Rozdział 74 - Laguna

55 3 0
                                        

Wyłożyłam gołąbki na półmiski a Antonio zawołał Franceska. Obaj złapali półmiski a ja garczek z sosem. Kiedy wyszliśmy wszyscy zaczęli bić brawa. Ktoś przyniósł gorący makaron z pesto. Kiedy postawiliśmy wszystko na stół ich mama zaczęła nakładać gołąbki i polewała sosem. Kiedy każdy już miał na talerzu zaczął się zajadać. Znowu zrobił się harmider i wszyscy się przekrzykiwali. Nie wiedziałam co się stało ale Antonio mi powiedział.

- wszystkim bardzo smakuje to danie, jak się nazywa?

- gołąbki - zaśmiałam się

- dlaczego gołąbki? - zaśmiał się Francesko

- nie wiem, od dawna są tak nazywane - odparłam zmieszana

Znowu rozmawialiśmy zajadając się gołąbkami.

- nigdy nie pomyślałbym, że będę jeść Twoje gołąbki w Wenecji - zaśmiał się Alex

- ja też bym nie pomyślała, że będę je robić w Wenecji - zaśmiałam się

- bardzo dobre - odparł Antonio - i syte

- tego nie można zjeść dużo, są ciężkostrawne - odparłam

- no tak, my przeważnie jemy owoce morza - odparł Antonio - to lekkostrawne dania

- wiem, ale ja nie przepadam za owocami morza - odparłam

- nie?! - zdziwił się Francesko - jak ktoś może nie lubić owoce morza?

- jak widać może - zaśmiał się Alex

- jadłam kiedyś i mi nie smakowało - odparłam - poza tym w Polsce są bardzo drogie i nie ma świeżych

- Basia jesteś świetną kucharką - odparł Francesko

- lubię gotować ale nie wyobrażam sobie codziennego stania przy garach - odparłam

- Basia gotuje wyśmienicie - odparł Alex

- to dlaczego się jeszcze z nią nie ożeniłeś? - spytał Antonio

Alex spojrzał to na mnie to na chłopaków ale nic nie powiedział. Francesko to był wysoki i przystojny chłopak, mógł mieć z dwadzieścia parę lat, brunet szczupły ale umięśniony, musiało się za nim oglądać mnóstwo dziewczyn. Antonio natomiast delikatny szatyn, niższy i młodszy o dwa lata od Franceska, za to miał miłą aparycję i ujmował swoim charakterem. Nigdy bym nie powiedziała, że są braćmi, Francesko był podobny do ojca a Antonio do mamy. Kiedy zjedliśmy była gdzieś godzina 14-sta, uchyliły się drzwi i ujrzałam młodego mężczyznę, krzyknął coś po włosku i wszedł jak do siebie, potem stanął i uśmiechnął się zawadiacko. Kiedy Antonio go zobaczył wstał i coś oznajmił a potem dodał po angielsku.

- Basia i Alex teraz pojadą zobaczyć lagunę

Wszyscy zaczęli bić brawa, a my wstaliśmy od stołu. Wymieniliśmy się numerami telefonów z Francesko i Antonio i pożegnaliśmy się ze wszystkimi.

- Basia, Alex to jest Vincenzo - odparł Antonio - nasz kuzyn

Przywitaliśmy się a potem ruszyliśmy do wyjścia. Przed drzwiami domu stał dżip, do którego wsiadł jegomość oraz my i Antonio. Było ciasno, bo z nami musieli być nasi ochroniarze, ale ani Antonio ani Francesko nie pytali po co nam ochrona. Po drodze poprosiłam Antonia o ich adres, podał mi zapisując w mojej komórce. Ucieszyłam się, bo chciałam zrobić prezent seniorce rodu i coś jej wysłać z Polski. Kiedy przyjechaliśmy na nabrzeże Vincenzo wprowadził nas do motorówki, która na dachu miała napis "TAXI". Usiadłam na samym końcu motorówki, Alex obok mnie i po bokach nasi ochroniarze. Antonio siedział przed nami i ruszyliśmy. Po drodze Antonio nam opowiadał, pogoda była przepiękna i słońce mocno grzało, dobrze, że miałam kapelusz, który zasłaniał moje oczy przed słońcem. Alex na nos założył okulary i oglądając lagunę płynęliśmy przed siebie. Całą lagunę było widać idealnie, bo na niebie nie było ani jednej chmurki, która by się odbijała w toni wody. Cudowny lazurowy kolor bił po oczach, to było coś niesamowitego. W pewnych momentach woda była przeźroczysta, więc było widać wszystko jak na dłoni. Nie mieliśmy jednak czasu by zobaczyć wyspy na lagunie jak Burano czy Murano. Alex odparł, że na pewno przyjedziemy do Wenecji na dłużej i wtedy koniecznie zobaczymy te wyspy. Vincenzo opływał prawie całą lagunę ale musieliśmy już wracać, bo nie zdążylibyśmy na samolot. Vincenzo popłynął kanałami pod nasz hotel.

- za godzinę będziemy po Was, zawieziemy Was na lotnisko - odparł Antonio

- Antonio nie trzeba, weźmiemy inną taksówkę - odparł Alex

- po co, Vincenzo z ochotą Was zawiezie - tłumaczył Antonio

- to kłopot dla Was - odparłam

- jaki tam kłopot - odparł Vincenzo - spokojnie, będziemy za półtorej godziny, zdążycie się odświeżyć

Podziękowaliśmy i poszliśmy do hotelu. Pierwsze co zrobiliśmy po wejściu do pokoju to weszliśmy do wanny z chłodną wodą. Pomoczyliśmy się chwilkę by się ochłodzić i ja pierwsza wyszłam z wanny. Wytarłam się i nabalsamowałam. Pakowanie zostawiłam Alexowi, bo ja nadal nie nauczyłam się pakowania tak jak on. Ja wyciągałam wszystko z szaf i układałam na łóżku. Zabrałam nasze kosmetyki z łazienki i posprawdzałam szuflady i zakamarki, by niczego nie zostawić. Nie ubierałam się jeszcze, na sobie miałam jedynie cienki szlafroczek, a w szafie została tylko moja jedna sukienka, którą zostawiłam na podróż. Alex tylko zmienił koszulę i resztę spakował do walizki. Na stoliku zostały nasze telefony i moja torebka. Do spotkania mieliśmy jeszcze godzinę, więc postanowiliśmy się zdrzemnąć. Ustawiłam budzik w telefonie, żeby nie zaspać. Kiedy budzik zadzwonił wstaliśmy, ja przebrałam się w sukienkę a szlafrok spakowałam do walizki. Ta drzemka dobrze mi zrobiła, bo lepiej się poczułam. Sprawdziliśmy jeszcze czy wszystko wzięliśmy i wyszliśmy z pokoju. Z pokoju obok również wyszli nasi ochroniarze z torbami w rękach. Zeszliśmy na dół do recepcji, Alex zapłacił za hotel i wyszliśmy. Antonio i Vincenzo już czekali na nas. Weszliśmy do motorówki i popłynęliśmy do lotnisko Marco Polo. Kiedy znaleźliśmy się blisko lotniska Alex wyciągnął z portfela pieniądze by zapłacić. Ale ani Vincenzo ani Antonio nie chcieli słyszeć o zapłacie. Znów wsadziłam pieniądze w kieszonkę w koszuli Antonia, jednak tym razem wyciągnął i oddając mi powiedział.

- babcia jak dałem jej pieniądze to mnie prześwięciła, zapytała jak mogłem od tak miłych ludzi wziąć zapłatę. Dostało się mi i Francesko - zaśmiał się

- ale Antonio przecież Vincenzo zużył benzynę i swój czas, powinien dostać zapłatę - odparłam

- ależ nie trzeba - odparł Vincenzo uśmiechając się mile - odrobię sobie na innych turystach

Uśmiechnęłam się a Antonio oddał mi pieniądze a ja oddałam Alexowi

- proszę weźcie - upierał się Alex ale odmówili

- jest mi głupio - odparł Alex - a poza tym mnie stać, nie zbiednieję

Antonio spojrzał na Vincenzo a ten odebrał pieniądze od Alexa.

- skoro tak - zaśmiał się Vincenzo - jak kiedyś będziecie to dajcie znać

- oczywiście - odparłam razem z Alexem

Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy na lotnisko. Kiedy znaleźliśmy się w samolocie Alex pomógł mi zapiąć pasy i kiedy wystartowaliśmy odetchnęłam. Rozmawiałam z Alexem o tym miłym spotkaniu z rodziną Calibari i o przepłynięciu po lagunie. Te dwa dni to było zdecydowanie za mało. Miałam niedosyt, bo chciałam bardziej poznać Wenecję i nowych przyjaciół.

ALEXOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz