ja. Ktoś wszedł do domu i wchodził po schodach na górę.
- Ashton? - usłyszałem delikatny głos.
- Szlag! - syknąłem.
To była Ana. Do jasnej cholery! Czy ta kobieta nie rozumie słów: Nie mam czasu?!
- Spadam - rzuciła Abbie w pośpiechu i szybko ruszyła w stronę przymkniętych drzwi. To byłaby najlepsza decyzja, jaką mogła podjąć, gdyby już nie było za późno. Ana była na górze. I szła w stronę mojego pokoju.
- Kochanie, jesteś tam?
Abbie cofnęła się gwałtownie od drzwi i popatrzyła na mnie wzrokiem przepełnionym paniką. Jeśli Ana zobaczy ją u mnie... Była prawie północ, ja nie miałem koszulki, w domu nie było nikogo, a poza tym spławiłem ją, że nie mam czasu dziś się spotkać. Wątpię, żeby miała ochotę słuchać wyjaśnień, kiedy tu wejdzie.
Dopadłem lustrzanej szafy i odsunąłem jej drzwi, jednocześnie ciągnąc Abbie za rękę. Idiotyczny pomysł. Na filmach wszyscy chowają się w szafach. I to nie zawsze wypala. Ale ciul! Nie było czasu na rozważanie, gdzie byłoby lepiej się schować. W panice na myśl przychodzi tylko ta pierdzielona szafa.
Popchnąłem Abbie między wieszaki, zniknęła między ubraniami i usłyszałem, że uderzyła się w ścianę po drugiej stronie. Kuźwa, zajebisty jestem, nie ma co.
Nawet nie wydała dźwięku. Odetchnąłem z ulgą, ale mój puls nie miał czasu zwolnić, bo w tym samym momencie Ana weszła do pokoju. W ostatniej chwili zasunąłem drzwi szafy, starając się wyglądać naturalnie.
Powitałem ją szerokim uśmiechem.
- Kochanie, przecież ci mówiłem, że nie mam dziś czasu. - Złapałem za koszulkę, którą dopiero co zdjąłem. Ubiorę tę samą, trudno.
- Miałam nie przychodzić, ale pomyślałam, że zrobię ci małą niespodziankę...
Podeszła do mnie i odgarnęła włosy na jedno ramię. Uśmiechała się, patrząc mi w oczy. Trzymałem w ręce koszulkę, zerkając na drzwi, a ona zaczęła rozpinać swoją czarną koszulę. Kątem oka zauważyłem czerwony stanik, który idealnie podkreślał jej biust.
- Kochanie, to nie najlepszy pomysł... - zacząłem. Jak mam ją teraz spławić? - To niezbyt dobry moment.
- Sam mówiłeś, że każda chwila jest odpowiednia.
Taa, ale sytuacja wtedy była odrobinę inna. Czemu akurat teraz naszła ją ochota na zabawę?
Pokonała dzielącą nas odległość i przyjechała dłonią po moim ramieniu. A potem położyła moją rękę na swojej talii. Nie miała już bluzki. Była ciepła, piękna i potwornie seksowna.
- Ana, nie...
- Cicho.
Z pięknym uśmiechem zbliżyła się do mnie i pocałowała mnie, przyciskając mocno do siebie. Wsunęła język do moich ust, a jedną ręką powędrowała w dół po moim brzuchu, odnajdując palcami rozporek.
Westchnąłem. Szkoda, że musiałem przerwać taką miłą chwilę.
CZYTASZ
Uprowadzony ✔
Mystery / ThrillerJa jestem jedna. A ich było czterech. Czterech braci. Jeden jest moim chłopakiem. Jeden to mój były. Z najmłodszym się przyjaźnię. A najstarszego nienawidzę. Z wzajemnością. Z czasem wszystko się komplikuje. Jeden z braci znika, a ja zaczynam grać...
